środa, 14 sierpnia 2013

I ♥ Wrocław (7 faktów)

Ubiegłoweekendowy pobyt we Wrocławiu upłynął w miłej, rodzinnej atmosferze i, jak zwykle, dostarczył mnóstwo pozytywnych wrażeń. Stał się też pretekstem do przedstawienia siedmiu faktów związanych z moją osobą, w ramach zabawy Versatile Blogger, do której zaprosiła mnie Lena - bardzo dziękuję!

To moja druga runda (pierwsza była tutaj) więc pozwolę sobie zagrać po swojemu. Bez zasad i bez nominacji. Tylko fakty. Ale za to tematyczne - wrocławskie:)


1. Kocham Wrocław.

Jest to jedyne duże miasto, o którym mogę tak powiedzieć. Darzę je ogromnym sentymentem i bezkrytycznie podziwiam. Nie potrafię narzekać nawet na brukowane chodniki i deptaki, które zmuszają do ciągłego patrzenia pod nogi, skutecznie odwracając uwagę od architektonicznych atrakcji. Kocham Wrocław za wiele rzeczy - za malowniczy Rynek, Ostrów Tumski, ogrody, parki i niebieskie tramwaje... Ale chyba szczególnie za to, że urodził się tu i wychował mój tato oraz za niezwykłe doświadczenia, które stały się moim udziałem za sprawą zupełnie nietypowej babci.


2. Babcia Nie z Tej Ziemi.

Moja wrocławska babcia może nie była tą ulubioną, ale na pewno była wyjątkowa. Nawet z wyglądu. Przypominała wiedźmy z bajek. Odkąd pamiętam zawsze była stara i miała długie siwe włosy. Wierzyła w czary i moc natury. Kąpała mnie w mleku, a włosy płukała w piwie - pod jej opieką naprawdę mogłam poczuć się jak księżniczka:) Miała zwyczaj spacerowania latem boso po porannej rosie (dla zdrowia rzecz jasna), a wszystko, co pochodziło z jej ukochanego ogródka, miało lecznicze bądź upiększające właściwości. Nawet banalna marchewka, czy szpinak. Może i rzeczywiście miało, bo babcia w zdrowiu przeżyła 94 lata, choć przed demencją jednak nie udało jej się uchronić... Odziedziczyłam po niej wyraziste brwi, worki pod oczami oraz skórę - cienką i suchą jak pergamin, w której pomarszczę się jak rodzynka, o ile, jak się spodziewam, odziedziczę również babciną długowieczność;) Mam tylko nadzieję, że demencja mnie ominie.

3. Pierwsze własne pieniądze.

Swoje pierwsze, prawdziwe, pieniądze zarobiłam sprzedając kwiaty z babcinego ogrodu. Miałam wówczas kilka lat i nawet nie pamiętam dokładnie, czy umiałam już liczyć, ale babcia i tak zostawiła mnie samą z bukietami przy ulicznym kramiku. Pamiętam, że trochę się bałam, ale głównie byłam bardzo podekscytowana. W niedługim czasie sprzedałam wszystkie kwiaty i z pieniędzmi w ręku pobiegłam do mieszkania. A babcia powiedziała mi, że mogę je sobie zatrzymać, bo zarobiłam. Chyba nigdy w życiu nie byłam z siebie bardziej dumna, jak wtedy.


4. Ogród Botaniczny.

Choć na roślinach się nie znam, to uwielbiam je oglądać, dlatego wizyta w Ogrodzie Botanicznym jest obowiązkowym punktem każdego mojego pobytu we Wrocławiu. Mają naprawdę imponującą kolekcję. Najbardziej Ogród Botaniczny podoba mi się w maju, ale i tym razem było na co popatrzeć. Moją uwagę przykuły szczególnie sukulenty (w osobnych pawilonach afrykańskie i meksykańskie, moim zdaniem meksykańskie ładniejsze) oraz kwiaty-suszki, które doskonale pamiętam z babcinego ogródka - Aster chiński i Miechunka rozdęta - koniecznie muszę posiać u siebie, są idealne do suchych bukietów.


5. Panorama Racławicka.

Jestem wielką fanką rodziny Kossaków więc Panoramę Racławicką od dawna już chciałam obejrzeć, szczególnie po przeczytaniu, w ubiegłym roku, Wspomnień Wojciecha Kossaka, gdzie autor szczegółowo opisuje kulisy powstawania malowidła. Spodziewałam się wielkich wrażeń, ale rzeczywistość jeszcze przerosła moje oczekiwania - prawdziwy dziewiętnastowieczny spektakl 3D! Żałowałam tylko jednego - że nie można podejść bliżej płótna i naocznie przekonać się, że to naprawdę ręcznie malowany obraz!


6. Most Tumski.

Kiedyś znałam to miejsce, jako most pająków. To był zarazem straszny (dla mnie, bo pająków się boję) i piękny widok. Szczególnie wieczorem, gdy pajęcze sieci były wyeksponowane specjalnym oświetleniem. Dziś Most Tumski kojarzy się bardziej z kłódkami, które zakochani zapinają na znak swojej wiecznej miłości. Nawet Małgorzata Musierowicz wspomniała o tym zwyczaju w swojej ostatniej powieści. Jakoś nie jestem przekonana do takiego manifestowania swoich uczuć... Wolałam Most Tumski w grubych, pajęczych sieciach. Kłódki, to dla niego wątpliwa, moim zdaniem, ozdoba.


7. Za daleko mieszkam miły...

Mój miły Wrocław ma tylko jedną wadę - jest za daleko od mojego miejsca zamieszkania. Dzielące nas kilometry (ponad 400) skutecznie zniechęcają mnie do częstszych odwiedzin. Dawno temu, gdy dostałam prawo jazdy, uwielbiałam jeździć i robiłam wszystko, byle tylko móc usiąść za kółkiem. Teraz robię dokładnie na odwrót - wszystko, byle tylko nie musieć kierować samochodem. Po prostu nie chce mi się. Kierowanie autem jest jednocześnie nudne i wyczerpujące. Gorzej niż sprzątanie, którego również nie cierpię. Ale podczas sprzątania zawsze mogę coś obejść, skrócić, coś zostawić na potem, na coś przymknąć oko... Drogę muszę przejechać od początku do końca. Nic się nie da oszukać, ominąć albo zrzucić na kogoś innego.

O, i już:) I nawet rzeczywiście wyszło siedem, choć się specjalnie nie starałam:) Znaczy siedem punktów wyszło, bo samych faktów to przy okazji ujawniłam znacznie więcej;)


28 komentarzy:

  1. To ja przyjechałam prawie z Twoich stron, a Ty zagościłaś w prawie moim miejscu zamieszkania. okropne są te odległości.
    Zgadzam się co do uroku miasta Wrocław, choć moim studenckim była Zielona Góra, którą uwielbiam. Z prawkiem mam tak, jak Ty, jeżdżę, kiedy muszę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz co najbardziej podoba mi się w wizjach przyszłości? Kabiny teleportacyjne:) Jak ja bym chciała mieć coś takiego!
      Zielonej Góry nie znam, ale już z samej nazwy mi się podoba:)

      Usuń
  2. Pięknie piszesz o swoim ukochanym mieście. Muszę powiedzieć, ze punkt z babcią podobną do czarownicy jest świetny! Podobnie jak ten z zarobionymi pieniędzmi.
    Ciekawe, czy ja kiedyś będę taką czarownicą? Ogród z ziołami juz zakładam:)


    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Wiedźma źle się kojarzy, ale w rzeczywistości to "kobieta, która wie" więc chyba fajnie jest nią być:) A Twój ogród z ziołami to doskonały wiedźmini atrybut! Już Ci zazdroszczę, bo obawiam się, że moim atrybutem będzie jedynie pomarszczona skóra;)

      Usuń
  3. Ja rzadko bywam we Wrocławiu ale zauroczyły mnie tam krasnoludki spotykane na każdym kroku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Zapomniałam o krasnalach. Może dlatego, że to stosunkowo niedawny wynalazek... Ale również bardzo mi się podobają:)

      Usuń
  4. Świetnie piszesz:) Dzięki, bo ja też mam wielki sentyment do tego miasta i mam do niego dalej niż Ty o 100 km.Znam te wszystkie miejsca :) pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To może spotkajmy się kiedyś we Wrocławiu:) Podzielimy się swoimi sentymentami:)

      Usuń
  5. Fakt, Wrocław to miasto zaczarowane i magiczne;-) Nie dziwię się, że Cię urzekł.
    Spróbuj przyjechać jesienią. Warto.
    A w ogrodzie botanicznym w drugą niedzielę października odbywa się absolutnie niezwykły Dolnośląski Festiwal Dyni. Nie można tego nie zobaczyć;-)
    Bardzo podoba mi się Twój blog.Jeśli nie masz nic przeciwko temu, zostanę na dłużej;-)
    Serdeczności ślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Florentyno, bardzo się cieszę, rozgość się i zostań na dłużej:) Bardzo dziękuję! Miłe słowa od osoby tak wszechstronnej i twórczej sprawiają tym większą przyjemność:)

      Usuń
  6. Świetna babcia! :)
    Bardzo lubię Wrocław. Panorama Racławicka robi wrażenie. Moje oczekiwania również zostały przerośnięte :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, babci na pewno nie doceniałam w dziecięcym wieku. Ale to dlatego, że była właśnie taka zupełnie "nie-babcina" - nie piekła placków, nie przytulała, nie kupowała słodyczy, tylko opowiadała same dziwne rzeczy...

      Usuń
  7. Gratuluję wyróżnienia i wycieczki a paczkę wyślę w przyszłym tygodniu bo zapomniałam, że dzisiaj święto jest:)) pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cierpliwie czekam:)

      Usuń
  8. Choć moje historie życiowe w żaden sposób nie splatają się z Wrocławiem, od pierwszego (przejezdnego) spojrzenia zakochałam się w tym mieście i kiedy tylko mam okazję wpadam tam, choćby na jeden dzień. Twoje 7 punktów jeszcze bardziej rozbudziło we mnie entuzjazm :) Ale babcia PRZESUPER! musiała mieć fascynującą osobowość :) Chciałabym mieć kogoś takiego w rodzinie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, choć w takim codziennym życiu była bardzo trudna, pewnie dlatego nie pokusiłam się na jej zbadanie, a może dlatego, że kiedy mogłam to zrobić, byłam za mała, a kiedy dorosłam i zaostrzyłam ciekawość, już nie było z kim rozmawiać... Ale wspomnienia zostały i sentyment za czasami, które już nie wrócą:)

      Usuń
  9. fantastyczna wycieczka po Wrocławiu (z którym ja się jakoś nie polubiłam, moje miasto to Warszawa :-))
    uściski! i dziękuję! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale słyszałam, że wieczne animozje dzielą miłośników Warszawy i Krakowa, Wrocław pozostaje tu neutralny więc spokojnie można go też lubić;)
      Ja przez całe lata, prócz Wrocławia, lubiłam Warszawę, bo z Krakusami miałam same przykre doświadczenia. Ale ostatnio mi się odmienia - poznałam fajne Krakowianki, pospacerowałam po ciekawych miejscach, poczytałam o krakowskich Kossakach, których bardzo polubiłam, no i moja córka teraz tam mieszka i studiuje... Naprawdę mam za co lubić również Kraków:)

      Usuń
    2. mieszkałam w syrenogrodzie i w smokogrodzie, ludzie bywają fajni wszędzie :-) ale smokogród to nie moje miasto. a Wrocław mnie zbrzydził kiedyś straszną breją i brakiem komunikacji miejskiej (lata temu, pewnie ze 12 na tramwaj czekałam godzinę, bo 2 nie raczyły się pojawić w ogóle ;-))

      Usuń
  10. We Wrocławiu byłam przejazdem w czasach licealnych (czyli 100 lat temu), więc widziałam tylko dworzec, ale teraz zachęciłaś mnie bardzo, żeby tam się udać po więcej:)
    W Krakowie też są niebieskie tramwaje;)
    Czy do Wrocławia można dojechać tylko autem? Bo ja w dłuższych podróżach też autem nie lubię się poruszać - wolę pociąg:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I za dworzec też Wrocław lubię - to najładniejszy dworzec, jaki w życiu odwiedziłam:)
      Pociągowych połączeń Krakowa z Wrocławiem jest tyle, że można iść na dworzec w ciemno, jak na tramwaj:)

      Usuń
  11. Bardzo ciekawa i zachęcająca relacja a ja tam nigdy nie byłam, więc możesz mi chyba pozazdrościć, że mam to przed sobą jak świetną nieprzeczytaną jeszcze książkę. Jednak dla Ciebie to miasto sentymentalne i z tym niewiele się zrówna. A Twoja babcia była cudowna. Takiej osobowości nie zapomina się chyba nigdy no chyba, że przez demencję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Znam dokładnie to uczucie, o którym piszesz! I kojarzy mi się właśnie z przeczytanymi książkami albo z obejrzanymi filmami - gdy mi się szczególnie podobają, to zawsze żałuję, że już nigdy w życiu nie przeżyję ich tak, jak za pierwszym razem....
      A babcia, jak już pisałam, była trudna, a momentami nawet straszna - w dzieciństwie trudno taki charakter docenić. Teraz żałuję, że o tak wiele rzeczy nie zdążyłam zapytać... Choć z drugiej strony babcia żyła w świecie legend, nigdy nie byłam pewna, czy to, co mi opowiada, to prawda, czy fantazja;)

      Usuń
  12. Hej, lubisz rękodzieło... A może skusisz się na bransoletki handmade? :) Chętnie wykonam jakąś specjalnie dla Ciebie :) Zapraszam i pozdrawiam !

    bransolette.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetne fotki :) We Wrocławiu byłam raz z siostrą. Podobało mi się miasto. Panoramę Racławicką zwiedziłyśmy :) Fajne wspomnienia, super miałaś babcię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładne miasto i atrakcji w nim bez liku więc wciąż mam jeszcze sporo do zobaczenia i odwiedzenia:) Dziękuję:)

      Usuń
  14. A co ja mam powiedzieć, jak mam do Wrocławia ok. 700 km (Suwałki)? A uwielbiam go. W dzieciństwie jeździłam tam do ulubionego wujka, potem kilkakrotnie przy różnych okazjach, teraz tam mieści się ośrodek szkoleniowy mojej firmy więc byłam już 2 razy na szkoleniach. Tylko wszystko psuje dojazd, choć jeździ PKS nocny. Cudowne miasto!!! gracha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha... to tyle, co ja nad morze:) Byłam dwa lata temu. Jechałam samochodem, z przystankami, 12 godzin! I, choć morze naprawdę piękne, to stwierdziłam, że już nigdy więcej... Chyba, że komunikacją publiczną, choć wtedy wychodzi jeszcze dłużej, bo z przesiadkami.... Ech, mogliby jednak wynaleźć te kabiny teleportacyjne!

      Usuń