poniedziałek, 25 września 2017

Rustykalnie

Gdy Pani Monika zamówiła u mnie rustykalne pudełko na obrączki, rzuciłam wszystko, żeby jak najszybciej zająć się ulubionym tematem. To są właśnie klimaty, które "czuję" najbardziej:-)




Kilka tygodni później Pani Monika wróciła do mnie z zapytaniem o pudełko na koperty. Zazwyczaj robię nieduże: 30x20x13,5 cm, ale tym razem potrzebne było coś większego. Ponadto wszelkie zdobienia i dekoracje miały być łatwe do demontażu, żeby skrzynia miała bardziej uniwersalny charakter. Lubię takie wyzwania:-).






Z największą przyjemnością wyszykowałam dla Pani Moniki prawdziwą limuzynę wśród kufrów: rozmiar 40x30x23,5 cm, ze wszystkimi dekoracjami całkowicie rozbieralnymi:-)

czwartek, 21 września 2017

Do oglądania przy robótkach

W ostatnich pracach szydełkowych towarzyszyły mi trzy seriale. Wszystkie, choć z różnych względów, zasługują na odnotowanie i polecenie.

Most nad Sundem. Szwedzka policjantka i duński inspektor prowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa, którego ofiarę znaleziono na moście łączącym brzegi dwóch państw. 


Bardziej, niż opowiadana w serialu historia kryminalna, moją ciekawość wzbudził sam most. To najprawdziwszy inżynieryjny cud świata! Most nad Sundem jest najdłuższy na świecie. Wchodzi w skład prawie 16 kilometrowej przeprawy łączącej Kopenhagę w Danii ze szwedzkim Malmo. Od strony Danii najpierw jest 3,5 kilometrowy tunel (most w tym miejscu nie mógł powstać ze względu na bliskie sąsiedztwo lotniska), później jest 4 kilometrowa sztuczna wyspa, a na końcu prawie 8 kilometrowy most, na którym przebiega granica między Danią a Szwecją. Niewiele jest miejsc na świecie, które chciałabym zobaczyć, ale ten most właśnie stał się jedną z nich. Przeczytałam całą jego historię i przypomniało mi to pewną książkę z dzieciństwa, którą dawno temu pasjonował się mój brat - "Marzenia inżynierów". Opisane w niej były różne pomysły i plany, które w tamtych czasach były niemożliwe do zrealizowania. Na przykład tunel pod kanałem La Manche, z którego problemami projektowymi borykano się przez niemal wiek. Ale tunel w końcu przecież powstał... Współcześnie powstają najdłuższe mosty, największe tamy i najbardziej fantastyczne tunele. Żyjemy w pasjonujących czasach niezwykłego rozwoju techniki, który pozwala realizować tak ogromne projekty! Jestem pod wrażeniem ludzkiej odwagi i rozmachu. Że potrafimy (przynajmniej niektórzy z nas, bo przecież nie ja) wymyślić coś tak wielkiego, przewidzieć i obliczyć wszystkie siły, a potem zrealizować projekt w sposób trwały i bezpieczny dla użytkowników. Most nad Sundem to jednak nie tylko jego wymiar praktyczny i techniczny, ale również estetyczny - poza wszystkim jest to po prostu niesamowicie piękna i majestatyczna budowla!

Jeśli zaś chodzi o samą fabułę serialu... Mam jej do zarzucenia to, co ostatnio również innym historiom kryminalnym: za duża scena do tak banalnej zbrodni. Za dużo dymu. Góra urodziła mysz. Niemniej jednak, do szydełkowania dobrze się oglądało. Podoba mi się europejskie kino (wcześniej oglądałam już francuską Zaginioną oraz brytyjski Broadchurch). Jest takie całkiem inne od produkcji amerykańskich. Bliższe. Naturalniejsze. Aktorzy wyglądają jak zwyczajni ludzie:-). Podobały mi się ujęcia i ten skandynawski niebiesko-szary chłód, którym autorzy stworzyli wyjątkowo chłodną i mroczną atmosferę zbrodni.

Obejrzałam 2 sezony. Sezon drugi był nawet bardziej przekonujący od pierwszego, choć dużo bardziej też zakręcony. Nie połapałam się we wszystkich wątkach i rolach w nich poszczególnych bohaterów. Do trzeciego straciłam cierpliwość. Może kiedy indziej...

Belfer. Do Dobrowic przyjeżdża Paweł Zawadzki, nauczyciel języka polskiego, który na własną rękę podejmuje śledztwo w sprawie śmierci uczennicy miejscowej szkoły średniej. 


Już nie raz pisałam, że nie jestem fanką polskiej współczesnej kinematografii, ale Belfer miał tak dobre opinie, że postanowiłam go sprawdzić. I nie zawiodłam się! Pierwszy sezon liczy sobie 10 odcinków i każdy z nich od samego początku do końca trzyma wysoki poziom.Wszystko w tym serialu jest doskonale przemyślane i przekonujące. Nie ma dłużyzn i wytartych schematów. Nawet wykorzystane stereotypy nie są rażące, wprost przeciwnie - zostały potraktowane dość przewrotnie, zgodnie z przesłaniem, że nic nie jest takie, jak wygląda. Zakończenie zupełnie nie do przewidzenia. Oglądałam z otwartą buzią i robótką na kolanach, bo nie byłam w stanie szydełkować;-). Gra aktorska na najwyższym poziomie i nie chodzi tylko o gwiazdy, takie jak Stuhr. Całe młode pokolenie, grające licealistów, jest świetne w swoich rolach! Nawiązanie do drugiego sezonu całkiem intrygujące. Dobrze, że nie muszę długo czekać, premiera już pod koniec października:-).

Ostatnio równie mocne wrażenie wywarł na mnie, dziesięć lat temu, serial Odwróceni. Długo sobie poczekałam na kolejny dobry polski serial (chyba, że z racji swojej niechęci zdarzyło mi się jakiś tytuł po prostu przeoczyć, jeśli coś takiego znacie, koniecznie podrzućcie tytuł w komentarzach:-)).

Ozark. Marty Byrde, doradca finansowy, który pierze brudne pieniądze dla kartelu narkotykowego, zmuszony zostaje, razem z rodziną, przeprowadzić się z Chicago do Krainy Ozark w stanie Missouri.


Do obejrzenia tej produkcji zachęciła mnie mary nama w komentarzu pod moim wpisem o Wielkich kłamstewkach. I bardzo Jej jestem za to wdzięczna, bo ten serial to naprawdę dobry wybór:-). Z wielkimi emocjami śledziłam losy zwykłego człowieka, który, skuszony doskonałymi zarobkami, wplątał się w pracę dla gangsterów (a wyglądali tak profesjonalnie, tak cywilizowanie, jak zwykli biznesmeni... póki nie podpisało się z nimi cyrografu), zupełnie nieświadom tego, jakie to może mieć dalsze konsekwencje. Nie tylko dla niego samego, ale również dla współpracowników, rodziny, a także innych klientów, którzy, nawet o tym nie wiedząc, również brali udział w przestępczym procederze. 

Serial trzyma w napięciu, ale nie można powiedzieć, że jest mroczny. Bywa zabawny. Główni bohaterowie - cała rodzina, nie tylko dorośli - wzbudzają sympatię i chce się im kibicować, mimo tego, że wiadomo czym się zajmują. Marty Byrde robi wrażenie swoim opanowaniem i inteligencją; ma niesamowitą siłę przekonywania, która nie tylko sprawia, że jest świetny w swoim zawodzie, niejednokrotnie też ta umiejętność ratuje mu życie, gdy wyplątując się z jednych kłopotów natychmiast wpada w kolejne, jeszcze większe.
To całkiem nowy serial, z tego roku, ale już wiadomo, że będzie kolejny sezon. W przyszłym roku. Będę czekać:-).

niedziela, 17 września 2017

Florkowy kocyk

... gotowy był już chwilę temu, ale Dominika chciała z personalizacją. A mnie personalizacja do tego akurat kocyka nieszczególnie pasowała. Transfer napisu na tkaninę też działał hamująco. Moje ostatnie próby były dość zniechęcające. Ale cóż... Dziecku i Mamie (wcześniaka zwłaszcza) - jednocześnie - przecież się nie odmawia;-). Wczoraj zrobiłam wreszcie tę nieszczęsną personalizację i mogę pokazać ukończony kocyk - kolejną rzecz dla Florka, która, wraz z nami, czeka w domu na jego przybycie:-).






Dane techniczne:
włóczka: Suavel Baby Smiles, Schachenmayr (100% akryl 50g/336m): po jednym motku w kolorze jasny beż, beż, blady róż, popiel
szydełko 3 mm.
Wymiar 60x70 cm.

środa, 13 września 2017

Kokonik

... wyszydełkowałam dla Florka. Mam nadzieję, że jesienią, gdy młody człowiek przybędzie wreszcie do domu, to będzie dla niego w sam raz:-).



Kokon ma długość 50 cm. Czapeczkę robiłam na oko, przymierzając do gotowych. Zrobiłam rozmiar pomiędzy najmniejszym a trochę większym. Nie wiem czy będzie dobra, ale najwyżej dopasuję, gdy Florek już będzie w domu:-).



Dane techniczne:
włóczka Red Heart Baby (100%akryl, 50g/185m): po dwa motki w kolorze kakao i kakao z mlekiem.
Szydełko 4,5mm.
Przerabiałam głównie półsłupkami z nawiniętą nitką oraz słupkami reliefowymi, które prawdziwie mnie zafascynowały - co za faktura, co za mięsistość i to z całkiem cienkiej nitki:-).
Inspiracji zasięgnęłam z niewyczerpanych źródeł Pinteresta pod hasłem newborn cocoon crochet.

piątek, 8 września 2017

Ośmiorniczki dla wcześniaczka

Nie słyszałam o tej akcji wcześniej. A może słyszałam, ale puściłam mimo uszu, bo po pierwsze mnie nie dotyczyła, a po drugie zwykle nie biorę udziału w zorganizowanych akcjach, bo mam problem z dopasowaniem się do sformalizowanych wymagań... A ośmiorniczki dla wcześniaków, jak się okazało po bliższym zbadaniu tematu, mają ich całe mnóstwo.

Dlatego dla Florka powstała nie jedna ośmiorniczka, a całe stadko;-)

Pierwsza, prototypowa, z włóczki akrylowej i ze zwykłym wypełnieniem. Może się kiedyś przyda, ale tymczasem trafiła do pudła z motkami. To ta na górze.


Druga, już z włóczki bawełnianej i z wypełnieniem z kulek silikonowych, czyli zgodna materiałowo, ale przerabiana za dużym szydełkiem. No, może nie za dużym do włóczki, ale zostawiającym jednak za duże dziurki. To ta z niebieską głową.

Trzecia ośmiorniczka doprowadziła mnie niemal do płaczu - przerabianie tak cienkiej nitki w tak ciasny sposób było prawdziwym koszmarem. Do tej pory mam zdrętwiałą dłoń. Już nigdy więcej! Poza tym i tak wyszła za mała. To ta z liliową głową.




Czwarta ośmiorniczka okazała się wreszcie tą idealną;-). Przerabiana włóczką Cotton8 (Scanfil, 150m/50g) i szydełkiem 2,5mm spełnia wszystkie wymagania, zarówno materiałowe, jak i jakościowe oraz wymiarowe. To ta z berecikiem:-)


Ufff, to tylko prosta ośmiorniczka (szydełkowałam wg TEGO opisu), ale praca naprawdę dała mi w kość. Z jeszcze większym szacunkiem patrzę na wszelkiego rodzaju szydełkowe maskotki w sieci! Takie ciasne przerabianie to naprawdę ogromny wysiłek. W internecie wyczytałam, że wprawne ręce potrzebują na wydzierganie jednej maskotki około 3 godzin... Ja, całkiem przecież dobrze wprawiona w szydełkowych robótkach, potrzebowałam dwa razy tyle. I choć Dominika kusi różnymi ciekawymi wzorami znalezionymi w sieci, to obawiam się, że nieprędko wrócę do takiej pracy;-).


Chociaż gdy patrzę na Florka ze swoją ośmiorniczką... Było jednak warto:-)


I może jednak pokuszę się na zrobienie innych maskotek. No bo ośmiorniczki to jednak już z całą pewnością chyba nie;-)

czwartek, 31 sierpnia 2017

Rustykalnie z różowymi akcentami

Najpierw miały być tylko prezenty dla Świadków, ale później Pani Natalia rozszerzyła swoje zamówienie o personalizowane wieszaki oraz pudełko na obrączki i tak powstała cała kolekcja, która jednak nie jest całkiem jednorodna. Prezenty dla świadków są bardziej rustykalne, natomiast akcesoria ślubne postanowiłam zrobić czysto białe. Łącznikami są elementy jutowe oraz akcenty w pudrowym różu.


Praca była prawie na ostatnią chwilę, więc było trochę stresu, ale wszystko ułożyło się szczęśliwie i tydzień przed ślubem Pani Natalia otrzymała swoją paczkę. Kilka dni później ja dostałam opinię na FB, o którą nawet z pośpiechu nie poprosiłam. Pani Natalia napisała między innymi:
"...Kiedy przesyłka do mnie dotarła nie mogłam wyjść z podziwu jakie to wszystko piękne, a stojąca koło mnie koleżanka prawie popłakała się z zachwytu..."

Pani Natalio! Ja prawie popłakałam się ze wzruszenia czytając Pani słowa. Bardzo, bardzo dziękuję!










I za to właśnie między innymi tak bardzo lubię ślubne zlecenia:-)

niedziela, 27 sierpnia 2017

A jednak szydełkuję:-)

Gdy tylko zluzowało mi się trochę na froncie zleceń ślubnych, od razu rzuciłam się na szydełko. Inspiracją był model znaleziony na Pintereście (o TEN). Łatwo go było odtworzyć ze zdjęcia, a poza tym ujęła mnie jego prostota: to tylko dwa identyczne prostokąty (przód i tył), przerabiane podwójnymi słupkami, a karczek wzorem siatkowym. Zero jakichkolwiek podkrojów, przeliczania, gubienia i dodawania oczek. No i oczywiście troczki. Na widok troczków od razu mi się oczy zaświeciły:-).


Bluzeczka powstała jeszcze w lipcu, ale dopiero dziś zmobilizowałam się, żeby zorganizować jej sesję.









Dane techniczne:
zużycie włóczki: niecałe 4 motki Begonii + odpowiednia ilość Maxi, w sumie bluzka waży 283 g.
nie pamiętam, jakiej wielkości szydełka użyłam... Nr 5? Albo 4,5?

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Sztuka rękodzieła wciąż tworzy

... choć po mojej ostatniej aktywności na blogu mogłoby wydawać się, że jest inaczej. Mam straszne zaległości w prezentowaniu swojego rękodzieła. Latem zawsze mam niechęć do siedzenia przy komputerze. Głównie z powodu umiejscowienia komputera - na poddaszu. A wiadomo jak jest latem na poddaszu. Gorąco i duszno. Ale właśnie się ochłodziło, więc postanowiłam z tej okazji nadrobić trochę zaległości. Zgrałam na komputer zdjęcia z efektami mojej ponad miesięcznej działalności rękodzielniczej. Ufff, prawie dwieście zdjęć. Zmęczyłam się od samego patrzenia na tę liczbę. A trzeba je jeszcze przejrzeć, posegregować i odpowiednio wyedytować... Wyznaczę sobie na to jakiś jeden dzień... A tymczasem, na szybko - Niewinny Róż z Perłową Szarością, według życzenia Pani Darii:


Kufer na koperty retro, wymiary 30x20x13,5 cm:




Pudełko na obrączki z dwiema przegródkami, wymiary 16x12x3,5 cm




Moja niechęć do pracy ze zdjęciami wynika też z jakości tychże zdjęć... Próbuję zaaranżować sobie jakieś stałe studio w jednym miejscu i nie mogę znaleźć takiego miejsca. Wszędzie coś nie gra. A to ciasno i nie mieszczę się z tłem, produktami i odejściem,  a to znów, jeśli w jakimś miejscu się mieszczę, to otoczenie do bani i balans bieli wariuje, i nie mogę go potem wyprostować. Jak na zdjęciach powyżej. Straszna kiszka.