Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 listopada 2017

Virus

...wreszcie doczekał się publikacji:-). To mój pierwszy. Choć zaraziłam się nim od pierwszego spojrzenia, to okres inkubacji trwał chyba ponad dwa lata. Właściwie nie wiem dlaczego tak długo byłam odporna, bo wzór jest naprawdę prosty - łatwo go zapamiętać i trudno się na nim pomylić. Jako robótka podróżna to idealny projekt, właściwie sam się robi.




Swojego virusa zrobiłam szydełkiem 4mm z włóczki Greta Multi (65% akryl, 35% wełna merino, 100g/410m). Zużyłam 2 motki. Na początku martwiłam się, że chusta nie będzie się nadawać do noszenia, bo zdawała mi się drapiąca, ale po praniu i naciągnięciu zmiękła. Jest teraz całkiem miła:-).

Chodzi tylko o to, że mnie właściwie zupełnie nie jest po drodze z chustami. Wolę szale. Więc myślę sobie, że to mój pierwszy i ostatni virus. Chyba żeby kiedyś dla kogoś...

niedziela, 1 kwietnia 2012

W kolorze purpury

Żakiecik z okładki Sandry Nr 9/2010 spodobał mi się od pierwszego wejrzenia (nawiasem mówiąc, w tym numerze jest całe mnóstwo świetnych modeli, które wciąż czekają na swoją kolej), ale po pierwsze: odstraszał mnie wzór pętelkowy, którym wykończony jest dekolt i zarękawki (wcześniejsze próby wykonania tego wzoru bardzo dały mi w kość i zakończyły się całkowitym niepowodzeniem), po drugie zaś - jakoś nie trafiłam na odpowiednią dla niego włóczkę.

Ostatnio jednak, przeglądając swoje włóczkowe zasoby natknęłam się na trzy motki Sary Opus, która w połączeniu z Guciem (również Opus) wydała mi się idealna do zrealizowania tego starego, ale przecież nie przestarzałego;) projektu. Do końca nie wiedziałam, czy poradzę sobie z pętelkami, ale uznałam, że jeśli nie, to najwyżej wymyślę coś innego. Tymczasem okazało się, że poszło jak z płatka - albo opis wykonania tym razem był bardziej czytelny, albo to u mnie w głowie wreszcie zaskoczyło, jak trzeba;)

Moje wersja nieco różni się od oryginału, gdyż wykorzystana przeze mnie włóczka była jednak nieco cieńsza - musiałam zmodyfikować zarówno wzór perski, jak też liczbę oczek i rzędów (a bardzo nie lubię prób i przeliczania), ale ostatecznie uzyskałam bardzo podobny efekt:


Z reszty włóczki, z rozpędu, powstała jeszcze chusta z chwostami (przerabiana poprzecznie: zaczęłam od 5 oczek i w co drugim rzędzie, z jednej strony, najpierw dodawałam, a później odejmowałam po 1 oczku). Źródłem inspiracji był model z Damy w swetrze Nr 11-12/2011, ale ostatecznie prawie wszystko i tak zrobiłam po swojemu.


Ostatnie resztki włóczkowych resztek przerobiłam na bransoletkę, obrabiając szydełkiem drewnianą bazę.

A w ogóle to pogada znów figluje - w ubiegły weekend dziergałam sobie na balkonie przy kawce, w krótkim rękawku, z bosymi stopami i okularami przeciwsłonecznymi na nosie, a dziś znów śnieg posypuje...
A ja już rower oczyściłam...

Wiosno wracaj!



Komentarze
2012/04/01 18:05:43
Bardzo, bardzo ładny żakiecik i na pewno pracochłonny.
2012/04/01 18:12:20
Ta modelka z pierwszego zdjęcia to Ci pięknie reklamuje ten żakiecik!;)
I kolor, i fason, i wykonanie i prezencja po prostu super!
2012/04/01 18:52:13
Markaewo, rzeczywiście się napracowałam:) A najgorsze, że cały czas obawiałam się, że efekt będzie niezadowalający. Skończyłam go już ponad tydzień temu, ale przez te wątpliwości bałam się zmierzyć...
Dopiero dziś założyłam go po raz pierwszy i z ulgą stwierdziłam, że jest udany, i nadaje się do publikacji:)

Sowo, dziękuję:). Miałam kłopot, żeby modelkę zmobilizować do ogarnięcia się i pozowania - jakaś taka marudna ostatnio... jeno by w kątku siedziała i dziargała;) I nawet jej się nie chce wydzierganych rzeczy przymierzać, malkontentka jedna!

środa, 16 listopada 2011

Szydełkowa chusta

Nic mnie tak nie irytuje, jak fakt, że coś zrobię, a potem tego nie używam. Na przykład ten zestaw - chusta z mitenkami (zdjęcia były robione w mieszkaniu i z lampą, więc kolor jest dość mocno przekłamany; w rzeczywistości był bardziej fioletowy niż różowy):


Praca ta wzięła się z zapatrzenia na chusty Kurki, które strasznie mi się spodobały. Wydawały się takie proste! Zapatrzyłam się i zamarzyłam o identycznej dla siebie. Jednak mój wyrób okazał się jakiś-nie-taki, a nawet całkiem do chrzanu. Rzuciłam więc swoje dzieło w kąt szafy, gdzie przeleżało sobie parę latek, aż do tegorocznej jesieni, kiedy w ferworze ostatnich włóczkowych porządków je sprułam, a następnie przerobiłam. Recykling okazał się bardzo udany, a ja wreszcie czuję się zadowolona ze swojej pracy.


Nową chustę zrobiłam wg opisu z "Małej Diany", Nr 9/2011. Wykorzystałam do tego całą odzyskaną włóczkę (była to Roxy marki Opus, około 200 g) oraz motek Sasanki (Anilux) - cienką lecz włochatą nitkę, którą dodałam dla uzyskania większej objętości i miękkości. Melanż Roxi z Sasanką okazał się korzystny również z powodu otrzymanego koloru - teraz jest mniej nasycony, ale za to łagodny i ciepły.


Przerabiałam szydełkiem nr 7, więc praca przybywała szybko i sprawnie. Niestety, z powodu ograniczonej ilości surowca nie mogła być większa. Trochę szkoda. Ale w sumie taka też bardzo mi się podoba.


Na żywo wygląda jeszcze ładniej - jakoś nie udało mi się uchwycić całego jej uroku na zdjęciach. Może to wina kiepskiego światła, a może po prostu licho ją wyeksponowałam...


Komentarze
2011/11/16 20:11:02
Fantastyczna jest ta chusta:))) Czarujesz piękne rzeczy na szydełku, takie delikatne, romantyczne i bardzo kobiece. Stary komplet też zresztą był fajny.
Pod Twoim wpływem mam ochotę też coś wydziargać, niestety moim największym szydełkowym osiągnięciem jak do tej pory jest serwetka do koszyczka wielkanocnego.
2011/11/16 20:18:26
Nasze gusta są jeszcze bardziej zbliżone niż myślałam :) Ja również podziwiam chusty kurki od niepamiętnych już czasów, ale niestety jeszcze żadnej nie "popełniłam".

Twoja chusta zarówno w starszej jak i nowszej wersji bardzo mi się podoba! No i dobry pomysł z tą Sasanką. Sama mam kilka pojedynczych motków w różnych kolorach, ale nie wpadłam jeszcze na to, że tak je można wykorzystać :)

P.S. Poproszę jeszcze o wyjaśnienie odnośnie tego ślimaka w ostatnim komentarzu u mnie. Strasznie mnie zaintrygowałaś!
2011/11/16 20:35:05
Śliczna! Zachwyciłą mnie za sprawą dwóch rzeczy: wzoru, który jest delikatny i koloru - bardzo lubię fiolety(zaraz po wszelkich odcieniach niebieskiego).
Niby tak ąłdnie brzmi, że dużo przybywa, bo szydełko, itd:) ale ja już nei porywam się na takie projekty. U mnie są one skazane na śmierć, przynajmniej w tej chwili.

Anka
2011/11/17 09:22:16
BleuBleu, osobiście to myślę, że dzierganie szydełkowych serwetek jest trudniejsze z racji cienkiego szydełka i nitki, więc skoro poradziłaś sobie z tak misterną koronką, bez trudu wydziergałabyś chustę:)

Magota, mnie w ogóle fascynuje, jak w blogosferze tworzą się zaprzyjaźnione gromadki - jakiś blog na nas zadziała: wyglądem, treścią, zdjęciami, czy czymś jeszcze zupełnie nieuchwytnym, a potem okazuje się że z jego autorką (autorem) łączy nas dużo więcej, niż zdawałoby się na pierwszy rzut oka...
A Sasankę właśnie bardzo często wykorzystuję jako pogrubiacz i zmiękczacz do innych włóczek. Pojedynczy motek jest również całkiem wystarczający do zrobienia chusty.

Aniu, ale dlaczego od razu na śmierć?! Grubym szydełkiem naprawdę szybko przybywa:)
A fiolety również odkryłam po niebieskościach:)
2011/11/17 16:29:51
Przed przerobieniem wyglądała całkiem nieźle, ale teraz to już jest mistrzostwo świata. Wyrażam podziw i szacunek :) I kolor w świetle naturalnym jest o wiele ładniejszy.
2011/11/17 16:46:16
Kolor piękny, chusta piękna, no i te buty też pięknie się wpasowujące w całość:)
Gość: Graszka, 195.205.60.*
2011/11/17 20:46:19
No po prostu cudnie to wygląda. Chyba odkurzę szydełko...
2011/11/18 15:23:59
Pięknie dziękuję za sympatyczne komentarze i życzliwość wobec moich wyrobów, nawet tych mniej udanych i kiepsko fotografowanych:)

Rebecca.fierce, szkoda że pora taka, że tego naturalnego światła coraz mniej...

Sowo, a bo tak to sobie wszystko wymarzyłam;D

Graszka, a pewnie, że odkurzaj:) szydełko dobre jest na długie zimowe wieczory:)
2011/11/19 09:41:40
Podziwiam Twoje robótki i zazdroszczę :) Chciałabym mieć tyle zdolności i cierpliwości, w szczególności do wydziergania całej chusty. Piękny zestaw, mitenki po prostu cudowne! Może zainspirowana Twoimi wyrobami sama coś spróbuję w temacie mitenek? Tych idealnych jeszcze nie mam ;)
2011/11/20 22:26:50
Agnieszko, dziękuję:)
Z pierwszego zestawu pozostało już tylko wspomnienie (i zdjęcie:)), a z samych mitenek ostały się jedynie kwiatki. Ostały się, bo mam zamiar przyszyć je do innych, których jeszcze co prawda nie ma, ale w głowie już są:)
No i włóczkę odpowiednią tez już mam.
Czasu jedynie potrzebuję:) Więcej czasu! (widziałam w kinie zapowiedź takiego filmu SF, w którym czas można było kupować; hm... ciekawa koncepcja, no nie?)

niedziela, 16 października 2011

Trójkątna chusta

Z chustami zazwyczaj jest tak, że wydaje się, iż to szybka robótka. Zaczyna się od małego trójkącika, którego z każdym rządkiem wyraźnie i szybko przybywa. Tymczasem, gdy chusta osiągnie już średni rozmiar, jej brzegi stają się na tyle długie, że przerobienie jednego rzędu zajmuje naprawdę sporo czasu i ma się wrażenie, że włożona praca nijak nie przekłada się na przyrost długości.

Z tą chustą było dokładnie tak samo. Zaplanowałam sobie robótkę na weekend, a wyszło... jak zwykle... Może nawet nie byłoby tak długo, gdybym w międzyczasie, znudzona, nie rozpraszała się innymi przedsięwzięciami, ale... Tak czy inaczej, nareszcie jest i to w sam raz na dzisiejsze pierwsze przymrozki (oj, zimno było rano pozować!):


Moja chusta ma jakieś 170 cm w podstawie i około 135 cm długości ramion. Jest się czym otulić:).


A przy tym jest miękka i lekka; naprawdę milusia:)


Model wykonany wg wzoru z gazety: Sandra Extra. Szydełkowe trendy. Nr 4/2011.
Przerabiałam szydełkiem nr 4 i zużyłam około 1,5 motka Sasanki (Anilux).


Komentarze
2011/10/16 18:50:01
Chusta wygląda niezwykle pięknie. No i jest inna - wszyscy robią obecnie chusty na drutach, a te szydełkowe także mają wiele uroku.
2011/10/17 07:55:54
Ja nie odróżniam prac na szydełku i na drutach, ale chusta jest świetna w pięknym kolorze. i jeszcze porcięta masz bardzo ciekawe. Ładny byłby z nich papier do oklejania a z tymi butami po prostu super zestaw. Oryginalnie i sportowo.
2011/10/17 20:33:54
piękna chusta -pozdrawiam
2011/10/18 09:25:13
Antonino, ja też bardzo lubię chusty dziergane na drutach, ale te szydełkowane mają jeszcze tę zaletę, że jednak szybciej ich przybywa w robocie;)

Kraszynko, rozbawiłaś mnie niemal do łez... Nigdy nie spojrzałam na swoje porcięta z tej strony, naprawdę, prawdziwa z Ciebie dekupażowa pasjonatka! Ale masz rację, wzór jest idealny do dekupażu:)

Eve-jank, bardzo mi miło, dziękuję:)


wtorek, 31 maja 2011

Dziwny był ten maj

Dziś wreszcie usiadłam przed komputerem, żeby poukładać sobie ostatnio zrobione zdjęcia. Trochę mi się ich uzbierało. Między innymi sesja fotograficzna dzierganej chusty - planowany temat przewodni dzisiejszego wpisu. Jednak wspominając sobie mijający właśnie miesiąc pomyślałam, że był on na tyle wyjątkowy, że warto napisać coś więcej na ten temat. O chuście będzie więc tylko przy okazji.

To o marcu i kwietniu mówi się, że jak w garncu, i że przeplata (trochę zimy, trochę lata). Tymczasem najbardziej pokręconym miesiącem tegorocznej wiosny był właśnie maj.

Rozpoczął się bardzo zimowo. Wprawdzie u nas padał tylko zimny deszcz, ale za to na Dolnym Śląsku była regularna śnieżyca i mróz. Oj, nie udał się niektórym długi weekend, niestety:


(Zdjęcia pochodzą z fotoreportażu na Onecie).

Podobno majowe opady śniegu zdarzały się już w przeszłości. Moja mama wspominała, że w roku 1984 z powodu śnieżycy odwołany został nawet pochód pierwszomajowy. Jakoś nie udało mi się zapamiętać tego wydarzenia. Dziwne. Tak całkiem wolny 1 Maj, a ja tego nie pamiętam... Chodziłam do czwartej klasy szkoły podstawowej i zafascynowana byłam historiami o Panu Samochodziku. Pewnie się zaczytałam;).

Potem było chłodno-wiosennie. W sam raz na sesję zdjęciową mojej dzierganej chusty:


Prawdę mówiąc to żałowałam, że na ten spacer nie wzięłam żadnej kurtki. Podkoszulek i dwa cienkie sweterki nie dawały tego dnia odpowiedniej ochrony przed zimnym i porywistym wiatrem. Ale przynajmniej było sucho. Przynajmniej do końca spaceru. Potem lunęło jak z cebra.


Model z Dropsa - przerabiałam włóczką Classic (Inter-Fox) i drutami nr 3,5. Zużyłam nieco ponad 100 g.

Koniec maja to już prawdziwe lato. To niesamowite, w ciągu trzydziestu dni przedreptaliśmy od kozaków do sandałów! Dziś jest 30 stopni ciepła, ptaszki ćwierkają i bzyczą pszczółki, a moja skóra nerwowo reaguje na żar lejący się z nieba.

I znów obrodziła czereśnia:


Może by tak coś upiec...? Czereśnie w cieście... to brzmi bardzo apetycznie:). Może wymyślę coś w weekend (o ile do tego czasu szpaki nie zdążą oskubać z owoców całego drzewa).


Komentarze
2011/06/03 22:21:18
Bardzo fajne wspomnienia. Jak to człowiek szybko zapomina i nawet nie pamiętam czy w mazowieckim padał śnieg w maju i aż mnie to przeraża bilobil się kłania. Masz piękny ogród no i te czereśnie - gdybym miała drzewo czereśni, to bym pękła, bo tak lubię, że jem aż skończę.
Chusta Ci wyszła pięknie a całościowo prezentujesz się bardzo ciekawie, bo masz ciemną karnację i to są świetne kolory dla Ciebie. Fajnie tak coś wydłubać co się chce i w jakim się chce kolorze. Super.
Grażyna
2011/06/04 09:29:20
A wiesz, że ja już prawie zapomniałam o tym śniegu :) A był, faktycznie i to zupełnie znienacka :) Ach, jak Ci tych czereśni zazdroszczę ;D
2011/06/05 17:27:21
Sama nie wiem dlaczego, ale lubię pamiętać o takich szczegółach:)
Kiedyś opowiadając wnukom historie, będę mogła jedną z nich zacząć słowami: "To wydarzyło się tego maja, gdy niespodziewanie, ledwo rozkwitające kwiatowe pączki pokryły się gęstym i zimnym śniegiem. Potężna zamieć śnieżna miotała drobnymi figurkami ludzi przemieszczających się w pośpiechu do pracy i szkoły, bezskutecznie próbujących osłonić się przed wciskającymi się do ich niedowierzających oczu mokrymi płatkami śniegu...." :).

No a tegoroczne czereśnie to właściwie przeszły już do słodkiej historii;).

niedziela, 23 stycznia 2011

Czerwony

Nie powiem, że lubię ten kolor. Owszem, podoba mi się - jest ciepły i pełen energii, ale... trochę mnie przeraża, bo jest też wyzywający i chyba nieco bezczelny. Nie jestem pewna, czy do mnie pasuje. Niewiele mam w swojej szafie ubrań w tym kolorze, a te, które mam rzadko noszę. Za to moja córka kocha czerwień. To ona najczęściej użytkuje moje czerwone rzeczy. Ostatnio poprosiła mnie o coś na szyję w tym kolorze. Kupiłam więc cały jeden motek udającej moher Sasanki i wymyśliłam, że zrobię chustę. Wykorzystałam model z Sandry 11/2010, który nieco zmodyfikowałam. Przerabiałam drutami nr 5.

Już w trakcie roboty pomyślałam, że chyba jednak spróbuję zaprzyjaźnić się z czerwonym, a gdy skończyłam i przymierzyłam gotowy wyrób, no to wiedziałam już, że chusta służyć będzie i córce i mamie:).


Z motka została mi odrobina włóczki, więc od razu przerobiłam ją w taki oto naszyjnik wg własnego pomysłu:


Naszyjnik, to sznurek przerabiany z pięciu oczek, na którego końcach przyszyłam kwiatki. Środkowy kwiatek, to broszka.


Komentarze
2011/01/24 20:14:05
Ten szaro-czerwony zestaw z naszyjnikiem, to jak dla mnie rewelacja :) Wyglądasz po prostu niesamowicie ! I masz świetne pomysły, niby tylko sznureczek i kwiatek, dwa kolory w całości, a jaki efekt :)
2011/01/24 21:24:02
Dziękuję:)
2011/01/26 12:43:13
A ja ciągle nie mogę przysiąść i poczytać dokładnie Twoje wpisy i dodać swoje 3 grosze;)
Dzisiaj też wpadłam na chwilkę, żeby Ci powiedzieć, że czerwony to jest absolutnie Twój kolor!!!! To zestawienie z szarym jest genialne, tak samo będzie z czarnym:)
Nikomu nie jest lepiej w czerwonym niż rasowej brunetce, więc dziergaj więcej z czerwonego i noś!!! Ten kolor przyciąga uwagę i dlatego wymaga pewnej odwagi, ale Ty ją masz, choć może nie całkiem w to wierzysz;)
Pozdrawiam, jesteś zdolniacha niedoceniania przez samą siebie!
2011/01/26 15:51:34
Dzięki, sowo_nie_sowo !
Może z odwagą nie jest u mnie źle, ale nie lubię zwracać na siebie uwagi, wolę tak trochę bardziej w cieniu...
2011/01/27 15:51:17
Czyli taka odważna myszka;P

Oglądnęłam wszystkie Twoje wydziergane cuda i jestem pełna podziwu:)
I jak Ty możesz powiedzieć o sobie, że "Ze mnie nie wyrosło nic wielkiego" (cytat z jednego z Twoich wpisów)??????? Chyba należałoby Cię przełożyć przez kolano za wypisywanie takich głupot;)
Powiem tak: wszelkie dzianiny nie są w moim stylu (ale ludzie się zmieniają, więc kto wie...), ale bardzo mi się podobają na kimś, zwłaszcza jeśli ten ktoś umie je nosić, a jak umie je w dodatku samodzielnie stworzyć, to się po prostu zachwycam. I tak jest w stosunku do Ciebie i Twoich (nie wiem jak je nazwać) "dzierganek":)
Wyglądasz extra, widać, że to Twój naturalny styl, w dodatku świetna z Ciebie modelka:)
I podoba mi się, że Twój blog nie jest monotematyczny:)
Masz we mnie stałą czytaczkę:)
2011/01/28 08:33:16
Naprawdę przyjemnie jest zobaczyć siebie Twoimi oczami.
I cieszę się, że zagościsz u mnie na stałe:)