Kończy się lipiec, już czuję na plecach przygnębiający oddech zbliżającej się pory zimna i ogarnia mnie panika, że jesień dogoni mnie zanim zdążę naładować się latem do pełna, nasycić ciepłem po rąbek i napchać słońcem po dziurki w nosie. Im mniej lata zostało, tym bardziej mam poczucie, że go marnuję, że mi przecieka przez palce i ucieka na bezsensownych zajęciach, że minie, a ja zostanę z poczuciem straty.
Dlatego ten weekend miał być inny.
Znaczy, weekend zawsze jest inny w porównaniu z pracującymi dniami tygodnia. Ta inność polega zwykle na tym, że nie trzeba się zrywać na budzik o świcie, można pospać dłużej, czasem dużo dłużej, bo nie ma obowiązku, można robić cokolwiek, a nawet NIC nie robić... I to też jest fajne. Głównie w trakcie, gdy się dzieje. A potem przychodzi poczucie zmarnowanego czasu i właśnie niewykorzystania możliwości, jakie daje pogoda. Takie na przykład letnie poranki. To zwykle najpiękniejsze chwile z całego dnia. Powietrze jest spokojne po nocy, rześkie, na ulicach cisza, śpiewają ptaki, a słońce odbija się w rosie i malowniczo podświetla wszystkie misternie wyplecione pajęczyny na łąkach:-). Cudo!
Postanowiliśmy więcej nie marnować weekendowych poranków. Wstaliśmy rano, jak do pracy, tylko zamiast do pracy wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy...
W sobotę zrobiliśmy 48 km i zajęło nam to 3 godziny. Pod koniec odczuwałam już presję czasu - chciałam wrócić do domu na 10, bo miałam jeszcze sprzątnie, a po południu spotkanie dziewiarek w Rzeszowie. Sobota była bardzo krótka, ale bogata jak mało która. Na pewno nie zmarnowana:-).
W niedzielę planowaliśmy całodzienny wypad do Baranowa Sandomierskiego, ale pogoda pokrzyżowała nam plany - prognozy były bardzo niepokojąco burzowe, więc znów zrobiliśmy sobie tylko rowerowy poranek - 51,5 km, 3,5 godziny. Mogliśmy zrobić więcej, bo tym razem czas nas nie gonił i nie byliśmy zmęczeni, ale po godzinie 9 zaczęło się już robić gorąco, a po 10 słońce już tak paliło, że jazda była niemożliwa i wróciliśmy do domu. Teraz tak sobie myślę, że zamiast o 7 powinniśmy wyjeżdżać o 6 rano:-).
McDonald jest wszędzie... Piękne mamy tereny do jazdy rowerem, ale wrażenia estetyczne psują pobocza usłane śmieciami... Dlaczego ludzie wzdłuż ulic wyrzucają swoje śmieci??? Nie mogę tego zrozumieć.

























