czwartek, 9 kwietnia 2015

Lawendowy pokój

... czyli Zachwycająca historia o miłości, która przywraca do życia. Okładka brzmi bardzo kusząco. Szczególnie z tą pachnącą, letnio-rozmarzoną, grafiką... Trzeba przyznać, że wydawcy naprawdę się postarali, by książka zwróciła uwagę czytelników. Na pewno zwróciła uwagę mojej przyjaciółki, która uznała, że będzie do dla mnie dobra lektura:-).

W swojej księgarni – o wiele mówiącej nazwie Apteka Literacka – Jean Perdu sprzedaje książki tak jak farmaceuta medykamenty. Umiejętnie rozpoznaje, co ktoś nosi w sercu, i proponuje odpowiednią fabułę na konkretny problem. Nie potrafi jednak uleczyć własnego cierpienia, które zaczęło się pewnej nocy wiele lat temu, kiedy odeszła od niego ukochana kobieta.
Wszystko się zmienia, gdy Jean w końcu otwiera pozostawiony przez nią list. Wcześniej nie miał odwagi go przeczytać...

Od razu spodobała mi się koncepcja książek jako leków na wszelkie choroby ducha:-). Ale gdy zaczęłam czytać, moje pierwsze wrażenia nie były najlepsze... Pretensjonalna. Pełna trywialnej psychologii. Klimatem zbliżona do "Alchemika" Paulo Coelho - tutaj też podróż ma pomóc bohaterowi otworzyć się, odnaleźć sens życia i prawdę o samym sobie...

Ale z każdą stroną odkrywałam w tej książce coś więcej i coraz mocniej uwodziła mnie jej lektura. I zaczęłam znajdować inne przymiotniki na jej opisanie. Surrealistyczna. Trochę dekadencka. Magiczna. Bohaterowie myślą ciałem, czują językiem, emocje smakują  jak potrawy. Ich wrażenia opisane są językiem tak oryginalnym i  abstrakcyjnym, że nie sposób się nim nie zachwycić. Konstrukcje stylistyczne są w tej powieści często czymś więcej, niż tylko treścią. Same w sobie są piękne i magiczne. I jaki piękny malują obraz francuskiego Południa! Czułam się, jakby mi ktoś opowiadał płótna van Gogha z czasów jego pobytu w Arles... Ponadto sympatię do lektury budzi sam fakt, że opowiada o czytelnikach i pisarzach, dla których książki są wielką pasją, sposobem na życie, a także lekarstwem*. Miłośnicy książek lubią historie o książkach i o samych sobie:-)

Dlatego mniejsza o pretensjonalne opisy miłosnych przeżyć i pseudopsychologiczne aforyzmy o życiu, rodem z Paulo Coelho. Bo książka ma też zalety, które sprawiają, że zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

*Ciekawostka - na ostatnich stronach powieści autorka zamieściła wykaz wymienionych w treści tytułów wraz z zaleceniem na jakie schorzenia ducha i w jakich dawkach stosować. Na przykład:

Lindgren Astrid, Pippi Pończoszanka: skuteczna na przyswojony (ale nie wrodzony) pesymizm i strach przed ranami. Skutki uboczne - utrata umiejętności liczenia, śpiewanie pod prysznicem.
Martin George R. R.: Gra o tron, seria Pieśni lodu i ognia: pomaga przy odwyku od ogladania telewizji; na nieszczęśliwą miłość, irytację codziennością i nudne sny. Skutki uboczne - bezsenność, gwałtowne sny.
Pullmann Philip, Mroczne materie, t.1-3: dla tych, którzy od czasu do czasu słyszą w głowie głosy i uważają, że mają bratnie dusze wśród zwierząt.

To ostatnie sprawdziłam (tu wpis na ten temat) - rzeczywiście niezwykle skuteczna i przyjemna terapia:-)

22 komentarze:

  1. nie sięgnęłabym, ale pewnie znalazłabym kilka osób, którym by się spodobała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym sama wybierała, to też bym jej dla siebie nie wybrała. Ale skoro dostałam, to przeczytałam i w sumie fajnie było:-)

      Usuń
    2. też lubię takie niespodzianki czytelnicze :-)
      uściski!

      Usuń
  2. A ja polecam - przeczytałam i jest to pozycja ,która pozostaje na jakiś czas w pamięci ! Również z zainteresowaniem przeczytałam książkową terapię !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie książkowe terapie są najmilsze:-)

      Usuń
  3. Wiem, że nie ocenia się książki po okładce, ale w tym przypadku okładka jest urzekająca. Twój opis książki w pewnym stopniu przypomina mi "Czekoladę".
    Twoja recenzja brzmi zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo i klimat chyba taki "czekoladowy" jest:-)

      Usuń
  4. Jeśli spotkam, to przeczytam. Recenzja zaciekawia, bo tytuł książki brzmi dość kolokwialnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię lawendę więc dla mnie tytuł i okładka były na plus:-)

      Usuń
  5. Taka czepialska się ostatnio zrobiłam, że nie mogę pretensjonalnych historii czytać. Ale jak już się z tego wyleczę, to bardzo chętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo mocno się irytowałam... Ale ciekawa byłam dokąd mnie akcja zaprowadzi i na końcu nawet byłam zadowolona z lektury. Choć do żadnej listy TOP przeczytanych jej nie dodam;-)

      Usuń
  6. Muszę koniecznie do tej apteki, bo ja na razie to łykam litery jak leci, a tu potrzebna koncepcja leczenia. (Tak czasem podejrzewałam, że szkodzę swojemu życiu lub zdrowiu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano:-) Fajnie byłoby trafić w prawdziwym życiu na takiego księgarza-aptekarza:-)

      Usuń
  7. Renia, te Twoje recenzje są urzekające. Uwielbiam je czytać, nawet jak tematycznie książka niespecjalnie mnie interesuje.
    Pięknie operujesz językiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Sowo, to dla mnie bardzo miły komplement:-)

      Usuń
  8. Oh, uwielbiam terapeutyzować się książkami:) Dzięki za podpowiedzi, skorzystam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę:-) Mam już kolejne w zanadrzu, bo dobrze mi się czyta ostatnio:-)

      Usuń
  9. a po Twoich pierwszych słowach pomyślałam, że nie przeczytasz:) a jednak... ja teraz miałam tak z Mankellem, choć tematyka oczywiście inna:) wciągnęła mnie jednak i czytam.
    A Coelho uwielbiałam, kiedy byałm na studiach; był taki okres szczególny, kiedy przeczytałam wszystko, co wydali. Do tej pory mam jego książki, ale już mnie tak do nich nie ciągnie. Może już nie potrzebuję takiej lektury?
    Swoją drogą Martin jest na pewno dobry na wszelkie sytuacje, które wymagają izolacji, czasu na wyleczenie, itp. w jego świecie się znika. Mam ogromną nadzieję, że mimo swojego wieku, dokończy dwa kolejne tomy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, ja też miałam kiedyś fazę na Coelho, a Alchemik był wówczas dla mnie prawdziwym odkryciem. Ale chyba wyrosłam już z takich lektur;-)

      Usuń
    2. to chyba tak samo jak u mnie, po prostu przeszło. teraz książki poczekają na moje dziewczyny

      Usuń
  10. Podziwiam za wytrwałość, bo jak mię książka wydaje się infantylna to jak ją ciepnę w kąt to raczej nigdy nie wracam a czasem można jak piszesz coś stracić albo nie dopatrzeć. Brzmi całkiem ciepło i ciekawie no i słodki pomysł z tą księgarnią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł z księgarnią jest kapitalny i chyba z tego głównie powodu miałam do tej lektury więcej cierpliwości. W każdym razie, gdy przewracałam ostatnią stronę byłam zdecydowanie uśmiechnięta i zadowolona z czytania:-)

      Usuń