poniedziałek, 27 października 2014

Mamy lek na migrenę!

I bynajmniej nie jest to żaden z głośno i agresywnie reklamowanych farmaceutyków;). I mówię to ja - migrenowiec z ponad dziesięcioletnim doświadczeniem.

Migreny gnębiły mnie mniej więcej 3 - 6 razy w miesiącu. I częściej było to raczej więcej niż mniej. Gdy dłużej pospałam, gdy gdzieś wyjechałam, gdy się denerwowałam, gdy na czas nie zjadłam lub nie wypiłam kawy... Faszerowałam się tabletkami jak cukierkami. Gdy tylko ból przeczuwałam (bo ponoć lek tym skuteczniejszy, im wcześniej zażyty), potem w trakcie, co parę godzin, żeby choć trochę zelżyło. Okresowo zaś łykałam codziennie leki, które miały migrenie zapobiegać, np. krople Dihydroergotaminum i tabletki Divascan. Bez rezultatów. Tak było początkowo. Później, gdy w migrenie byłam już dość mocno wyedukowana, zwykłe tabletki przeciwbólowe zażywałam tylko wspomagająco, zaś głównie przeciwmigrenowe sumatryptany (Cinie, Frimig, Imigran...). Te ostatnie, choć drogie to przynajmniej skuteczne - przerywały każdy atak migreny w ciągu godziny.

I gdy w końcu zrezygnowana uznałam, że pewnie taka już moja uroda i z migrenami borykać się będę do końca życia, trafiłam na skuteczne rozwiązanie i to na dodatek w 100 procentach naturalne, żadnej chemii.

Po pierwsze - właściwa dieta!

Jest teoria, że migreny prowokowane są przez niektóre produkty spożywcze, np. czerwone wino, orzechy, czekoladę, żółty ser... Przetestowałam wszystkie i u siebie wyraźny związek zauważyłam tylko w przypadku czerwonego wina (i każdego innego alkoholu zresztą). Z pozostałymi bywało różnie: czasami głowa bolała, czasami nie, a czasami nie zjadłam niczego z niedozwolonej listy, a migrena i tak mnie dopadała... Ale dopiero przeprowadzony na wiosnę tego roku post warzywno-owocowy ujawnił, że rzeczywiście związek pomiędzy migreną, a jedzeniem istnieje (po odtruciu, przez cały miesiąc nie miałam ani jednej migreny), ale niekoniecznie tak jednoznaczny, jak podają obiegowe opinie. W moim przypadku uznałam, że głównym winowajcą jest po prostu zakwaszenie. Gdy zrezygnowałam z produktów mocno zakwaszających (kawa, mięso i wszystko wysoko przetworzone, zawierające biały cukier i białą mąkę), a zwiększyłam w diecie udział produktów alkalizujących (głównie warzyw), migreny stały się sporo rzadsze i łagodniejsze. Ale jednak wciąż były, dlatego:

Po drugie - imbir!

Wyczytałam w internecie, że imbir to nie tylko przyprawa, którą, ze względu na palący smak, oszczędnie dodaje się do ciastek i piwa. Imbir to prawdziwy cud botaniki, roślina, która od pięciu tysięcy lat wykorzystywana jest w leczeniu najróżniejszych schorzeń. Prócz tego, że rozgrzewa, podnosi odporność, leczy przeziębienia, łagodzi mdłości, przyśpiesza przemianę materii i zwiększa koncentrację poprzez poprawę ukrwienia mózgu, to również leczy migreny! Regularnie spożywany zmniejsza częstotliwość ataków i łagodzi ich przebieg. I rzeczywiście! Stosuję imbir od paru miesięcy i to naprawdę działa:). Kroję sobie drobne kosteczki i przegryzam kilka razy dziennie. Zamiast gumy do żucia, czy innych tic taców, bo imbir prócz właściwości przeciwmigrenowych ma również działanie odkażąjące i odświeżające. Raz dziennie małą łyżeczkę drobno siekanego imbiru zalewam gorącą wodą i piję jako herbatkę (doskonale rozgrzewa!), a później po troszku wyjadam "fusy". Szybko przyzwyczaiłam się do piekącego smaku i teraz naprawdę go lubię:)

Ale nawet mimo imbiru, migreny pojawiały się po podróży i restauracyjnej diecie - odchorowałam wszystkie sierpniowe wyjazdy, dlatego:

Po trzecie - złocień maruna!

Złocień maruna jest wieloletnią rośliną zielną, uprawianą jako roślina ozdobna i lecznicza. Ze względu na swoje właściwości (przeciwmigrenowe i przeciwgorączkowe) zwana była średniowieczną aspiryną. Żucie surowych liści maruny, jako sposób na bóle głowy, było tak rozpowszechnione, że zwróciło to uwag naukowców. W drugiej połowie ubiegłego wieku wykonano pierwsze badania kliniczne, które potwierdziły lecznicze właściwości rośliny.

I ja też potwierdzam! Złocień maruna, w postaci kapsułek, przyjmuję od paru tygodni. Kapsułki może nie są stuprocentowo naturalnym tworem, (podobno są dostępne również herbatki, ale w lokalnych aptekach i zielarniach nie udało mi ich znaleźć), ale na pewno są bezpieczniejsze od leków przeciwbólowych. A na przyszłość mam nadzieję, że uda mi się gdzieś znaleźć nasiona i złocienia marunę wysieję sobie na podwórku i w doniczkach:)

Może to jeszcze za wcześnie na fanfary, może powinnam jeszcze poczekać nim ogłoszę, że moje sposoby na migrenę są naprawdę skuteczne, ale...

ANI JEDNEJ MIGRENY

... nie miałam od ponad dwóch miesięcy! Nawet mimo rozjazdów. Nawet mimo całkowitego niepicia kawy. Nawet mimo zmęczenia i złamanej codziennej rutyny. Nawet mimo wyżów, niżów, faz cyklu, księżyca, czy jeszcze innych czynników... Bóle głowy, owszem, czasem jeszcze mnie nawiedzają, ale zupełnie nieporównywalne do migren - znoszę je z łatwością, bez żadnych tabletek i same mijają we śnie:).

I dla mnie jest to zjawisko tak niesamowite, że musiałam o tym napisać. Naprawdę da się uwolnić od migren w sposób prosty i naturalny, bez żadnej chemii:). Nawiasem mówiąc, to odkąd praktykuję zdrowe odżywianie uwolniłam się też od innych dolegliwości. Żadne przeziębienie mnie się nie ima, mam stale dużo energii i chęci do życia, przestało być problemem poranne wstawanie, budzę się wyspana i wypoczęta. I dla takiego samopoczucia WARTO zrezygnować z kawy, bąbelkowej czekolady, białych michałków z Wawela i innych szkodliwych pyszności, bez których jeszcze do niedawna nie wyobrażałam sobie życia:)

I naprawdę, niech mi nikt nie mówi, że wszystko jest dla ludzi. Bo jeśli wszystko jest dla ludzi, to i migreny również, i zaparcia, i ciągłe zmęczenie, i podły nastrój, i pryszcze. Nie mam zamiaru się na to godzić. Już nigdy więcej! Może stałam się żywieniowym radykałem, ale dla mnie zależność jest prosta: albo zdrowie i trwały dobry humor bez cukrowego i kawowego dopingu, albo ciągłe dolegliwości przetykane chwilowymi zwyżkami nastroju wywoływanymi przez trujące smakołyki i używki.

43 komentarze:

  1. Dobrze napisane! Podziwiam Twoja wytrwałość i samozaparcie, ale wyraźnie widać ze to działa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy tak wyraźnie widać związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy jedzeniem a dolegliwościami, a szczególnie pomiędzy innym jedzeniem i BRAKIEM dolegliwości, to naprawdę nie jest trudno wytrwać w zmianie. Nawet jeśli ta zmiana kosztuje więcej wysiłku, to po prostu widać, że to się OPŁACA:)

      Usuń
  2. odkąd zostałam wegetarianką z migrenami spokój, głowa czasem boli, ale nie jest to migrena, zatem teorię o zmianie diety potwierdzam swoim skromnym przykładem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę nic narzucać, ale chciałabym doczekać, jak na własnym przykładzie zauważysz również, że rezygnacja z używek skutkuje podniesieniem odporności;) Buziaki!

      Usuń
  3. brak migreny to największe dobro, jakie może człowieka spotkać! o efektach diety i imbirze słyszałam, natomiast nie o złocieniu. świetnie, że udalo ci się pokonac tę okropną dolegliwość!

    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, może za rok przestanę myśleć o tym, że NIE mam migren, tymczasem jednak wciąż rozkoszuję się ich BRAKIEM i zliczam wszystkie te rekordowe dni od ostatniej:)

      Usuń
  4. Święta prawda, mam podobne doświadczenia migrenowo-dietetyczne :). Nie znałam tylko maruny. Imbir polecam też w postaci marynowanych płatków, takich używanych jako dodatek do sushi - pycha :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podpowiedź, nie znałam imbiru marynowanego. Ale przymierzam się do zrobienia imbiru kandyzowanego, oczywiście nie w cukrze, a w ksylitolu - ponoć też pycha:)

      Usuń
  5. Dzięki za tyle ciekawych wskazówek! Mi lekarz powiedział, że muszę nauczyć się żyć z migreną... taaa ale co to za życie? Chętnie spróbuję imbiru i złocieni. Mam nadzieję, że pomoże. Jeszcze raz dziękuję, że podzieliłaś się swoim doświadczeniem - mozę komuś właśnie pomogłaś, dałaś narzędzie do walki :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja leczyłam się u lekarki, która też od lat się z migreną zmaga. Wydawało mi się, że lekarz migrenowiec to dobre rozwiązanie, bo kto inny będzie miał większą motywację do leczenia migreny??? Ale skoro lekarz nawet sam siebie nie potrafił wyleczyć, to rzeczywiście uwierzyłam, że nie ma na to lekarstwa. Tymczasem to nieprawda. Większość powszechnych dolegliwości możemy sami wyleczyć właściwie się odżywiając. Bo właściwa dieta to podstawa, bez niej sam imbir i złocień, mogą nie przynieść spodziewanych rezultatów. Powodzenia w samoleczeniu:)

      Usuń
  6. Zgadzam się, ze dieta przyczynia się do powstawania chorób, bądź zapobiegania chorobom, ale Renyu, migren nigdy nie miałam, a jem wszystko. U mnie ból głowy jest zawsze po nerwowych sytuacjach, kiedy te nerwy już puszczają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta sama, nieodpowiednia dieta, u różnych osób może powodować całkiem różne dolegliwości - zależy od osobistych predyspozycji. Ja na przykład nigdy nie miałam problemu z cholesterolem i podwyższonym poziomem cukru, choć słodyczy (ciastek, cukierków, tłustych placków, czekoladek) jadłam ogromne ilości...
      A po nerwowych sytuacjach to zawsze miałam mega-migrenę...

      Usuń
  7. Jak do tej pory nie miałam w swoim życiu migreny:) Ogólnie nie chorowałam i lekarza omijam szerokim łukiem:) Jestem zdecydowaną przeciwniczką zażywania leków wszelkiego rodzaju - no chyba, że na prawdę nie da się już wytrzymać. W zeszły czwartek usunięto mi ząb ósemkę i na wieczór nie mogłam wyrobić z bólu - wtedy wzięłam jedną tabletkę, która zaczęła działać już po 7 minutach. Dobrze, że udało Ci się opanować migrenę i żeby tak już zostało:) Ale polecam kupić gdzieś kilka sadzonek zioła i sobie suszyć - zawsze naturalny specyfik jest lepszy od tabletki:) Szkoda tylko, że nie wszystko da się wyleczyć dietą. W środę czeka mnie wizyta u ginekologa, do której przygotowuję się od pół roku. Mam lekkiego stracha ale chyba da się przeżyć:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję dobrego zdrowia i oby już tak zostało:) Miałam kiedyś taką ciocię, która, gdy coś ją bolalo, zawsze obywała się bez leków powtarzając - samo przyszło, samo pójdzie. Podziwiałam ją za tą odporność na ból, bo ja nigdy jej nie miałam, szczególnie jeśli o bóle głowy chodzi...
      A w środę będę trzymać kciuki, żeby wszystko poszło gładko:)

      Usuń
  8. Pilnie opowiem o tym osobie, która bardzo cierpi na migreny, stosowała oprócz medycyny konwencjonalnej alternatywną, jakieś masaże, akupunkturę, akupresurę, i nie pamiętam, co jeszcze. Ja to nawet ją uważałam za hipochondryczkę, dopóki nie byłam świadkiem takiego ataku... masakra....
    A imbir natychmiast zastosuję u siebie w domu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imbir, szczególnie jesienią przyda się każdemu, nie tylko migrenowcom:)
      A tę osobę pozdrów ode mnie i pociesz, że nie musi szukać ratunku na zewnątrz - sama może się uleczyć, życzę powodzenia!

      Usuń
  9. Świetna informacja!
    Czy trzeba go zjadać/łykać kapsułki już do końca życia żeby nie mieć migren, czy to kuracja tylko określona w czasie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego jeszcze nie wiem. Na razie łykam. Staram się codziennie, ale bywa, że zapominam i opuszczam jeden czy dwa dni. Ale mimo to, chyba wszystko razem działa, skoro przez tak długi czas nie miałam migreny mimo występowania czynników, które wcześniej ją wywoływały, np. podróże.

      Usuń
  10. Renyu, nasionek Złocienia Maruny mogę Ci podesłać. Mogę również przesłać Ci wykopaną roślinkę, będzie kwitła w przyszłym roku, bo jest z tegorocznego rozsiewu. Mam jej w ogrodzie mnóstwo. Zresztą jak sobie zasadzisz, to też jeszcze w tym samym roku urośnie Ci pełno maleńkich "maronek":) Jeśli chcesz, proszę o adres na maila :))))
    Pozdrawiam i dziękuję za ciekawe informacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I za to właśnie kocham blogosferę! Bardzo Ci dziękuję za propozycję i oczywiście chętnie z niej skorzystam:) Odezwę się dziś na maila:)

      Usuń
  11. U mnie migreny występują związane z menstruacyjnymi przypadłościami - dieta nie ma z tym nic wspólnego - a szkoda, bo przynajmniej wiedziałabym jakie potrawy wyeliminować, by nie narażać się na te bóle głowy! Leki przeciwbólowe zażywam w ostateczności, nieraz męczę się kilka dni. Mam tylko nadzieję, że po klimakterium minie:))
    Czytałam o skuteczności zachowania diety eliminującej potrawy, które nasilają bóle migrenowe, zatem masz 100 % rację, że dieta zadziałała - i tak trzymaj!
    Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki!
    (Kiedyś można było kupić w aptece taki balsam do smarowania skroni, chyba nazywał się "migrenol", dla mnie był bardzo skuteczny, niestety, obecnie nigdzie kupić go nie mogę).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedno drugiego nie wyklucza, zależności mogą być krzyżowe i na przykład jedzenie, które w normalnych warunkach nie wywołuje żadnych objawów, w połączeniu z hormonami w danej fazie cyklu, może wywołać migrenę.
      Tak czy inaczej polecam imbir i złocień, może akurat poskutkują:) Powodzenia!
      PS. Znam panią, której na migrenę lekarz zalecił ciążę;) I faktycznie przez całą ciążę migren nie było, za to po porodzie wróciły z jeszcze większą siłą. Więc na pewno hormony też maczają w migrenie paluchy. Ale wierzę, że i na hormony wlaściwa dieta też ma dobry wpływ:)

      Usuń
    2. Dziękuję za rady - spróbuję z imbirem świeżym, bo taki sproszkowany to czasem dodaję do herbaty na rozgrzewkę.
      No i spróbuję z dietą - może rzeczywiście występują objawy krzyżowe - jedzenie plus hormony.

      Usuń
  12. To ciekawe - co piszesz na temat migreny. Wprawdzie na nią nie cierpię, jednak mogę potwierdzić, że dieta bezglutenowa i bezcukrowa poważnie poprawia kondycję organizmu i człowiek czuje się znacznie zdrowszy. No i oczywiście odchudza.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na bezglutenową jeszcze nie przeszłam, choć robię przymiarki, bo rzeczywiście dużo się naczytałam o niekorzystnym wpływie glutenu na nasz organizm, spróbować nie zaszkodzi. Odkąd widzę, że większość przypadłości sami możemy wyleczyć zmieniając dietę i styl życia, czuję się też bezpieczniejsza i to również poprawia mi nastrój:)
      Dziękuję za Twój głos w sprawie:)

      Usuń
  13. świetny post :) imbir lubię, ale w herbatce tylko :) mam to szczęście, że migreny mnie nie dopadają, za to częste, silne bóle głowy owszem.... może spróbuję Twoich sposobów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że spróbuj:) Jeszcze się okaże, że, tak jak ja, polubisz chrupać imbir solo:)

      Usuń
  14. Niesamowite, że dieta aż w takim stopniu wpływa na nasz organizm. Z drugiej strony - to bardzo logiczne - wprowadzamy jakieś produkty i musimy się z tym liczyć, że wywrą one wpływ na nas. Ja miałam okropne sesje bólu głowy - jak już mnie złapał, to trwał do pięciu dni. Jechałam na lekach przeciwbólowych. Potem się okazało, że to wszystko na tle hormonalnym. A głowa bolała jeszcze dodatkowo dlatego, że miałam bardzo silną anemię (tez wynikała z problemów "kobiecych"). Dlatego ja mięso jem, bo muszę i zawsze ostrzegam, by badać krew. To ważne, szczególnie, gdy nie je się mięsa. Na diecie też jestem, w związku z alergią. Od zjedzenia dużej ilości alergizujących produktów też może boleć głowa... Jej, to wszystko takie skomplikowane. Ale, najważniejsze, Reniu, że dałaś radę, że poradziłaś sobie z tym problemem!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Organizm to bardzo skomplikowany mechanizm, ale ma niesamowite właściwości samoregulujące, jeśli mu tylko w tym nie przeszkadzać. W naszych warunkach o to trudno. Reklamy bez przerwy namawiają nas na folgowanie swoim smakom na niezdrowe produkty, a media bombardują najróżniejszymi (czasem sprzecznymi) przepisami na zdrowe życie. Niestety, sporo dietetycznych "prawd" okazuje się kłamstwem, tylko że wiedza na ten temat funkcjonuje w drugim obiegu, nazywana często oszołomstwem;). Ale co tam, mogę być oszołomką, jeśli będę zdrowa:)
      Polecam publikacje dr Ewy Dąbrowskiej - gdy zaczęłam czytać miałam wrażenie, jakbym wyszła z jakiegoś Matrixa.

      Usuń
  15. Oj fantastyczny ten twój post taki pełen energii. Z pewnością wezmę się za imbir, który ostatnio zupełnie zarzuciłam a tez mam migreny i tu uwaga, bo wszyscy się śmieją, ale wyłącznie w poniedziałki. Nie mogłam się umówić do dentysty, musiałam koledze powiedzieć żeby nie przyjeżdżał w poniedziałki, bo ja wtedy leżę i kwiczę. Ostatnio wyczytałam, że to prawdopodobnie dlatego, że mało piję i rzeczywiście w niedzielę trzy małe kawki i ostatnio już drugi poniedziałek minął a ja nic. Jak dodać do tego Twoje porady może zyskam jeszcze jeden dzień tygodnia. I tak cudnie piszesz o tym nie piciu kawy i nie opychaniu się słodyczami...no aż rozsądek bije z każdego Twojego słowa...tylko kurcze czemu to takie trudne....bo tak łatwo sięgnąć po kolejne ciasteczko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, też sięgam po ciasteczka, tylko sama je sobie piekę, takie swoje to zawsze zdrowsze:) Albo jakieś inne, bezcukrowe zamienniki słodyczy stosuję... Bo tak całkiem żyć bez słodkości chyba bym nie potrafiła;) Za to życie bez kawy - łatwizna!
      Poniedziałkowe migreny to dla mnie nowość, mnie często dopadały weekendowe;)
      A jeśli o energię chodzi - mam nadzieję, że to niewyczerpalne źródło. Na razie nawet 5-ciostopniowy mróz mi jej nie zahibernował (ale ze spacerów do pracy zrezygnowałam, jeżdżę autem...)

      Usuń
  16. Świetny post. Migren co prawda nigdy nie miewałam, ale zaparcia, braki energii życiowej, huśtawki nastrojów;- a i owszem. Kawy nie pijam, alkoholu też nie używam;- no to jedno mam z głowy. Mięsa i wędlin też jadam niewiele. Pokonałam nawet pokusę obżerania się żółtym serem, który tak kocham. Ale jak mam ukrócić to moje łasuchowanie?
    Codziennie jakieś ciasteczko, czekoladka, lub inny cukieras. No i uwielbiam potrawy mączne. Co prawda wszelkie kluchy, pierogi, kopytka itd w połowie są z mąki razowej, ale to wciąż mąka, duuuużo mąki. Chyba, że i ja się "wgryzę" w lekturę dr. Ewy Dąbrowskiej na tyle żeby coś w swoim jadłospisie zmienić.
    A imbir często stosuję w stanach przeziębienia i naogół pomaga.
    Pozdrawiam cieplutko Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobne smaki, ale wierz mi - to da się zmienić. Zwłaszcza, że tak naprawdę nic nie tracisz, bo w zamian, za te niespecjalnie zdrowe dania, wprowadzasz równie pyszne (albo jeszcze pyszniejsze) nowe. To trudne tylko o tyle, że trzeba się przestawić na inne tory, zboczyć z łatwych, bo znanych i utartych ścieżek. Najważniejsza jest motywacja. U mnie była duża, bo naprawdę moje problemy strasznie już dawały mi w kość - bez leków nie byłam w stanie funkcjonować. Uznałam, że nie dam tak rady do końca życia...
      A teraz czuję się jak nowo narodzona więc naprawdę warto było, żadne kluchy i ciasteczka nie smakują tak dobrze, jak zdrowie:)

      Usuń
  17. Witaj. Zapraszam Cię na moją rozdawajkę w której sama wybierasz sobie nagrodę, trwa jeszcze tylko dwa dni :) http://lesia-rekodzielo.blogspot.com/2014/10/nowe-podusie-i-konkurs-dla-was.html Pozdrawiam Cieplutko :) - Lesia

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo przydatny post. Wiem co to znaczy migrena bo tez miewam. Nie tak często jak Ty,a le mnie więcej raz na miesiąc na 2 miesiące. Koszmar normalnie. Zawsze mam w tedy 3 dni przymusowej diety. Pierwszy dzień nic tylko wodę pije i to małymi łykami. Na drugi jem albo suche bułki albo ryż. Wiem że to co jemy mam wpływ, bo widzę sama po sobie. Zrezygnowałam z żółtego sera, serków topionych, gorzkiej czekolady, która uwielbiałam. Alkoholu też nie pije. Kiedyś lubiłam się napić lampkę czerwonego wina. Po knajpach tez nie chodzę, bo wiem, że bym to odchorowała. Widzę różnice, bo w ciągu chyba pół roku miałam jedną migrenę i to dużo słabszą. Ma herbatkę ziołową na migrenę taką mieszankę różnych ziół wiem, że imbir też tam jest to ją sobie popijam. O złocieniu nie wiedziałam, muszę spróbować. Ogólnie to Cię podziwiam za ten post warzywno owocowy. Chyba bym nie dała rady. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było już tak fatalnie, że po prostu musiałam zastosować radykalne metody:) Ale za efekty które uzyskałam sto razy powtarzać będę, że warto było.
      A ta herbatka na migrenę, to co to za herbatka? Z apteki? Piję sporo ziołowych naparów (trzeba było jakoś wypełnić pustkę po kawie;)), może jeszcze i taką herbatkę bym sobie sprawiła:)
      Dziękuję za Twój glos!

      Usuń
    2. Renya mi ją córka kupiła, ale chyba nie w aptece tylko w jakimś sklepie zielarskim. Wiesz co? Teraz ją pytałam.Podobno kupiła zioła oddzielnie i mieszała. Gdzieś wyczytała co jest dobre na mignę i zrobiła mi taka mieszankę. Można to pić codziennie nawet tak zapobiegawczo :) Ziołowych różnych herbat też sporo pije miętę, melisę, rumianek czasem nawet, oczywiście zieloną herbatę też, bo lubię

      Usuń
    3. Dzięki! Poczytam jeszcze o takich ziołach, może też sobie taką mieszankę skomponuję:)

      Usuń
  19. Złocień maruna w wersji liściastej nadaje się do sałatek i jako kanapkowy dodatek zieloności. Ale niektórzy maja reakcje alergiczne. Mam roślinkę w doniczce, rozrasta się jak szalona.
    Imbir spożywam w ilościach hurtowych. I piję dużo wody. Ale i tak nawiedzały mnie różne dziwne zawroty, aż w oczach mi się mieniło. I ostatnio okazało się. Od bólów głowy uwolniły dobrze dobrane okulary. Mam jakąś śmieszną wadę wzroku i każde oko widzi coś innego.

    Jeśli chodzi o bąbelkową czekoladę, to znalazłam na Litwie w wersji gorzkiej (2 razy do roku udaje mi się dokonać zakupu). Dla mnie czekolada zaczyna się od 60% zawartości kakao, mlecznych nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złocień przyszedł mi pocztą od Efki Raj, teraz już wiem jak wygląda - przypomina trochę pietruszkę więc wcale mnie nie dziwi, że można spożywać go na surowo do kanapek i właśnie tak mam zamiar robić:)
      Oczy badam regularnie i jest OK. To znaczy nie całkiem OK - p. doktor wyjaśniła mi, że z powodu niskiego ciśnienia nerw wzrokowy bywa niedotleniony i wtedy pojawiają się problemy np. z rozmywaniem się obrazu (zmęczony wzrok), ale okularów to nie wymaga.
      Natomiast co do czekolady, to moje ulubione to zawsze były białe i teraz czasami, gdy mijam na półce taką białą bąboladę, to trochę mi szkoda... Za to gorzką, w umiarkowanych ilosciach, wykorzystuję teraz do wypieków, a kiedyś nawet bym na taką nie sporzała;)

      Usuń
  20. Ok, bywa, że się czuję jakby mi ktoś przyłożył łopatą po głowie, ale migrena? Migrena? Co to w ogóle jest? Aaa.. nie jestem kobietą ;P . A na serio, to najbardziej męczy brak snu, za rzadkie picie wody i brak ruchu. Przynajmniej mnie.
    Miałem jeszcze coś takiego, że po jeździe samochodem, nie było na nic siły. Myślę sobie... stres? Pewnie tak. Ale kiedyś zaczepiłem spodem auta o gałąź leżącą na drodze i rozprułem rurę kolektorową, aż wydech zaczął dudnić. Zmieniłem na nową i... nagle się okazało, że wszelkie dolegliwości po jeździe, bezpowrotnie mięły. Wychodzi na to, że rura już wcześniej musiała być nieszczelna i zaciągało mi spaliny do środka. Nic nie czułem! A tymczasem minimalne ilości i już był efekt łba obitego łopatą. Także może coś w tą stronę? Może przy dekupażu itp. używałaś jakiejś chemii, która niby tylko ledwie pachnie, ale...
    pekl
    PS Aż musiałem założyć jakieś lewe konto na guglu, kiedyś chyba dało się anonimowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, migrena jakoś tak pretensjonalnie się kojarzy;) Ale naprawdę potrafi dać w kość.
      O wpływie spalin nie pomyślałam, ale faktycznie brzmi to przekonująco, muszę sprawdzić w swoim samochodzie. Choć z drugiej strony u mnie migrena po jeździe samochodem występuje tylko gdy ja prowadzę i to na dodatek, gdy gdzieś wyjeżdżamy; po drodze powrotnej do domu raczej nie mam dolegliwości, choć przecież droga ta sama...
      PS. Faktycznie zablokowałam możliwość anonimowych komentarzy - za dużo spamu przychodziło;)

      Usuń