niedziela, 13 stycznia 2019

Cztery czapki

.... z powierzonej wełny zrobiłam na prośbę koleżanki. To stuprocentowa surówka. Dzierganie z takiego materiału to perwersyjna przyjemność;-). Ale bardzo jestem zadowolona z efektu. Wyglądają naprawdę ładnie, choć w dotyku są bardzo nieprzyjemne, szczególnie ta w jasnym kolorze. Na szczęście na owłosionej skórze głowy, czapki nie są aż tak drapiące, jakby się wydawało:-).






U nas już drugi tydzień prawdziwej zimy. Po wczorajszym lekkim ociepleniu dziś znów chłodniej i wciąż pada śnieg. Ładnie jest, to na pewno. I zdjęcia dobrze wychodzą... A ja obiecałam, że nie będę narzekać, więc nie powiem nic więcej;-).

środa, 9 stycznia 2019

Sweterek Milki

Wykorzystałam do niego motki kupione kiedyś z jakąś gazetą kolekcjonerską. Pierwsze numery jak zwykle były dość tanie, a ja jak zwykle nie potrafiłam się oprzeć kolorowym kłębkom. Długo nie wiedziałam do czego je wykorzystać, bo były naprawdę skromne, ledwo 25g/50m, a miałam ich tylko 5 szt... Mogłam coś dla Florka, ale to z wełną, więc obawiałam się, że może drapać. No to padło na sweterek dla Milki. W trakcie pracy uznałam, że 125 g może być jednak za mało, więc dla pogrubienia dołożyłam nitkę Gucia (Opus) i wyszedł naprawdę przyjemny dla oka melanżyk. A Milka w tych kolorach, na dodatek na śniegu, wygląda obłędnie:-).







To był już czwarty sweterek, który Milce zrobiłam i moim zdaniem najlepszy ze wszystkich:-) Wcześniejsze wyglądały tak:




Każdy kolejny robiłam dłuższy, żeby jak najlepiej ją okryć i z każdego kolejnego byłam bardziej zadowolona. Mam nadzieję, że Milka też. I że ją nie gryzie ten najnowszy. Bo ona jest naprawdę wyjątkowo delikatna, mówimy o niej "laleczka z chińskiej porcelany". Sweterek na pewno ją grzeje, ale w stópki zimno i widać, że spacer w zimie to dla niej bardzo średnia przyjemność, wystarczy, że chwilę pobiega i zaraz ciągnie do domu unosząc łapki, jakby ją podłoże paliło. A w bucikach absolutnie chodzić nie chce.

Oby do wiosny Milka! Ja zimą czuję się dokładnie tak samo...

sobota, 5 stycznia 2019

Sweter w sam raz na zimę

Już tylko weekend dzieli mnie od powrotu do codzienności. I spadł śnieg. Mamy prawdziwą zimę. Tym mi trudniej... Naprawdę zima byłaby całkiem do zniesienia, gdybym nie musiała wychodzić z domu. A w poniedziałek już będę musiała. Przyoblec się w warstwy, by zatrzymać jak najwięcej ciepła, wsiąść w auto i przeprawić się przez zaspy i lód do pracy... Dobrze przynajmniej, że mam blisko:-). To tylko dwa miesiące. Przetrwam jakoś...

A tymczasem chciałam się z Wami podzielić sweterkiem zrobionym z włóczki chyba starszej ode mnie (o ile dobrze odczytuję banderolę). Dostałam ją (20 motków!) od cioci, która wygrzebała paczki z czeluści swojego strychu. U mnie też swoje odleżały, bo zniechęcała mnie zawartość wełny, wydawała się gryząca... Ale ich obecność stale mnie swędziała, a w myślach powoli zaczął pojawiać się pomysł na sweter, który zrealizowałam wreszcie w czasie świątecznej przerwy.






Zdjęcia zrobiłam na polach za domem, w roli modelki - Dominika. Ja od dwóch tygodni ubieram się tylko w przytulny dres/pidżamę i dziś też nie chciało mi się robić wyjątku, i oporządzać do zdjęć. W takich chwilach jestem szczególnie wdzięczna, że mam Dominikę;-). A podczas sesji towarzyszyła nam Milka, również w nowym sweterku, o którym więcej będzie innym razem, bo teraz pod śniegiem i tak niewiele widać;-).


W skład zestawu wchodzi sweter, czapka i szal baktus. Dzianina wyszła zaskakująco miękka i puszysta, ani trochę nie gryzie, nawet mnie, nawet na gołą skórę. Przerabiałam w częściach, od dołu, przód i tył połączyłam robiąc karczek - w każdym rzędzie zamykałam po 2 oczka z każdej strony.

Dane techniczne:
Włóczka: Napoly - 50% wełna, 50% akryl - 325m/50g - 8 motków
Elian Nicky - 100% akryl - 152m/50g - 8 motków
Przerabiałam 2 nitki Napoly + 1 nitka Nicky drutami nr 7.

piątek, 21 grudnia 2018

Dzyń dzyń dzyń

... idą święta, których co prawda nie celebruję tradycyjnie, ale bardzo lubię ten czas. Bo jest wolny, spokojny i można robić co się chce (o ile, rzecz jasna, nie wydarzy się nic niespodziewanego...), kojarzy mi się z ciepłem, miękkością i słodyczą - pełen relaks. Najbardziej lubię relaksować się na poddaszu, z robótką, oglądając stare filmy. Mam parę ulubionych tytułów, które lubię oglądać właśnie w święta, bo mają jakąś taką niewytłumaczalną zdolność do podkręcania tej beztroskiej i szczęśliwej atmosfery, bez względu na gatunek:-). Kolejność całkowicie przypadkowa:

1. "Szklana pułapka", część I i II


Nie wiem na ile jest to zasługa samego filmu, a na ile telewizji, która od wielu lat serwuje go właśnie w święta... Tak czy inaczej - bez Johna McClane'a nie wyobrażam sobie wigilijnego wieczoru:-). Fabuły chyba nie trzeba przypominać, prawdopodobnie nie ma takiej możliwości, by ktokolwiek powyżej 16-go roku życia nie znał tego filmu;-).

2. "Długi pocałunek na dobranoc"


Z pewnością nie jest to baśniowa opowieść o magii świąt, ale z pewnością jest w tym filmie coś magicznego - zwykła mamuśka, nauczycielka z lokalnej szkoły, okazuje się niezwykłą zabójczynią, której pamięć wraca w samą porę, by rozprawić się z bandą złoczyńców, którzy akurat w święta postanowili wysadzić w powietrze całe miasteczko. Dobro i miłość zawsze wygrywa:-). Do tego fantastyczna Geena Davis w duecie z Samuelem L. Jacksonem, błyskotliwe i pełne humoru dialogi... Uwielbiam ten film. Coś jak Szklana pułapka w kobiecym wydaniu:-)

3. "Holiday"


To taka ciepła, pozytywna i optymistyczna, a jednocześnie wcale nie przesłodzona opowieść, z fajnymi aktorami, w pięknych sceneriach. Chętnie oglądam o każdej porze, ale w święta smakuje wyjątkowo!

4. "To właśnie miłość"


Klasyka świątecznej komedii romantycznej; wszystko, co powstało potem, nosi większe lub mniejsze ślady inspiracji, co mnie osobiście dość irytuje, szczególnie w polskich filmach - te osławione Listy do M. - obejrzałam tylko raz i uważam, że to tak bezczelna zżynka z To właśnie miłość (nawet plakat jest niemal identyczny!), że nie da się tego oglądać. Zresztą - po co oglądać podróbki, gdy ma się doskonały oryginał????

5. "Rodzinny dom wariatów"


Wspaniała rodzinna historia, o wielu smakach - rozbawia, wzrusza, daje do myślenia... Film doskonale wyważony, zapewnia idealną równowagę pomiędzy komedią, a dramatem. Do tego gwiazdorska obsada. Ogląda się z największą przyjemnością!

6. "Nieoczekiwana zmiana miejsc"


Jedna z najlepszych komedii, jakie znam, od lat niezmiennie bawi mnie do łez:-). Ta scena, gdy bohater grany przez Aykroyda, w największej desperacji, przebrany za Mikołaja, kradnie jedzenie z przyjęcia, a potem w autobusie wyjmuje zza pazuchy połać mięsa i odgryza razem z włosami ze sztucznej brody... Mistrzowskie obrzydlistwo!

7. "Family man"


Bo uwielbiam alternatywne biegi zdarzeń! Co by było gdyby... To temat wielu filmów i mogłabym zrobić osobny ranking z tym motywem, i może nawet zrobię, bo mam kilka swoich ulubionych. typów, ale wracając do Family Man - alternatywna rzeczywistość w tym filmie mówi, że chromowane, szklane, lśniące czystością i bogate warunki, choć prestiżowe i dające satysfakcję, nie są tak przyjemne i ciepłe, jak te niedoskonałe, nieprzewidywalne, pełne hałasu i bałaganu, z nudną domową rutyną i rozwrzeszczanymi, ale jakże słodkimi bachorkami:-). A poza tym, to dla samej Tea Leoni warto ten film obejrzeć:-).

8. "Dziennik Bridget Jones"


Oj ta Bridget... mam z nią kłopot... Denerwuje mnie ten film, bo jest oparty na najbardziej prostackich stereotypach. Denerwuje mnie głupota bohaterki. Ale jednocześnie szczerze mnie bawi i naprawdę ją lubię. Święta bez Bridget Jones z pewnością nie byłyby aż tak zabawne:-).

Są jeszcze nieśmiertelne Keviny, "Cztery gwiazdki", "Za jakie grzechy" i różne filmy z Mikołajem w tytule, ale to już nie moja bajka... Znalazłam natomiast kilka nowych tytułów do sprawdzenia... jak mi się spodobają, to dołączą do mojej kolekcji ulubionych świątecznych filmów na kolejne lata:-).

Niezależnie od tego, jak wyglądają Wasze ulubione święta, życzę Wam, by dane Wam było spędzić je dokładnie tak, jak lubicie:-).

Wszystkiego najlepszego!