wtorek, 20 września 2016

Ziemiomorze

... zdecydowanie zasługuje na osobny, pełny wpis, a nie tylko krótkie napomknięcie, choć w porównaniu z wyczerpującą i niezwykle wnikliwą analizą cyklu autorstwa 5000lib z blogu "Listy i [inne] brewerie., moje wrażenia, nawet w formie rozwiniętej, wciąż wypadają bardzo skromnie:-).

„Ziemiomorze” Ursuli K. Le Guin to jeden z najznakomitszych cykli literatury fantasy, porównywany z dziełami J.R.R. Tolkiena czy C.S. Lewisa. Opisuje malowniczy świat pełen wysp, smoków i tajemnic, w którym najważniejsza jest równowaga między tworzącymi go siłami. Głównym bohaterem serii jest czarnoksiężnik Ged; poszczególne części opowiadają jego losy – od najmłodszych lat i pierwszych kroków stawianych w świecie magii, aż po czasy gdy zaczęła się ona stawać niebezpiecznym narzędziem w rękach zła...

"Ziemiomorze" to cykl, który powstawał przez przez 30 lat i składają się na niego następujące powieści:
"Czarnoksiężnik z Archipelagu" (1968),
"Grobowce Atuanu" (1972),
"Najdalszy brzeg" (1974),
"Tehanu" (1990),
"Inny wiatr" (2001),
oraz Opowieści z Ziemiomorza ("Ważka", "Diament i Czarna Róża", "Szukacz", "Kości ziemi", "Historia z górskich moczarów") powstałe w latach 1997-2001. W 2013 roku wydawnictwo Prószyński i S-ka wydało wszystkie te historie w jednej, monumentalnej (liczącej prawie 950 stron) edycji. I taką właśnie przeczytałam. Mimo grubości lektury i małych literek czytało mi się tę "cegłę" całkiem dobrze:-).

Nie jestem znawczynią gatunku fantasy, co pewnie mi na dobre wyszło, gdyż cyklu Le Guin nie miałam z czym porównywać i do czego odnosić. Nie zapoznałam się też szczególnie wnikliwie z innymi opiniami o lekturze więc nie oczekiwałam niczego innego, prócz dobrego czytelniczego przeżycia. Szczególnie po słowach samej autorki skierowanych do czytelników we wstępie do tego właśnie wydania, które pozwolę tu sobie w całości przytoczyć:

"Czarnoksiężnik z Archipelagu w przekładzie znakomitego poety Stanisława Barańczaka był moją pierwszą powieścią wydaną po polsku. Ukazał się ponad trzydzieści lat temu. Od tej pory trwa mój długi i szczęśliwy związek z polskimi Czytelnikami, z wielką zatem radością przedstawiam Wam cały cykl o Ziemiomorzu zebrany w jednym tomie.
Potrzebowałam sześciu książek i trzydziestu lat życia, by opowiedzieć historię Geda i Tenar. W tym czasie nieustannie dowiadywałam się czegoś nowego o krainach i ludach Ziemiomorza - bo wszystkie przygody i odkrycia bohaterów były też i moimi przygodami i odkryciami. Kiedy zaczynałam, wiedziałam o życiu i magii równie mało jak chłopiec Duny na początku opowieści. Nie miałam też pojęcia, jak się ona zakończy, póki sama nie dotarłam do końca.
I oto wreszcie macie przed sobą ukończoną historię. Oby lektura sprawiła Wam równie wielką przyjemność, jak mnie jej pisanie!"

I sprawiła! Oj, tak:-).

Nie można powiedzieć, że Ziemiomorze jest typową powieścią przygodową, choć przygód w niej nie brakuje. Ale to bardziej psychologiczna opowieść o przemianach, dorastaniu i dojrzewaniu, nabywaniu mądrości życiowej i harmonii pod wpływem doświadczeń. Akcja toczy się leniwie, a bohaterów nie ma wielu. Szczególnie w pierwszym tomie. Ale pasował mi ten łagodny, wręcz relaksacyjny rytm. Na odbiór książki nigdy nie wpływa sama treść, ale też okoliczności i sytuacja emocjonalna w jakiej się ją czyta, a ja czytałam w żałobie po Felku i lektura "Czarnoksiężnika z Archipelagu" skutecznie uspokajała i łagodziła moje emocje, odrywając mnie od smutnych myśli. Losy Geda przykuwały uwagę, a jego przemiana wzbudzała refleksję.

Ale…

Od początku też uderzyło mnie w lekturze to, że jest to bardzo „męska” opowieść. Kobiety w tej historii traktowane są marginalnie i z lekceważeniem Na dodatek skupiają w sobie wszelkie negatywne cechy (przeszkadzają, knują, manipulują...). Dlatego bardzo ucieszyłam się, gdy w drugiej części główną bohaterką stała się kobieta. Spodziewałam się, że zrównoważy „męskość” opowieści, że stanie się przeciwwagą dla Geda. Nie do końca tak się stało, ale i tak „Grobowce Atuanu” bardziej przypadły mi do gustu niż część pierwsza. Nawet psychologicznie. Bo przemiana bohaterki w tej części była dużo bardziej spektakularna i ciekawsza niż w przypadku Geda. Ged został utemperowany, spokorniał, złagodniał – to też ważne, ale Tenar się wyzwoliła. Potrafiła przezwyciężyć strach przed nieznanym i odrzucić całą swoją wiedzę, wychowanie, przekonania, cały dotychczasowy system wartości, styl życia i tożsamość, która nie dawała jej spełnienia i zaryzykować dla czegoś nowego.

„Najdalszy brzeg” jest chyba bardziej przygodowy, jednak psychologicznie to raczej powtórka z części pierwszej, tylko tym razem w klasycznym duecie – mistrz i jego uczeń (a spodziewałam się raczej, że trzecia część będzie dotyczyć losów Geda i Tenar) ratują świat. Dla ucznia wyprawa z mistrzem jest lekcją cierpliwości oraz rozumienia i akceptacji ograniczoności ludzkich działań. Ale i mistrz musi się zmierzyć z nową dla siebie sytuacją i nauczyć się żyć w całkowicie odmiennej niż do tej pory, roli. Zakończenie - pierwsza klasa.

„Tehanu” rozpoczyna w cyklu zupełnie nowy etap. Widać, że dzieli ją od poprzedniej części sporo czasu. Jest tu zupełnie inna dynamika, co może się podobać, bo naprawdę akcja nabrała tempa, więcej tu się dzieje, jest więcej emocji, więcej bohaterów i ciekawych relacji pomiędzy nimi… Ale ponieważ ja nie miałam równie dużo czasu na ewolucję swojego czytelniczego nastroju, to w wielu momentach mi ta część „zgrzytała”.

O Ziemiomorzu mówi się, że jest swoistym studium panujących w rzeczywistości stosunków społecznych. Jest też jego jawną krytyką. Krytyką rzecz jasna słuszną, ale mnie to w książce trochę drażniło. Bo to tak, jakby Autorka krytykowała samą siebie, że stworzyła męski świat, z męską dominacją i nagle Jej to zaczęło przeszkadzać i słowami swoich bohaterek podważa i krytykuje własną fantazję. O wiele bardziej od takiej otwartej krytyki w fikcyjnej bądź co bądź opowieści, wolałabym stworzenie rzeczywistości alternatywnej, w której Tenar nie musiałaby się zastanawiać, dlaczego kobiety odgrywają w świecie tak podłą rolę. To przecież Autorka tworzy rzeczywistość! Dlaczego taką właśnie rolę przeznaczyła dla Tenar i innych powołanych przez siebie do życia bohaterek? Z tego powodu właśnie feministyczna wymowa tej części ani mi się podobała, ani przekonała, choć przecież uważam się za feministkę i takich treści się nie boję. Ten natarczywy, moim zdaniem, dydaktyzm trochę mnie czytelniczo uwierał. Jak kamyk w całkiem wygodnym i pięknym, skądinąd, bucie…

„Inny wiatr” – postaci kobiece zaczynają odgrywać rolę dominującą, choć wciąż spotykają się z obraźliwymi i upokarzającymi uprzedzeniami. Czyli ciąg dalszy dydaktyzmu. Relacja Tenar i Tehanu… sama nie wiem. Jestem matką córki więc powinnam rozumieć, a jednak niezbyt było to dla mnie przekonujące. Co nie zmienia faktu, że fabularnie historia podobała mi się bardzo i żałuję, że to już koniec tej historii. Póki jednak Autorka żyje, póty można mieć nadzieję, że dopisze jeszcze jedno zakończenie do losów głównych bohaterów, wszak pozostawiła ich żywymi:-).

„Opowieści z Ziemiomorza” uzupełniają i zamykają niektóre poprzednie wątki. Podobają mi się same przez się, bez żadnych dodatkowych znaczeń i podtekstów. Nie są do niczego pretekstem, ani tłem, są po prostu ciekawe i doskonale się je czyta. Są jak bajki na dobranoc:-). Ani trochę  nie przeszkadzał mi brak chronologii.

Podsumowując: Ziemiomorze czytane w dość trudnym dla mnie czasie było mi pociechą i wspaniałą odskocznią od rzeczywistości. Wykreowany świat był niezwykle ciekawy, choć mam wrażenie, że niestety, nie grał głównej roli, a stanowił jedynie tło dla odwzorowania panujących realnie stosunków społecznych. Podobno cykl jest zamknięty, ale bardzo chciałabym poznać kolejną odsłonę, w której to kobiety - spełnione, szanowane i doceniane - czuwają nad równowagą świata dbając, by męskie ambicje, pycha i skłonność do przemocy nie doprowadziły do katastrofy;-).

27 komentarzy:

  1. :-)
    ja mam teraz fazę na polską fantastykę, która kwitnie i owocuje, a owoce jej słodkie są wielce dla mych zmysłów *i oczywiście, znaleźć się w powieści to kolejna wisienka na torcie* :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ja, znam, Twoje upodobania:-). Mnie jakoś nie ciągnie do fantastyki, choć też szczególnie jej się nie opieram, gdy już mi się trafi...

      Usuń
    2. misie trafia SAMODOBRE! serio :-) teraz czytam "Smocze koncerze" Andrzeja W. Sawickiego, którego molestuję, żeby mnie w swojej powieści detektywistycznej umieścił :-D *wstępnie już zmolestowan jest, ale będę molestować aż do skutku*
      będzie cykl o Glinie, na razie mam 1 część i po prostu muszę tam być, no muszę! Warszawa, czasy Księstwa Warszawskiego, gorąco polecam!
      Dobry glina. Tom 1. Żołnierze miłujący
      a i jeszcze świetna literatura historyczna:
      Kampanie Kazimierza Luxa. Tom 1. Honor Legionu (Erica, 2013)
      Kampanie Kazimierza Luxa. Tom 2. Szabla Sobieskiego (Erica, 2014)
      Kampanie Kazimierza Luxa. Tom 3. Sto krwawych sztandarów

      Usuń
    3. Chyba podczytują, bo dziś w publio "Honor Legionu" za 9 zeta :-)

      Usuń
    4. Ha, ha, tylko łapać okazję:-)

      Usuń
  2. Fantastyki mam pełno na półkach, ale to nie jest mój ukochany gatunek literacki. Jakoś odstraszają mnie smoki i gnomy, sama nie wiem dlaczego, ale szanuję czytelników, którzy pragną przenieść się do światów alternatywnych, wszak wyobraźnia nie zna granic i niech tak pozostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój też nie ukochany, ale smoki, gnomy itp. jakoś lubię i zawsze podziwiam wyobraźnię autorów tego gatunku:-).

      Usuń
  3. Kocham fantastykę, jej nigdy dość! :)

    Zapraszam do mnie, właśnie trwa KONKURS z okazji 5 urodzin bloga :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za przypomnienie. Znam tylko pierwszą część, właściwie nie wiem dlaczego tylko pierwszą, skoro tę pierwszą czytałam nieraz i uwielbiam. Chyba i mi przydałaby się ta lektura dla oderwania się od rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tak podobała Ci się część pierwsza, to myślę, że druga spodoba Ci się jeszcze bardziej. Gdybym miała kiedyś wrócić do cyklu, to właśnie do tego tomu:-).

      Usuń
  5. Muszę koniecznie przeczytać:) Jestem wielką fanką Tolkiena i Rowling więc nie mogę odpuścić:) Sesja zdjęciowa jest świetna:) Najlepsze życzenia dla nich:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!
      Ja zaś nie czytałam jeszcze ani Tolkiena ani Rowling. Wszystko przede mną:-).

      Usuń
  6. Uwaga długie będzie, podzielę więc na dwie części.

    Na początku dzięki za docenienie mojej pracy. Cieszy mnie, że zdecydowałaś sięgnąć po tę książki. W zamyśle, jeśli o mnie chodzi mam jeszcze napisanie o trzech może czterech, cyklach fantasy. Może, krótko odniosę się do tego co palące. Piszesz, pozwól, że zacytuję:
    "O Ziemiomorzu mówi się, że jest swoistym studium panujących w rzeczywistości stosunków społecznych. Jest też jego jawną krytyką. Krytyką rzecz jasna słuszną, ale mnie to w książce trochę drażniło. Bo to tak, jakby Autorka krytykowała samą siebie, że stworzyła męski świat, z męską dominacją i nagle Jej to zaczęło przeszkadzać i słowami swoich bohaterek podważa i krytykuje własną fantazję. O wiele bardziej od takiej otwartej krytyki w fikcyjnej bądź co bądź opowieści, wolałabym stworzenie rzeczywistości alternatywnej, w której Tenar nie musiałaby się zastanawiać, dlaczego kobiety odgrywają w świecie tak podłą rolę. To przecież Autorka tworzy rzeczywistość! Dlaczego taką właśnie rolę przeznaczyła dla Tenar i innych powołanych przez siebie do życia bohaterek? Z tego powodu właśnie feministyczna wymowa tej części ani mi się podobała, ani przekonała, choć przecież uważam się za feministkę i takich treści się nie boję. Ten natarczywy, moim zdaniem, dydaktyzm trochę mnie czytelniczo uwierał".
    Pozwolisz, że skupię się na tym właśnie fragmencie Twojej wypowiedzi. Ja widzę tę kwestię z innej perspektywy, co nie oznacza, że Twoja jest zła. Jeśli chcesz. Możesz mi towarzyszyć w rozumowaniu. Zanim zacznę, napiszę tylko, że tak jak i Ty, czytałam ciurkiem opowieści. Nie miałam czasu by dojrzewać wraz z Autorką.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje spojrzenie (nie jest usprawiedliwieniem prozy Autorki- w moim mniemaniu można się z jej zdaniem nie zgadzać, można się zgadzać. Ale pisanie usprawiedliwienia to już za dużo. Oczywiście, dydaktyzm jest. I może to „zgrzytać” jak napisałaś, ja jednak ten owy piasek pomiędzy zębami kładłabym na karb czasów. W których powstawały książki.
    Piszesz o krytyce. I o tym, że wolałabyś by zostały stworzone czasy, rządy alternatywne. Dla mnie osobiście…. Hmm zaczęłam pisać, że nie było by to przekonywujące, ale tak naprawdę, nie wiem, co by było: gdyby, przecież moje wyobrażenia o książce, mogą i zapewne są inne, niźli (hipotetycznie) Autorki, oczywiście piszę tu o swoich spostrzeżeniach. Dla mnie przedstawienie takiego procesu (wszak Autorka sama piszę, że zauważyła pewien tok – jak piszesz: niezrównoważenia. I – kolokwializując: „dała się w złapać”. I może rzeczywiście jest to składanie samokrytyki, wszak wszystkie żyjemy w takich warunkach (pomijając na użytek tego komentarza różnice geograficzne, tj przemiany w Polsce i USA). Oczywiście różni nas wiele, status społeczno-ekonomiczny, stan zdrowia, doświadczenie wojskowe/ lub jego brak, etc ale podlegamy pewnym mechanizmom. Co nie zmienia faktu, że oczywiście, dydaktyzm jest obecny. To, że Tenar się jednak zastanawia, może nieść, ze sobą wartość, może ktoś lub ktosia potrzebuje takiej właśnie lektury? Może będzie to pierwsza książka feministyczna? Wszak prób (mniej udanych, albo pisząc dosadnie pseudo prób) worzenia alternatywnego świata było trochę… Nie jest to, jak pisałam rodzaj usprawiedliwienia, można było książkę napisać inaczej, ale właśnie dochodzi do tego moment historyczny, kotwice (np. wydarzenia) i rozwój Le Guin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację i ja to doskonale rozumiem. Tym nie mniej jednak MNIE to uwierało. Jednak to uwieranie w żaden sposób nie przełożyło się na jakieś kiepskie wrażenia z książki, które ogólnie pozostają jak najlepsze:-).

      Usuń
    2. Jasne, rozumiem,doceniam, zresztą pisałam zdaje się o tym już, chciałam tylko zaprezentować inny punkt widzenia/patrzenia/ spostrzegania, etc. I wiem, wiem, że się nie przełożyło, a nawet gdyby, to przecież miałabyś do tego prawo. Świetnie było poznać Twój punkt odbioru książki. Przecież nie chodzi (tylko) o to, by się zgadzać. Również o to, by się umieć różnić. Zresztą, wiele punktów mamy wspólnych. :-).

      Usuń
  8. Szczerze mówiąc to różnych gatunków literatury najmniej mnie kusiła sf, ale w tym momencie nie jestem już o tym tak mocno przekonana, przynajmniej w przypadku "Ziemiomorza". Dziękuję Ci za recenzję, zapisałam tytuły i na pewno nie przejdę obojętnie, gdy zobaczę na półce:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę sobie zauważyć, że sf, to nie fantasy. Pozdrawiam, i również życzę dobrej lektury.

      Usuń
    2. Czasem warto skusić się na coś innego niż zwykle, efekt może bardzo pozytywnie zaskoczyć:-)

      Usuń
  9. Książkę dodaję do swojej listy "Przeczytaj" :)
    A na razie jestem pod wielkim wrażeniem sesji zdjęciowej ze ślubu Twojej Dominiki. Skansen -doskonały wybór.
    Śliczna z nich para.
    Strój Panny Młodej wyjątkowo mi się spodobał, zwłaszcza ten piękny wianek i bukiet, Wszystko ze sobą idealnie współgra.
    Gratulacje dla super fotografa :)
    Gorąco pozdrawiam
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wianek był robiony specjalnie na skansenową sesję, bo w dzień ślubu Dominika miała tylko kwiatowy stroik mocowany nad welonem... Ale przecież Skansen bez wianka zupełnie by się nie komponował:-).
      Bardzo dziękuję!

      Usuń
  10. Kiedyś nałogowo czytałam fantastykę. I chyba wyrosłam. Brzmi to strasznie i grobowcowo, ale tak jak mój kolega wyrósł z ciężkiej muzyki, wyrósł ze zbuntowania przeciw wszystkiemu, tak ja wyrosłam z książek o czarnoksiężnikach z Archipelagu, i "znudniałam" czytelniczo. Z Le Guin mam sentyment do "Jesteśmy snem" i "Wracać wciąż do domu". Żeby pozostać w temacie - ta ostatnia ładnie (świadomie) portretuje kobiety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ta ostatnia na pewno do przeczytania:-) Dzięki!

      Usuń
  11. Mimo, że nie przepadam za tego rodzaju gatunkiem to jednak zbiór niewątpliwie imponujący. Jeśli kiedyś się natknę:) nie pozostanę obojętna. Kiedyś, właściwie jeden raz, przełamałam się i przeczytałam cztery tomy tematyki, która mnie nie interesuje i tak mnie wciągnęło, że nie żałowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię takie czytelnicze niespodzianki:-)

      Usuń
  12. Miałam to w swojej przechowalni w merlinie i...zamknęli sklep :( mam jednak zamiar przeczytać tę serię,a po tej recenzji... na pewno.

    OdpowiedzUsuń