piątek, 8 stycznia 2016

Millennium c.d.

Trylogia Millennium zrobiła na mnie swego czasu ogromne wrażenie. To była powieść zdecydowanie inna niż wszystkie. Chciałam więcej. Tymczasem okazało się, że więcej nie będzie, bo autor zmarł nagle. Z braku innych możliwości skupiłam się na biografii Stiega Larssona, a także historii i polityki Szwecji w tych wszystkich tematach, którymi zajmował się pisarz. Przez dobrych parę tygodni byłam pod urokiem. Obejrzałam szwedzką, a później hollywoodzką adaptację filmową...

A potem brakło mi już paliwa i moje zainteresowanie wygasło. Aż w lecie ubiegłego roku dotarła do mnie informacja, że jednak Trylogia będzie kontynuowana. Tylko kto inny ją napisze. Nie mogłam nie przeczytać, choć zajęło mi to zaskakująco dużo czasu. Może podświadomie bałam się rozczarowania? Jeśli tak, to zupełnie niepotrzebnie.

Kontynuacja trylogii Millennium Stiega Larssona napisana przez Davida Lagercrantza.
Mikael Blomkvist przechodzi kryzys i rozważa porzucenie zawodu dziennikarza śledczego. Lisbeth Salander podejmuje duże ryzyko i bierze udział w zorganizowanym ataku hakerów. Ich drogi krzyżują się, kiedy profesor Balder, ekspert w dziedzinie badań nad sztuczną inteligencją, prosi Mikaela o pomoc. Profesor posiada szokujące informacje na temat działalności amerykańskich służb specjalnych. Mikael zaczyna pracę nad sensacyjnym artykułem, który może uratować jego karierę.

"Co nas nie zabije" (bardziej podoba mi się oryginalny tytuł „The Girl in the Spider's Web”, bo lepiej oddaje temat książki i nawiązuje do poprzednich pozycji) nie jest doskonała i nie robi aż tak wielkiego wrażenia jak książki Larssona, ale to dobra powieść i doskonale się ją czyta. Nawet mimo bardzo wolno rozkręcającego się początku. Nawet mimo tematu związanego z nowoczesnymi technologiami, na których zupełnie się nie znam więc niewiele mogłam zrozumieć z długich i  skomplikowanych branżowych wywodów... Ale sama intryga doskonale zawiązana! Przede wszystkim krew w żyłach mrożą możliwości cyberinwigilowania. To nie tylko fikcja literacka. To się dzieje naprawdę! Sama nie raz nieswojo się poczułam, gdy szukając czegoś w internecie, dostawałam wyniki ze swojej okolicy. Google dokładnie wie, gdzie jestem. Zna moje preferencje w sieci. Gromadzi informacje na mój temat. Za sprawą bloga przechowuje moje zdjęcia. Co jeszcze mogą o mnie wiedzieć sieciowi szperacze, czy hakerzy? I jakie to może mieć dla mnie konsekwencje? Aż strach pomyśleć!

Wydaje mi się, że autorowi dobrze udało się odtworzyć styl i atmosferę oryginalnej Trylogii. Bez trudu można tu znaleźć ślady larssonowskich sympatii i jego etyczny patos, które tak bardzo podobały mi się w pierwszych powieściach. Może bohaterowie są nieco inni (Blomkvist trochę zbyt zniechęcony i znudzony, w Lisbeth za dużo wściekłości, a za mało zimnej analizy sytuacji i detektyw Bublański ma jakby nową twarz) i może nieco razi fakt, że opierając się na przeczuciach i domysłach, udaje im się właściwie odgadywać kolejne elementy spisku (och, to było naprawdę irytujące!)... Ale poza tym jest w tej powieści wszystko co trzeba - emocje, napięcie, zwroty akcji... Podczas czytania poobgryzałam sobie wszystkie skórki przy paznokciach;-).

Wiadomo, że Lagercrantz to nie Larsson, jego kontynuacja siłą rzeczy musi się trochę różnić od oryginału, ale nie mam zamiaru się na tych różnicach skupiać. Cieszę się, że jego książka pozwoliła mi wrócić do jednych z moich ulubionych bohaterów literackich, z Lisbeth Salander w szczególności. Sprawił mi przyjemność fakt, że Lisbeth nadal potrafi utrzeć nosa wielkim tego świata, którzy wykorzystują swoją władzę nie zawsze w dobry sposób, a Blomkvist nie cofnie się przed niczym, by te niegodziwości wytropić i ujawnić światu:-).

26 komentarzy:

  1. To super, że książka się podobała i że dobrze zaczęłaś rok czytelniczy:)
    Ja przyznaję, nie bardzo wciągnęłam się w trylogię. przeczytałam pierwszą część i to tylko już z musu, żeby dojść do końca. widać nie moej klimaty.

    A co do cyberprzestrzeni... z podziwem(w cudzysłowiu), patrzę na to, jak wiele najbardziej prywatnych rzeczy i zdjęć ludzie puszczają wolno w internet. Swego czasu bardzo mocno ograniczyłam zdjęcia naszej rodziny na blogu, choć, jeśli ma być pisany w formie takich 'listów do rodziny", to zawiera te fotki. Natomiast to, co dzieje się na FB poraża mnie! A co najważniejsze, ludzie myślą, że jak wykasują coś z konta, to już w internecie tego nie ma... tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dzisiejszych czasach pewnie nie da się zupełnie uniknąć związków z cyberprzestrzenią. Dla młodszego pokolenia to naturalna sprawa, ale ja wciąż jestem wobec niej ostrożna, choć moja ostrożność w większości wynika z nieznajomości nowych technologii. Ale mam męża, który jest na bieżąco w tych sprawach i on bardzo mnie uczula na różne zagrożenia. Przez niego boję się internetu jeszcze bardziej;-). Poczucie umiarkowanego bezpieczeństwa daje mi jedynie przeświadczenie (nie wiem, czy uzasadnione), że jestem "za mała", żeby stać się łakomym kąskiem dla cyberterrosrystów.

      Usuń
    2. to u mnie podobnie, mój mąż siedzi w tym, jako pasjonat i po części znający się na tych wszystkich rzeczach, bo pracował w tym ze swym ojcem. ja tez powiedziałam mu kiedyś: słuchaj, mną się nikt nie będzie interesował :) ale jestem ostrożniejsza od jakiegoś czasu.

      Usuń
  2. Przeczytałam również z pewną dozą wątpliwości, czy nowy autor poradzi sobie z kontynuacją Millennium. Mam takie same odczucia, jak Ty. Po pierwszych stronach czytania książka mnie naprawdę znużyła i miałam ochotę ją rzucić, ale w pewnym momencie wreszcie akcja zaczęła się toczyć i wciągnęło mnie na maksa! Co prawda nie mam zwyczaju obgryzać skórek do paznokci:))), ale byłam tak podekscytowana, że rzuciłam wszystko i powieść pochłonęłam w dwa dni. Oczywiście od razu da się zauważyć zupełnie inny styl, ale masz rację, niekoniecznie trzeba się skupiać na różnicach.
    Przymierzałam się do napisania recenzji na moim blogu, ale zarzucę ten pomysł, bo to byłoby powielanie Twoich wniosków, do których się przychylam:))
    A co powiesz o amerykańskiej ekranizacji Millennium? Mi absolutnie się nie podobała, a już obsadzenie w roli Blomkvista, Daniela Craiga, to totalny niewypał. Czytając całą sagę, w moich myślach powstawał zupełnie inny obraz postaci- zresztą nie tylko jego. Poza tym nie było tego napięcia, emocji, oczekiwania na rozwikłanie wątków. Było po prostu nudno.
    Nie wiem, czy na "you tube", można obejrzeć szwedzką ekranizację, bo ponoć takowa istnieje. Ciekawa jestem, jak oni zmierzyli się z tą powieścią.
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz swoją recenzję i wcale się na mnie nie oglądaj, przecież na pewno wśród swoich czytelników masz wielu takich, którzy nie chodzą do mnie:-).
      We wpisie podałam linki do swoich wrażeń odnośnie filmów, może kolor jest mało kontrastowy i nie widać, ale słowa "szwedzką" i hollywoodzką" są właśnie linkami. Szwedzka adaptacja chyba podobała mi się bardziej, ale w amerykańskiej właśnie Daniel Craig niesamowicie spasował mi w swojej roli. Niestety, miłośników książek żadna ekranizacja nie zadowoli w stu procentach:-).

      Usuń
    2. Rzeczywiście, nie bardzo wyraźne miałam te linki i nie zwróciłam na nie uwagi. Otwieram je teraz i czytam.

      Usuń
  3. Znudziła Cię, czy nie, zaspokoiłaś swoją ciekawość. Czytałam Trylogię, z czego najbardziej podobała mnie się pierwsza część. Czy mam ochotę na więcej? Być może kiedy dostanę tę część w swoje łapki i przeczytam kontynuację Larssona.
    Z tą wiedzą jest tak, ze w Szwecji dane personalne są ogólnie nietajne, choć i tu należy uważać. Tyle o sobie piszemy i czasami zastanawiam się, czy to jest mądre:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też najbardziej podobała się pierwsza część, potem scena akcji była tak rozbudowana, a spisek zataczał tak szerokie kręgi, że to było trochę męczące. Ale bardzo polubiłam głównych bohaterów i po prostu lubię z nimi obcować:-)

      Usuń
  4. Czeka u mnie w kolejce, ale po Twojej recenzji chyba przesunę ją na wierzch stosika:).

    OdpowiedzUsuń
  5. Mamy bardzo podobne spostrzeżenia na temat tej książki.
    Tak jak i Ty przeczytałam i obejrzałam wszystkie części,
    Jak tylko się dowiedziałam, że powstaje kontynuacja to nawet się nie zastanawiałam: czy słusznie została wydana, od razu ją łyknęłam i wcale się nie zawiodłam.
    Pewno, że jest inna. Czego mogliśmy się innego spodziewać. Klonu? To rzecz nie możliwa. Zresztą gdyby nawet Larsson żył, to jaka pewność, że w kolejnych częściach(o ile by się ukazały)nie ewoluowałby swoich bohaterów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego całego zamieszania wokół tej książki... Ale pamiętam, że już w momencie śmierci autora pojawiły się etyczne wątpliwości odnośnie spadku. Wtedy też czułam, że partnerkę Larssona spotkała ogromna niesprawiedliwość... Ale z drugiej strony ona odrzuca wszelkie propozycje ugody i to też mi się nie podoba. Zarzuty, że książka napisana została dla kasy są dla mnie śmieszne, a jako czytelniczkę naprawdę ucieszyła mnie możliwość powrotu do tak fajnych bohaterów:-).

      Usuń
  6. Dzięki za ten wpis! Miałam ostatnio w rękach tą książkę i zastanawiałam się czy warto, bo trylogię przeczytałam jednym tchem dwa lata temu i do teraz wszystko dokładnie pamiętam :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, bo ja przeczytałam ją tak dawno, że sporo szczegółów zatarło mi się już w pamięci. Z drugiej strony Lagercrantz zadbał o to i wprowadził wiele przypominajek. Ale i tak fajnie byłoby to czytać jednym ciągiem:-)

      Usuń
  7. Rumienię się ze wstydu, bo nie czytałam, nie ważyłam w swoich rękach, nie przeleciałam po przekątnej, nic. Tak jakby nie istniała (aż nie jest możliwe, że mogłoby nie być tej pozycji w mojej wypożyczalni). A przecież skandynawskie kryminały bardzo lubię, i kiedyś były dla mnie objawieniem, bo jakby powieści psychologiczne. I nie moge zabrać głosu w dyskusji (okrutnie z tego powodu cierpi moje ego, tak chętnie by się pomądrzyło;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wcześniejszej Trylogii Larssena też nie przeczytałaś??? Żałuj, siostro, żałuj i czym prędzej nadrabiaj. Co prawda znam osoby, którym ta historia nie przypadła do gustu, ale czuję, że Tobie mogłaby się spodobać:-)

      Usuń
  8. No to zaostrzyłaś mi apetyt na tą książkę, zwłaszcza, że całkiem niedawno skończyłam czytać III część. Nie ukrywam to była bardzo wciągająca lektura. Jak mi się uda gdzieś tą pozycję dorwać to na pewno przeczytam.
    Gorąco pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli będziesz w styczniu w Rzeszowie, to przywiozę Ci książkę na spotkanie:-)

      Usuń
  9. Zamówiłam w bibliotece. Jako fanka Millennium.
    A tematyka sieci też świetnie i przerażająco podana w "Błękitnej pustce" Deavera. Po tej lekturze bardzo staram się bardzo chronić w sieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, Deaver to też jeden z moich ulubionych autorów! Czym prędzej zapisuję sobie na listę, dzięki:-)

      Usuń
  10. Dzięki za polecenie. Może jak w końcu przestanę się uczyć to zacznę więcej czytać dla przyjemności. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Przypadkiem trafiłam na ten post i muszę przyznać, że dobrze się stało... Oczywiście jestem wielką fanką Millennium, pierwsza część tak mi się spodobała, że zaraz po przeczytaniu kupiłam kolejne... Kiedy pojawiła się kontynuacja innego autora byłam sceptyczna i zrezygnowałam z lektury by nie popsuć sobie dobrego wrażenia... Ale ta recenzja mnie zaciekawiła, może rzeczywiście autor podołał?:) Chyba sama sprawdzę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie!
      Wiesz, ta kontynuacja ma różne opinie. Czytelnicy mają różne oczekiwania... Ale ja się nie zawiodłam, czego i Tobie życzę:-)

      Usuń
  12. A ja odłożyłam książkę po prawie dwustu stronach. Koszmar. Stwierdziłam, że szkoda moich oczu na takiego gniota. Szczegóły, szczegóły, szczegóły. Nic się nie dzieje. A jak się zadzieje, to opisywane jest z pozycji kilku osób biorących udział w zdarzeniu. Potem znowu, opisy, opisy, szczegóły, że czytelnik się gubi. A potem znowu zdarzenie widziane oczyma kilku uczestników. Zero zaciekawienia czytelnika, nuda.
    Nie.
    Moim zdaniem ta kontynuacja to tylko wytwór żądzy spadkobierców, by zarobić kolejne miliony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, co czytelnik to opinia:-)
      A ja podtrzymuję, mnie się podobało:-)

      Usuń