Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapki/szaliczki/rękawiczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapki/szaliczki/rękawiczki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2025

Dokończyłam

... ubiegłorocznego UFO-ka oraz książkę "Traumaland". Na tyle tylko starczyło mi stycznia. Pozostałe plany (o których pisałam TUTAJ), przechodzą zatem na luty...

Z nieplanowanych zaś rzeczy: wczoraj zrobiłam sobie czapkę:-). Sprułam jedną, której nie nosiłam, żeby nie zwiększać już stanu czapek, bo i tak ledwo mi się mieszczą w szufladzie.

Czapka powstała z grubej, fantazyjnej włóczki odzyskanej już dawno, po spruciu TEJ sukienki. To ta sama włóczka, z której zrobiłam tę spódnicę - nadal ją mam i zakładam od czasu do czasu, ciesząc się, że wciąż pasuje. Na tym właśnie polega wyższość rzeczy dzianinowych nad szytymi: dzianina dopasowuje się do sylwetki. W dzianinie nigdy nie jest mi ciasno:-)






Skończonego UFO-ka, czyli sweter w biało-szarościach wyobrażam sobie w śnieżnych klimatach więc ze zdjęciami poczekam na śnieg. Może się jeszcze doczekam... O przeczytanej książce może też opowiem innym razem, bo to była dobra lektura. Mimo początkowych trudności emocjonalnych, jakie we mnie wywoływała, kończy się zaskakująco optymistycznie:-). A tymczasem zastanawiam się, co teraz wziąć na druty. Pomysły mam trzy:

1. Czarny sweter, coś w tym stylu (zdjęcie z Pinteresta, nie ma do niego strony źródłowej):

... bo mam dwie czarne koszule w białe kropki i przydałby mi się do nich taki krótki czarny sweter.

2. Sweter z odzyskanej włóczki z tych (TU i TU) bezrękawników. Jeszcze ich nie sprułam, ale od jakiegoś czasu bardzo intensywnie mi to siedzi w głowie.


...bo bezrękawników nie noszę, a to jest najmilsza wełna jaką w życiu dotykałam i marzy mi się z niej coś blisko ciała, z lejącym dekoltem i może z rozszerzanymi rękawami... Przerabiałabym zmieniając włóczkę co dwa rzędy, bo z obu mam tylko po 200 g - żeby zrobić sweter muszę je połączyć. Jak myślicie będą dobrze wyglądać razem?

3. Iść za ciosem z szarymi resztkami, bo jeszcze mi ich trochę zostało. Może z okrągłym karczkiem?

To tyle na dziś, dobrego nowego tygodnia:-)

niedziela, 18 lutego 2024

Szaraczek

... z włóczki z odzysku, którą dostałam od koleżanki. Wyglądało mi to na bawełnę z wiskozą i poliamidem, dodałam do niej dwie cieniutkie akrylowe nitki: szarą i ecru, i zrobiłam prosty, codzienny sweterek; pasuje do białego dresu po Dominice (na nią większość jest za krótka i takim szczęśliwym sposobem trafiają do mnie;- sama w życiu bym nie kupiła białego) - idealnie na wycieczkę do lasu w pochmurny niedzielny poranek:-)








Do kompletu dorobiłam sobie czapkę i szalik, w którym dodatkowo wykorzystałam motek popielatej "trawki".

Spokojnej niedzieli i dobrego nowego tygodnia!

poniedziałek, 14 marca 2022

Poprawiłam

Nie lubię, gdy moje dzianiny leżą nieużywane. Jeśli nie używam, bo nie mam kiedy, albo do czego założyć, ale sama dzianina wciąż mi się podoba, to jeszcze jest ok. Trochę szkoda, ale ok, niech leży i czeka na swój czas. Jednak jeśli nie noszę, bo czegoś nie lubię i wiem, że nie polubię, bo z jakiegoś powodu mi nie leży, to świadomość marnotrawstwa materiału i przestrzeni już mnie boli. Dlatego ostatnio miałam fazę na przeróbki i poprawki, czyli uzdatnianie nienoszonych udziergów:

1. Mrożone Jagody. Był jakiś taki zbyt przylegający i gryzł. Sprułam wszystkie wykończenia, następnie rękawy i korpus aż do karczku, dodałam pod pachami po 4 oczka i zrobiłam tak:







2.Sukienka w niebieskościach. Nie jestem pewna, co dokładnie mi w niej nie grało, ale nie grało i już, teraz jest taka:







Żeby dorobić do kompletu czapkę i szyjogrzej sprułam Złodzieja Czasu:-) To jedna z moich starszych robótek, wybitnie udana, przez co dość mocno eksploatowana zarówno przeze mnie, jak i przez Dominikę, a w konsekwencji niemożliwie zmechacona. Prułam po trochu przez cały tydzień, bo takie to było trudne, ale warto było odzyskać tę włóczkę. Przerobiona na nowo nie nosi ani śladu użytkowania:-)

Dół sukienki wykończyłam i-cordem. Obawiałam się, że może się podwijać, ale nawet nie, dobrze się układa. Dekolt to też i-cord.




 

Tak jest - kupiłam sobie manekina. Wreszcie. Żeby sobie ułatwić i nie robić sesji wszystkich swoich udziergów zawsze na sobie:-).

3.Razem robiony w szarościach. Sprułam całkowicie, bo gryzł. Ale skoro i tak gryzł, to poszłam na całość i dodałam nitkę nie mniej gryzącej Nako Angora Granit Sim. I teraz już w ogóle nie da się nosić. Gdyby fason mi pasował, to bym jakoś kombinowała, ale nie pasuje. Wszystko mi tu nie gra, więc w całości pójdzie do sprucia. Mam nadzieję, że uda mi się przerobić na kamizelkę, pomysł już mi świta, ale pozwolę mu jeszcze dojrzeć;-)




Poza tym jest źle. Jest wojna. Bardzo to przeżywam. Tak bardzo, że nie chcę o tym rozmawiać. Je*ać Putina. Sława Ukrainie i ukraińskim Bohaterom! 


środa, 6 stycznia 2021

Zepsułam ją!

Moją eksperymentalną, wyjątkową, piękną spódnicę! Z włóczek z Allegro. Nie było na nich metki, ale jakiś szósty zmysł podpowiadał mi, że to wełna. Ale jeśli wełna, to jakaś wyjątkowo szlachetna, bo miękka, przemiła, w najmniejszym nawet stopniu nie gryząca. Dzianina z niej była po prostu genialna w dotyku. Spódnica po wielu przeróbkach zyskała wreszcie formę, która mi odpowiadała. Uznałam, że jest to jeden z moich najlepszych projektów. Cieszyłam się z niej ogromnie, już sobie wyobrażałam jak będę ją nosić... Ale zanim miało to nastąpić uznałam, że należy ją wyprać, żeby ostatecznie uformować na mokro. Wrzuciłam do pralki razem z innymi swoimi swetrami i... SFILCOWAŁAM :-((((((((

To było już z tydzień temu, ale jeszcze się z tym nie pogodziłam, nadal się nad nią użalam i nadal złoszczę się na swoją głupotę! Bo miałam ją wyprać ręcznie, naprawdę! Ale miałam też do prania tamte swetry i w chwili zamroczenia uznałam, że mogę wrzucić wszystko razem, bo przecież mam w pralce program Pranie ręczne... A poza tym przecież może to wcale nie wełna?.... Teraz mam już niestety pewność - to była WEŁNA. Oczywiście pozostałym swetrom nic nie dolega - akrylu nie da się sfilcować.

Sfilcowaną spódnicę z wielkim bólem założyłam dziś po raz pierwszy. Jest oczywiście mniejsza, niż była, bardziej sztywna. Niezbyt ładnie się układa i jest trochę krzywa... Na pewno jest cieplejsza, ale nie jest to dla mnie dostatecznym pocieszeniem. Włóczka niebieska nie była wełniana, tylko te brązy, więc te fragmenty dziergane brązem i niebieskim nieco ratują całą sytuację, bo brąz z brązem sfilcowane są w pełnym zakresie.






 

Nie wiem jeszcze, czy będę ją nosić ale za bardzo mi szkoda jej i całej mojej pracy, by od razu wyrzucić. Może nie jest tak całkiem stracona? Po prostu dla mnie obecny stan w porównaniu z tym, co było przed praniem wypada totalnie niekorzystnie:-(


 

Z całego koszyka włóczek z Allegro (prócz Puny, jej nie ruszyłam) zrobiłam spódnicę i czapkę dla siebie, oraz dwie czapki i golfik dla Florka. Czapki są podwójne. Czapka w paski i jej wewnętrzna strona powstała w całości z resztek, bardzo jestem z niej zadowolona:-)







 

Zestaw dla Florka jeszcze nie był prany, więc nadal mogę się z niego cieszyć i z tego, jak fajnie Florkowi pasuje:-). Póki nie wyprałam swoich rzeczy byłam szalenie zadowolona z tego, jak ładnie udało mi się wykorzystać włóczkową paletę...


 

Teraz czym prędzej chciałabym zapomnieć o porażce, pilnie potrzebuję jakiegoś pozytywnego wzmocnienia, bo strasznie mnie bolą podcięte skrzydła:-(

A co poza tym w Nowym Roku? Otóż wczoraj moja Mama, wracająca sobie spokojnie ze sklepu chodnikiem, została uderzona przez samochód, który brał udział w drogowej kolizji. Wypadek wyglądał bardzo poważnie, samochód, który uderzył moją Mamę zatrzymał się na ogrodzeniu i betonowym słupie elektrycznym, który został poważnie uszkodzony i wymagał wymiany (przez co cała nasza ulica nie miała prądu aż do wieczora). Gdyby Mama była o jeden krok do przodu mogłaby nie wyjść z tego cało. Gdyby była o krok do tyłu, samochód nawet by jej nie dotknął. Ale była w miejscu, w którym była, więc została uderzona w kolana i odrzucona na bok kilka metrów dalej. Jest poobijana, na razie nie może chodzić, ale jest cała. Szczęście w nieszczęściu.

Florek wczoraj miał operację. Lekarz powiedział, że wada była skomplikowana, więc operacja trudna, ale udało mu się zrobić za jednym podejściem wszystko, co zaplanował i co trzeba było. Po operacji Florek, jako tlenozależny wcześniak z dysplazją, wymagał specjalnej opieki, ale też obyło się bez nieprzewidzianych komplikacji. Teraz trzymać kciuki, żeby się dobrze goiło. Jest już na chodzie, dopisuje mu apetyt i humor. Szczęście w nieszczęściu.

Zawsze mówiłam, że jesteśmy SZCZĘŚCIARZAMI. Choć złe rzeczy nas nie omijają, to jakoś zawsze wychodzimy z nich obronną ręką. Czego i Wam życzę z całego serca.


poniedziałek, 30 listopada 2020

Sprzątaczka

Próbowałam wymyślić jakąś wyrafinowaną nazwę dla tej sukienki, na przykład Pomiędzy Purpurą a Brzegiem Fioletu, albo Purpurowe Spektrum, albo Violet-Vine... ale nic mi nie pasowało tak dobrze jak pospolita Sprzątaczka:-). Ten projekt z wyjątkową skutecznością wysprzątał mi całe mnóstwo motków i motkowych resztek. Napracowałam się, żeby w podsumowaniu je wszystkie wymienić;-).

Szal i czapka to prace sprzed 5 lat, wydziergałam na zamówienie Dominiki, jej już dawno się znudziło, za to ja właśnie odkrywam na nowo;-). Premierowa prezentacja TUTAJ

Zdjęcia są z ubiegłego tygodnia, gdy  rządziła jeszcze słoneczna jesień. Od wczoraj mamy zimową ponurą pluchę, więc oczywiście nawet nosa nie wyściubię ze swojego przytulnego poddasza, zwłaszcza, że w tym tygodniu wypadła mi praca zdalna:-)









Sukienkę dziergałam tym razem od dołu, ale również bezszwowo. Oczka ramion połączyłam szydełkiem, a potem półgolf robiłam znów na okrągło. Oczka na rękawy nabrałam od góry wokół zostawionych otworów. Druty 6 mm, tylko paski ściegiem francuskim - 5,5 mm.

Wykorzystane włóczki:


 

Klasik (Elian) - 125m/50g - 100% akryl - wykorzystane do zera:

2 motki fioletowe, 2 motki śliwkowe, 3 motki jasny fiolet;

Tiftik (Opus) - 270m/100g. - 95% akryl, 5% mohair - w kolorze bordo, w ilości nieznanej (jeszcze mi zostało);

Phil Light (Phildar) - 287m/50g - 53% aryl, 29% poliamid, 18% wełna - w kolorze ciemne bordo, w ilości nieznanej (jeszcze zostało);

Gucio (Opus) - 560m/100g - 100% akryl: resztki w kolorze fioletowym i jasnofioletowym, wykorzystane do zera;

Angora Gold (Alize) - 550m/100g - 80% akryl, 10% mohair, 10% wełna - 1 motek w kolorze fioletowym, wykorzystany do zera;

Anonim z Allegro - cienki (typuję, że jakieś 500-600 m/100g) fioletowy, wykorzystałam chyba więcej jak pół motka;

Burgundowy Anonim od Lenarda - w ilości nieznanej, jeszcze zostało;

Baby (Red Heart) - 190m/50g - 100% akryl - niecały motek w kolorze fioletowym, jeszcze mi zostało.

Ufff. To była duża rzecz! Ale robiło się w sumie dość szybko i sprawnie. Nawet mimo kilku podejść do wykończenia dekoltu i rękawów. Jestem zadowolona z efektu:-)