Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roślinki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roślinki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2015

Zasiała babka

.... warzywa w skrzynkach,
chodzi tych skrzynek doglądać co dzień.


Kiełkuje czosnek, wzeszła rzodkiewka,
szpinak już widać i prawie zaraz będzie botwina!
I szczawik młody też się wychylił:


Pierwszy raz siałam. Radość nie z tej ziemi, gdy z ziemi wyrasta zielone!
Tylko szczypiorki i cebule znaku nie dają, że rosną. Dziś minął tydzień od siewu. Jeszcze nie tracę nadziei.

Mam też sadzonki. Mniej satysfakcjonujące, ale też cieszą, że rosną:




Wszystko to, zgodnie z planem, ma składać się na mój balkonowy ekowarzywnik. Ale jeszcze nie prędko zostanę bohaterką balkonu - chwilowo balkon musi poczekać, bo dostałam pilne zlecenie na kocyk i od czwartku nie odrywam się od szydełka. I drutów. Ale drutowe spułam. Zostaję przy szydełku;-)

wtorek, 30 lipca 2013

Sukulenty i szydełkowa osłonka

Sympatią do sukulentów zaraziła mnie Agnieszka od Klamotów. To rzeczywiście roślinki idealne dla mnie! Nieskomplikowane i niewymagające, a jednocześnie niezmiernie efektowne, występujące w przedziwnych formach i ciekawym ubarwieniu. Prawdziwe cuda natury.

Pierwszy zestaw kupiłam dwa miesiące temu, na południowo-zachodni parapet sypialni. Roślinki wspaniale się przyjęły, a upały i palące przez okno słońce najwyraźniej im służą, bo przez ten krótki czas pojawiło się sporo nowych przyrostów, z których jestem przeogromnie dumna:)


Następne były, kupione przypadkiem na targu, rośliny na skalniaki. Jako doniczki wykorzystałam swoje stare, ręcznie malowane puszki (pokazywałam je TUTAJ). Nie nadawały się dla kwiatów kwitnących, ale w przypadku ogrodowych sukulentów się sprawdzają - roślinki dobrze w nich rosną, wypuszczają nowe pędy, a nawet kwitną:)


Różowo-fioletowe puszki fajnie wkomponowały się w wystrój pokoju Dominiki, a ja cieszę się, że wreszcie mogłam je do czegoś wykorzystać, bo strasznie mi było szkoda, że przez tyle czasu leżały zupełnie do niczego i nikomu niepotrzebne....


W ubiegły piątek natomiast, była wyprzedaż sukulentów w sklepie na naszej ulicy. I choć nie mam już wolnego ani nawet skrawka parapetu, to i tak się skusiłam i kupiłam kilka sadzonek. Miałam je od razu przesadzić do doniczek, ale znalazłam w garażu fantastyczne, płaskie, wiaderko plastikowe, po jakiejś zaprawie. Wystarczyło je tylko umyć i wydziergać, maskujący urazy, kubraczek. 

Pracowałam szydełkiem cały weekend, żeby wczoraj móc wreszcie zasadzić roślinki w nowym miejscu:


Włóczka ze starych zasobów, nie mam pojęcia co to. W robocie dość niewygodna, bo sztywna i ostra, ale na tego rodzaju osłonki - idealna.


Motyw dekoracyjny ze sznurka i plastikowych koralików.


Miejscówka na komodzie może nie jest tak pierwszorzędna, jak na słonecznym parapecie, ale mam nadzieję, że to roślinkom wystarczy i również się dobrze przyjmą.

A do osobnych doniczek trafiły jeszcze te egzemplarze:


Nie mają swoich stałych miejsc... Tymczasowo ustawiłam je gdziekolwiek, żeby tylko miały dostęp do światła i zobaczę, jak się będą rozwijać...

sobota, 15 września 2012

Roślinne filozofie

Ubiegłej jesieni zadziwił mnie kwitnący w październiku bez. W tym roku stała się rzecz jeszcze bardziej wyjątkowa. 

Zakwitła czereśnia!

No nie tak spektakularnie, jak robi to wiosną, tym niemniej jednak, na gołych, umęczonych gałązkach, całkiem wyraźnie dostrzec można biało-różowe kwiatuszki. Jakby na przekór porządkowi świata, na przekór inwazji mszyc, które w tym roku zaatakowały z taką siłą, że zeżarły niemal wszystkie liście, a później nie pozwoliły dojrzeć owocom, drzewo daje znać, że żyje. Nieśmiałymi, wątłymi i rachitycznymi, jesiennymi kwiatkami pokazuje, że się nie poddaje, że walczy o przetrwanie w tym nieprzyjaznym świecie...


Wiem, wiem, personalizuję... Ale jak tu się oprzeć takim skojarzeniom? Wola przetrwania u istot żywych zawsze mnie fascynowała. Niesamowite zjawisko. Budzi podziw i szacunek. I wzrusza ogromnie. Szczególnie, gdy dotyczy roślin, które przecież zupełnie bezrozumnie wykształciły w sobie mechanizmy służące przetrwaniu. Niektóre (np. te pustynne) mają kolce, by zwierzęta nie mogły dostać się do wody w ich łodygach. Inne potrafią wspinać się po drzewach, by dostać się bliżej światła. Są takie, które rosną w koronach wysokich drzew, a ich korzenie są tak zbudowane, że pochłaniają wilgoć z otoczenia. Potrafią przetrwać w najgorszych nawet warunkach atmosferycznych - w syberyjskich mrozach i w ukropie amerykańskiej Doliny Śmierci... I wystarczy tylko parę dni sprzyjających warunków, by zakwitły, wydały na świat owoce i nasionka... Zdają się być martwe, a w jednej chwili potrafią ożyć...

Jak mój ubiegłoroczny wrzos, na przykład. Przetrwał całą jesień i zimę na parapecie w skrzynkach, a większość tego czasu w stanie, wydawałoby się, całkowicie zasuszonym. Na wiosnę, zgodnie ze wskazówkami pani z kwiaciarni, nie spodziewając się jednak niczego, wysadziłam go do ogrodu. Całe cztery, suche sadzonki... Nie wiedzieć czemu, strasznie spasowały nornicom - cholery ryły w ich okolicy bez opamiętania. Dwie sadzonki uschły razem z korzeniem, ale dwie pozostałe, które dawały jeszcze słabiutkie oznaki życia, włożyła mama do donicy, gdzie, na powietrzu i w otoczeniu innych kwiatów, spędziły całe, gorące lato. I nagle patrzę, a te suche łodyżki zaczynają się zielenić! Niedługo później pojawiły się też różowe kwiatuszki. Wrzos ożył! Zgodnie ze swoim odwiecznym cyklem - we wrześniu:)


Albo moja sanseweria? Dawno temu, gdy mieszkaliśmy jeszcze kątem u mojej mamy, uznałam, że jest tak mało efektowna, że skazałam ją na wygnanie, do najmniej przyjaznej kwiatom, części mieszkania. Stała sobie w ciemnym przedpokoju, na wysokiej półce, prawie niewidoczna, zapomniana, z rzadka jedynie podlewana wodą...  Spodziewałam się, że zginie (bo jaka roślina przetrwałaby w takich warunkach?), ale nie było mi jej szkoda, bo przecież i tak mi się nie podobała...

Po ponad roku stwierdziłam jednak, że pomimo tego wszystkiego, saseweria radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Ujęła mnie ta jej wytrzymałość i cierpliwość. Roślina wróciła na pokoje, a później przeniosła się z nami do nowego domu. Dostała nową doniczkę i ziemię... I nagle zaczęła się rozmnażać. Lawinowo puszczała z ziemi nowe pędy, z których rosły piękne, smukłe i twarde, zielone liście. I gdy już myślałam, że piękniejsza być nie może, moja saseweria zakwitła. Nawet nie miałam pojęcia, że ta roślina w ogóle kwitnie! Kwiaty wyrosły z każdego pędu - drobne, białe, o tak urzekającym zapachu, że nie mogłam przestać się zachwycać. 

To jest dopiero radość życia! Skazana na nieistnienie przez zapomnienie, pozostawiona samotnie w szarym kącie, przetrwała, a gdy tylko pojawiły się korzystniejsze warunki - rozrosła się i rozkwitła! Jakby chciała powiedzieć, że nie ważne co było, dziś jest nowy, piękny dzień; korzystajmy z tego i cieszmy się życiem! Dajmy światu to, co mamy najlepszego!

Moja sanseweria dzisiaj, wprawdzie bez kwiatów, ale i tak wyraźnie widać, że silna, dumna i piękna:)

No i jak tu nie kochać i nie szanować roślin, kiedy one nie tylko piękne, ale jeszcze takie mądre...

środa, 28 września 2011

Ach, ten wrzos!

A jednak usycha:(

Mimo, że go pielęgnuję, zapewniam warunki, nawet przemawiam pieszczotliwie... Powoli, ale nieubłaganie marnieje, niewdzięcznik jeden. A miało być tak pięknie...
W internecie wyczytałam, że nie jest to szczególnie kłopotliwa roślina - "najlepiej rozwija się na stanowisku słonecznym, ale dobrze też znosi cień" (u mnie stoi na północnym parapecie), "potrzebuje gleby wilgotnej, ale nie mokrej" (podlewam często i od razu odlewam nadmiar wody z podstawki), "wymaga gleby kwaśnej i przepuszczalnej" (kupiłam odpowiednią, a doniczki zaopatrzyłam w drenaż). No więc co jeszcze robię nie tak?

Poszperałam po forach ogrodniczych i okazało się, że nie ja jedna zadaję sobie to pytanie. Szczególnie spodobała mi się ta odpowiedź: "wrzosy to bardzo wolne duchy a wolnością jest dla nich podszycie leśne, słońce i świeże powietrze. Podobnie (wyłączając barbarzyńskie bonsai) nie wyhoduje się w domu drzewa. Są duchy, które dobrze czują się jedynie w lesie i tak za nim tęsknią, że wolą śmierć niż doniczkę".

No i cóż ja - barbarzyńca zniewalający żywe, bądź co bądź, organizmy - wobec tego mogę? Chyba tylko wywieźć je z powrotem do lasu:(

Tak czy inaczej, to chyba ostatnia chwila, by jeszcze raz podjąć próbę (przecież obiecałam, a u mnie słowo droższe pieniędzy) sfotografowania całego "rustykalnego i jesiennego" parapetu, bo niedługo z całego mojego wystroju może zostać już tylko samotne "i";)

I trudno, zdjęcie nie jest idealne, ale najlepsze, że wszystkich, które napstrykałam:


Przy okazji jeszcze odpowiem Agnieszce, której zapytanie (co robi się z wrzosami, gdy już przekwitną) nie wiem jakim sposobem mi ostatnio umknęło. Pani w ogrodniczym powiedziała mi, że można wtedy roślinki wysadzić do ziemi w ogrodzie. Ale można je też zostawić w doniczkach w mieszkaniu i czekać aż w przyszłym roku znów zakwitną. Wrzosy coraz częściej wykorzystuje się do dekoracji balkonów i tarasów. Bez problemu mogą one przezimować na zewnątrz, ale trzeba obłożyć je włókniną i ocieplić donice. Zaznaczam jednak, że moja wiedza w tym zakresie jest czysto teoretyczna, niestety.

* A skrzyneczki z bliska można obejrzeć tutaj.


Komentarze
2011/09/28 19:42:34
Parapet prezentuje się naprawdę pięknie:)
2011/09/28 21:50:31
A dlaczego chcesz je wywieźć do lasu? Przenieś je piętro niżej do ogrodu:)
U mnie w ogrodzie wrzosów sporo i prawie wszystkie dobrze znoszą zimę, choć nic z nimi nie robię.
Zdjęcie Ci wyszło bardzo dobre!
2011/09/30 07:48:43
hergon, dziękuję:).

Sowo, no bo jak to takie wolne duchy, to może w moim ogrodzie też im będzie za ciasno;)
2011/09/30 10:44:30
No proszę, i okazało się, że skrzyneczki są dwie! A mnie się jakoś zdawało, że jedna tylko :) Okno wygląda pięknie, jak najbardziej w nostalgicznym, rustykalnym stylu :)
Dziękuję za odpowiedź na moje pytanie odnośnie wrzosów. Bo jakoś tak żal wyrzucać, gdy przekwitną, prawda? Koniec końców nie wrzosu nie kupiłam, lecz dostałam od mamy w prezencie wrzosiec. Wygląda podobnie i nazwa sugeruje pokrewieństwo, oraz także mi biedak podsycha mimo przepisowej pielęgnacji :(
2011/09/30 21:38:42
Parapet wygląda rewelacyjnie!!! Piękne zestawienie!

Co do wrzosu, to jak już kiedyś wspominałam również nie mam szczęścia, więc wiem co czujesz...
2011/10/01 19:13:22
Agnieszko, Magoto, dziękuję! Trochę mi lżej ze świadomością, że nie jestem sama ze swoimi wrzosowymi problemami i rozterkami;).

Dzisiaj postanowiłam, że gdy już całkiem padną, to jednak spróbuję je przenieść do ogrodu. Znalazłam nawet odpowiednie dla nich miejsce miejsce. Z wysadzaniem do ziemi tych kwiatków: http://ideasbyrenya.blogspot.com/2011/05/doniczki-z-puszek.html się udało (jednak puszki w roli doniczek zupełnie się nie sprawdziły), więc może uda się też z wrzosem:).
2011/10/04 07:57:24
Bardzo pożyteczny jest Twój wykład na temat wrzosów, które uwielbiam, ale po tym jak mi usechł pierwszy i jedyny jaki kupiłam już nie kupuję, bo tak mnie uraził swą krnąbrnością. Wolne duchy tak mają i nasz wybór co z tym zrobimy a parapet wygląda super w każdym szczególe!!!
2011/10/26 18:43:00
O rany, jak ślicznie prezentują się Twoje zazdrostki w oknie! Właśnie takie zaczęłam robić przyjaciółce i widzę, że chyba powinny się jej spodobac. U Ciebie wyglądają świetnie!

Anka
2011/10/27 19:15:17
Na pewno się spodobają; szydełkowe firaneczki, robione nawet najprostszym wzorem, zawsze wyglądają bardzo efektownie. Sama byłam bardzo zaskoczona rezultatem:)

sobota, 17 września 2011

Rustykalnie i jesiennie

Dziergając zazdrostki zastanawiałam się, co na parapecie mogłoby do nich pasować. Do tej pory lądowała na nim każda rzecz, dla której "przypadkiem" i "tymczasem" nie było właściwszego miejsca, skutkiem czego nie był to specjalnie dekoracyjny element naszej kuchniojadalni. Szydełkowe zazdrostki jednak zobowiązują. Postanowiłam więc parapet sprzątnąć i jakoś ładnie zagospodarować, a ponieważ nie miałam niczego gotowego, wykoncypowałam sobie, że zdekupażuję drewniane skrzyneczki, zakupione jeszcze na wiosnę do realizacji zupełnie innego pomysłu, który później, jak to często bywa, nieoczekiwanie uległ zmianie.

I właśnie dziś był ten dzień, w którym wszystkie elementy parapetowej aranżacji zajęły swoje miejsca. Jest rustykalnie (chyba, bo mimo kursu u Kraszynki wciąż mam problemy z rozpoznawaniem poszczególnych elementów i rodzajów wystroju wnętrz) i jesiennie:


Kasztany uzbierała mi córka. Wystarczy wypełnić nimi słój po kawie i mamy całkiem ładny element dekoracyjny. Lubię kasztany; są bardzo uniwersalne:)


I lubię też wrzos. To już moja druga próba jego oswojenia. Za pierwszym razem, mimo regularnego podlewania, usechł mi już po kilku tygodniach. Tym razem postarałam się lepiej, przede wszystkim przesadziłam je do większych doniczek, które wypełniłam kwaśną ziemią.


Pani w ogrodniczym poradziła mi też, by podlewać je rano. Podobno wrzosy nie lubią podlewania wieczorem. Mam też nadzieję, że służyć im będzie północne okno.


Drewniane skrzyneczki pomalowałam oliwkową bejcą rustykalną, po jej wyschnięciu przetarłam świecą całe zewnętrzne ścianki, a następnie pokryłam je kremową farbą akrylową.

Po wyschnięciu farby przetarłam ścianki papierem ściernym, czyli klasyczna technika shabby-chick, która jest jedną z moich ulubionych. 


Po naklejeniu elementów podjęłam wyzwanie pocieniowania ich, co okazało się zupełnie niepotrzebne, gdyż podczas lakierowania, prześwitująca spod farby lakierobejca puściła kolor rozmazując się efektownie. Tym niemniej jednak, w przypadku tej pracy, jestem po raz pierwszy zadowolona ze swojego cieniowania, choć nadal pozostawia wiele do życzenia. Ale uczę się... wciąż się uczę.


Komentarze
2011/09/18 08:31:47
Ren-ya, może cyknęłabyś jeszcze zdjęcia całości, bo dałaś tylko fragmenty dekoracji okiennej. Jak teraz wygląda całe okno z firaneczką i dekoracjami?
Wrzosiki w skrzyneczce piękne! Tzn. skrzyneczka pięknie zrobiona i się komponuje z wrzosami idealnie:)
2011/09/18 09:59:42
Też bardzo lubię wrzosy mają taki magiczno-nostalgiczno-jesienny klimat. Twoja skrzyneczka jest superowska a jeśli chodzi o style to jak je zwał tak je zwał grunt żeby było miło i żeby się podobało i z tymi kasztanami fajny pomysł.
2011/09/18 10:46:49
Dekoracja niezwykle udana.Skrzyneczki cuuuudne! Faktycznie widok na całe okno byłby uzupełnieniem.
2011/09/18 11:49:11
Pięknie! I ja jestem ciekawa całości :)

Ja do wrzosów coś nie mam szczęścia, bo podobnie jak u Ciebie pousychały i chwilowo się na nie obraziłam ;)
2011/09/19 09:10:50
Dziękuję Wam za komentarze:)
Co do zdjęć całości, to mąż mi świadkiem, że próbowałam, ale nie potrafię fotografować pod światło. Zdjęcia wychodzą mi ciemne z jasną plamą okienną. Wiem, że to trzeba zrobić coś z doświetleniem od wewnątrz, ale lampa robiła brzydkie refleksy. No chyba, żeby wieczorem - ciemno za szybą i światło w środku...
Obiecuję, że jeszcze popróbuję:)
2011/09/19 22:03:36
Jest i rustykalnie i jesiennie, wszystko się zgadza :) Chyba też sobie sprawię wrzosy, tym bardziej, że są prawie we wszystkich sklepach. Co się z nimi robi jak przekwitną? Bardzo ładna skrzyneczka, ale i nad firanką nigdy mi nie będzie dość zachwytów. Może jednak zdołasz uchwycić całość, też bym chętnie zobaczyła :)