A więc mamy to - prawnie obowiązujący zakaz aborcji. Kobiety w ciąży przestały być w Polsce podmiotem praw obywatelskich. Stały się przedmiotem - inkubatorem, albo trumną, na dziecko poczęte. "Ciężkie schorzenia płodu nie naruszają dobrostanu kobiety". No bo czy można naruszyć dobrostan wylęgarki??? Śmieszne! To jak "zgwałcić prostytutkę" - niemożliwe, he, he, he.
Episkopat polski właśnie rozpoczął nowy etap ewangelizacji - ewangelizację prawem. Co dalej? Zakaz antykoncepcji? Zakaz rozwodów? Kamienowanie za cudzołóstwo? Niemożliwe? No to czytajcie:
"Czujesz się zagubiona, zagubiony w tym, co się dzieje z naszą rzeczywistością? Zaskakuje cię to, jak bardzo się upodabnia do świata „podręcznych” z powieści Margaret Atwood? Masz rację, od kilku lat dzieje się coś bez precedensu. Czytasz wiadomości z Polski, Argentyny, ze Stanów Zjednoczonych czy Włoch i widzisz te same średniowieczne pomysły, krążące niebezpiecznie szybko po całym globie. Ktoś chce ci odebrać prawo do decydowania o intymności, o twoim ciele, o tym, jak kochać i kogo, i w ogóle jak żyć.
Ta książka opowiada o źródłach tego ciemnego, fundamentalistycznego nurtu, śledzi, kto za nim stoi. Klementyna Suchanow, autorka m.in. głośnej biografii Witolda Gombrowicza, dowodzi, że tu nic nie dzieje się przypadkiem, a kobiece ciała stały się dziś przedmiotem wielkiej politycznej rozgrywki o losy świata. Równolegle „To jest wojna” opowiada historię międzynarodowego buntu kobiet. To pisany na gorąco dziennik protestów, najnowsza historia feminizmu, który narodził się na nowo w Czarny Poniedziałek 3 października 2016, kiedy Polki, przerażone pomysłem karania za aborcję, wyszły na deszczowe ulice, by walczyć o swoje prawa. A potem szybko okazało się, że muszą tak naprawdę walczyć o wszystko."
Skończyłam czytać akurat kilka dni temu. Jestem porażona skalą tej średniowiecznej rewolucji. Zanim zdążyły opaść emocje z lektury... BUCH! - trybunał uzasadnił, a rząd opublikował wyrok na kobiety. Chce mi się krzyczeć. Mogłabym to zrobić na rzeszowskim proteście, który ma się zacząć lada chwila. Ale nie pojadę. Zwyczajnie się boję. Kto będzie jeździł z moją Mamą po lekarzach jak mi się coś stanie. Kto będzie ze mną jeździł??? No więc krzyczę w Internecie, na grupach na FB, na blogu... Jestem odurzona emocjami, wściekłością, lękiem, odrazą wobec tych wszystkich fanatyków religijnych, lub pospolitych oportunistów, albo tylko "pożytecznych idiotów", którzy być może naprawdę wierzą, że bronią "wartości chrześcijańskich", a w rzeczywistości działają na szkodę własnego kraju i wszystkich jego obywateli. I są z tego dumni! I sama nie wiem, co gorsze - czy że robią to nieświadomie, ale jednak w dobrej wierze, czy cynicznie i z wyrachowania dla osiągnięcia swoich doraźnych politycznych celów. Jedne i drugie motywy prowadzą bowiem do takiej samej katastrofy.
W książce Suchanow przytacza słowa Chorwackiej aktywistki: "Ci ludzie rozwalają społeczeństwo. Próbując wprowadzić ideologię porządku naturalnego, który dany został rzekomo przez Boga, niszczą poczucie wspólnoty. To jest bardzo niebezpieczne. Nie pozostawiają miejsca na żadne negocjacje. To jest totalitarny koncept społeczeństwa. Demonizują kolejne grupy społeczne, uchodźców, homoseksualistów, feministki, dziennikarzy, transseksualistów. Nie wiesz, kto będzie następny. Dlatego musimy stawiać opór, musimy walczyć, musimy rozmontowywać ich kłamstwa. Wojna dzisiaj, to wojna informacyjna, nie będzie w niej bomb."
I dalej: "Gdy pracujesz na rzecz pokoju, musisz znaleźć jakiś wspólny punkt, który łączy ludzi po obydwu stronach frontu. Ale ja zdehumanizowałam fundamentalistów. Nie mam ochoty widzieć w nich ludzi. Widzę już tylko wroga, nie człowieka. Również dlatego mówię, że to jest wojna. (..) To jest dla mnie bardzo trudne, ale nie potrafię ich szanować. (...) Wojna to stan umysłu. Czujesz, że musisz kogoś unicestwić, albo musisz się bronić".
I dokładnie to dziś czuję.








