czwartek, 10 grudnia 2015

Zaradna

Tytułową książkę Beaty Kępińskiej pożyczyła mi przyjaciółka, bardzo ciekawa mojej opinii, bo na niej lektura zrobiła duże wrażenie.

O czym jest ta fascynująca powieść – czy o ludzkiej bezwzględności, uwikłaniu, samotności czy też o zaradności i umiejętności przystosowania?
Martę poznajemy, kiedy leży na stole operacyjnym. Niegdyś była bardzo atrakcyjną kobietą, przywiązaną do swoich atrybutów kobiecości, którymi, mówiąc w sposób przenośny, torowała sobie drogę w życiu. Operacja budzi potrzebę wspomnień i refleksji. Od tego momentu akcja powieści biegnie dwutorowo – bohaterka przywołuje obrazy najistotniejszych momentów ze swojego burzliwego życia przypadającego na szare lata PRL-u oraz na walkę z chorobą i stawianymi jej przez los nowymi wyzwaniami.
Tytułową ZARADNĄ Marta stała się głównie pod wpływem matki. To za jej sprawą zostaje uwikłana w konszachty z SB. Prowadzenie podwójnego życia doprowadza jednak do pasma nieszczęść. Za namiastkę dobrobytu trzeba drogo zapłacić.
Czy na jej los wpłynie poznana w szpitalu skromna kobieta? Co sprawi, że Marta odkryje w sobie pokłady dobra, o którego istnieniu dawno zapomniała? Wkrótce okaże się, że życie daje jej szansę. A może Bóg?

Moje wrażenia po kilku pierwszych stronach nie były najlepsze. Z miejsca zraziłam się do głównej bohaterki za podejście do własnego ciała i język jakim się o nim wyraża. Szczególnie irytowały mnie fragmenty, gdy mowa była o atrybutach kobiecości. Ale może po prostu nie potrafię tego zrozumieć, bo ja tych... hmm... atrybutów nigdy nie posiadałam w takim rozmiarze, by robiły jakieś wrażenie więc nie wiem jak się można czuć i o nich myśleć, gdy się je ma i widzi ich działanie na męskie otoczenie... Jednak z każdą kolejną stroną, z coraz większym zainteresowaniem wciągałam się w opowieść. Główna bohaterka, zamiast kolejnej banalnej i pustej postaci z tak zwanego nurtu literatury kobiecej, okazała się osobą skomplikowaną, nieszablonową i wymykającą się jednoznacznym ocenom. W pewien sposób przypomina mi moją Mamę (racjonalność, niezależność, brak złudzeń, swoista twardość i chropowatość w obejściu), choć pod innymi względami jest od niej zupełnie różna i chyba to też sprawiło, że książkę odebrałam bardziej osobiście, niż mogłabym przypuszczać.

Beacie Kępińskiej udało się stworzyć bardzo wiarygodną historię z doskonale wykreowanymi postaciami, które muszą radzić sobie z trudami PRL-owskiej rzeczywistości - niedoborem wszelkich dóbr, przewodnią rolą PZPR i agenturalnymi mackami, które wnikały we wszystkie zakamarki życia. Może dziś, z perspektywy czasu, łatwo jest ferować wyroki i poddawać bezwzględnej krytyce ludzi, którzy wówczas, z różnych powodów, uwikłali się w system, ale wtedy... Nawet w chorym systemie trzeba było jakoś żyć. I nie zawsze to "jakoś" było wystarczające. Niektórzy chcieli lepiej... Zresztą, to jest przecież niezależne od systemu. Są ludzie i ludzie. Wszędzie znajdą się jednostki pozbawione skrupułów i sumienia. Egoiści, którzy dla własnej doraźnej korzyści, bez oglądania się na koszty, gotowi są na wszelkie świństwa. Ale na szczęście idealistów też nie brakuje. Choć ci ostatni w świecie "Zaradnej" nie mają lekko. Są albo zbyt słabi by się przeciwstawić i popadają w choroby psychiczne, albo ulegają presji, a potem, nie mogąc poradzić sobie z wyrzutami sumienia, szukają ucieczki w alkoholu, a w końcu w samobójstwie...

Książka Beaty Kępińskiej  pokazała zaradność w zupełnie nowym dla mnie znaczeniu i chyba już nigdy nie użyję tego słowa jako komplementu. Teraz czuję w nim jakąś taką lepkość i zawoalowane podejrzenie nieuczciwości. Nabrałam też wątpliwości wobec źródeł sukcesu innych ludzi... I teraz nie wiem już co myśleć o rodzicach moich szkolnych znajomych, którym w tamtych czasach dobrze się powodziło (i jakże dumna jestem ze swoich, którzy byli tacy niezaradni, choć wówczas tak bardzo mi to doskwierało)... A co myśleć o współczesnych ludziach sukcesu? Czy rzeczywiście osiągnięcie bogactwa, albo choćby zwykłego dobrobytu musi iść w parze z nieuczciwością?  Książkowa zaradna nie ma co do tego żadnych wątpliwości - nie da się zdobyć powodzenia czystymi metodami. A jak sobie radzić z wątpliwościami? Zaradna ma na to sposób: wszelkie nieetyczne posunięcia na swojej drodze do celu traktować jak niewdzięczną pracę, jak noszenie węgla - trzeba się namęczyć i ubrudzić, żeby potem było miło i ciepło... Niby logiczne, ale czy aby cena za tę wygodę nie jest zbyt wygórowana? Czy to, co się w zamian otrzymuje jest warte poniesionych kosztów? Osobistych, moralnych? Takie refleksje nachodzą naszą bohaterkę dopiero w wieku dojrzałym, w chorobie, samotności i pozbawioną swoich najcenniejszych atrybutów. Ale czy rzeczywiście to one były w jej życiu najcenniejsze? I czy po tak niewygodnej przeszłości można jeszcze liczyć na szczęśliwą przyszłość? Co determinuje nasze postępowanie: "wewnętrzny" charakter, którego nie da się zmienić, czy "zewnętrzne" okoliczności i wychowanie, które możemy odrzucić kiedy chcemy i stać się kimś zupełnie innym? Czy możliwe jest odkupienie? A może nasza przeszłość i konsekwencje podejmowanych kiedyś decyzji tak czy inaczej w końcu nas dopadną?

Autorka w zakończeniu nie daje odpowiedzi na te pytania, czym pozostawia lekkie uczucie niedosytu, ale rozumiem jej decyzję. Sama nie wiem jak powinna kończyć się ta historia, żeby było jednocześnie wiarygodnie i bez nadmiernego sentymentalizmu (którego autorce i tak nie udało się uniknąć, ale przymykam na to oko), a z drugiej strony bez dramatycznego fatalizmu... Pozostawienie zakończenia otwartym jest bardzo salomonowym posunięciem, bo zostawia miejsce na nadzieję, że mimo wszystko będzie dobrze (choć głos rozsądku zdecydowanie temu przeczy...).

Polecam!

17 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już kiedyś widziałam w necie ten tytuł i dość się nią zainteresowałam, a teraz tym chętniej bym sobie poczytała, po Twojej recenzji. I chyba podoba mi się w beletrystyce moda na powrót do rzeczywistości PRLowkiej. A książka wciągająca i nieprosta, sama radość:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskakująco wciągająca:-) Naprawdę zupełnie się nie spodziewałam. I nie tylko temat. Nie napisałam o tym w recenzji, ale ksiażka jest po prostu dobrze napisana, takim językiem, że samo się czyta:-)

      Usuń
  3. Pięknie zrecenzowałaś tę książkę.
    Będę bronic tych zaradnych, bo czy każdy z nich musi być złodziejem i kombinatorem, a może miał szczęście w życiu? Może używał mózgu i był bardzo pracowity. Ale to prawda, że istnieją zaradni inaczej. Sama widzę, co znaczą odpowiednie znajomości.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, Zaradna twierdzi, że samo szczęście nie wystarczy i robi to tak przekonująco, że aż mi się udzieliło, choć przecież wiem, że tylko fikcja... Ale jeśli nie?... W końcu co chwilę opinią publiczną wstrząsają afery z najwyższych sfer i nagle szanowani biznesmeni, politycy, osoby ze świecznika okazują się (nie)pospolitymi przestępcami. A może to wciaż tylko czubek góry lodowej i pokazówka, żeby odwrócić uwagę od innych?

      Usuń
  4. Dzięki za polecenie. Może jak w końcu przestane się uczyć to będę miała więcej czasu na czytanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasu na czytanie nigdy nie jest dość:-) Ale jeśli tylko ta książka wpadnie Ci kiedyś w ręce, to koniecznie przeczytaj:-)

      Usuń
  5. To nie jest chyba dla mnie książka, ALE zwrócę uwagę i może kiedyś sięgnę, albo komuś polecę, kto wiem, że sięgnę po tę pozycję z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem zdarzyło mi się przeżyć miłą niespodziankę wobec rzeczy, które uważałam, że nie są dla mnie;-) Choć częściej jednak pierwsze wrażenie bywa trafne. W tej lekturze bardziej zaciekawiła mnie ta część ze wspomnieniami i do niej głównie odwołuję się w swojej opinii. Bieżąca sytuacja bohaterki i jej cała metamorfoza mniej mi do gustu przypadła.

      Usuń
    2. Mam tak, czytasz mój blog to wiesz, że nie przepadam za beleteletrystką, ale z polecenia jeśli dostanę, to od osób, które znam, i które są zaznajomione z moim gustem literackim, czasami zdarza mi się zdziwić. Pozytywnie, czasem częściej niż czasem.

      Usuń
  6. Dziękuję za recenzję, sięgnę po książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie można oceniać książki, póki się jej nie przeczyta, tak więc niewykluczone, że z ciekawości zajrzę do niej, choć przyznam, że nie jest to mój ulubiony gatunek literacki. Dziękuję za recenzję.
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ta lektura przyjemnie mnie zaskoczyła. Przede wszystkim temat dla mnie okazał się ciekawy. No i nie wiem dlaczego, ale strasznie osobiście ją odebrałam...

      Usuń
  8. W tej chwili, po przeczytaniu Twojej recenzji, sama patrzę na słowo "zaradność" trochę bardziej krzywo niż patrzyłam do tej pory. jakoś tak nie brzmiało dla mnie dobrze,a teraz, z tą lekką insynuacją... powiem Ci, że będąc dzieckiem żałowałam, że niektórzy mają lepiej, że moi rodzice nie potrafią, nie umieją się ogarnąć, a przecież nie są jakimiś tępakami!
    Wkurzało mnie później to, że można było ot tak, po prostu "nawrócić się i odkupić winy PRL", żałować i już być czystemu i w nowym systemie zaczynac nowe życie - znowu zaradne.
    Nie piszę tego ot tak; niestety, bardzo blisko miałam i mam przykłady takich osób. Nie jestem absolutnie przekonana żeby do ogromnych pieniędzy można było dojść tak do końca uczciwie.bardzo prawdziwe jest powiedzenie" w państwie rządzonym dobrze, wstyd być biednym, w państwie rządzonym źle - wstyd być bogatym".
    To tak niezupełnie na temat książki, ale tego, co we mnie obudziłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znałam tego powiedzenia, a faktycznie bardzo trafne!
      W całej lekturze to własnie ta tytułowa zaradność najbardziej mną wstrząsnęła i wywołała całą masę skojarzeń i wspomnień z przeszłości, głównie właśnie ten dziecięcy żal, że inne dzieci są ważniejsze (np. w szkole), mają lepiej, a my nie wiadomo dlaczego zawsze w ogonie...

      Usuń