Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recycling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recycling. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2020

Spódnica z recyklingu

W zamyśle ten projekt wyglądał inaczej. Miała to być raczej koco-spódnica, kopertowa, taka do owinięcia się. Bo nie mam długiego płaszcza, a w zimie zawsze marzną mi nogi, nawet w spodniach. Albo nawet szczególnie w spodniach. Długa koco-spódnica miała mi chronić nogi przed mrozem, łatwo się zakładać i zdejmować. Ale w trakcie wykańczania okazało się, że nijak nie potrafię okiełznać wywijających się brzegów, więc po prostu je zszyłam. Dorobiłam tunel, wszyłam szeroką gumę i oto jest:







Spódnica powstała z włóczki akrylowej, przerabianej na drutach nr 6,5 mm, podwójną nitką odzyskaną z dwóch dawno temu zrobionych i już nie używanych rzeczy (KLIK i KLIK):


Jestem bardzo zadowolona z tej przeróbki, choć na zdjęciach nie wyglądam... To przez wiatr. To mógł być naprawdę przyjemny spacer - termometr wskazywał 10 stopni ciepła, a las pachniał niesamowicie... Ale wiatr był koszmarny. Mam wrażenie, że nawet psy miały dość spaceru w takich warunkach i wyjątkowo szybko chciały wracać do samochodu.

sobota, 18 stycznia 2020

Zaległe grudniowe

... sztuki rękodzieła. Od tych prac nie trafiły mi się już żadne nowe zlecenia. Jak na razie jest to najdłuższy taki bez-zleceniowy okres w mojej rękodzielniczej karierze, ale jakoś nie chce mi się płakać z tego powodu; odpoczywam tworząc tylko dla siebie. Na drutach. Przerobiłam już całe mnóstwo oczek. Dwie rzeczy nadal są w trakcie dziania, a dwie niby skończone. Niby, bo ciągle coś mi nie gra w efekcie końcowym. Pruję, poprawiam, a i tak nie jestem zadowolona. Pokażę następnym razem.  A tymczasem zaległe grudniowe:

1. Tablica manipulacyjna. Tym razem dla dziewczynki:-) Ale jak widać po zainteresowaniu Florka, podziały płciowe są dla dzieci całkowicie obce, istnieją tylko w głowach dorosłych;-)






2. Rustykalne pudełko na obrączki, wymiar 10x8x5 cm:




3. Wisząca półka z drążkiem, którą odnowiłam na prośbę Przyjaciółki. Kiedyś takie półki wisiały każdym domu, w strefie toaletowej, przy stoliku z miednicą do mycia. Jestem stara, bo doskonale to pamiętam;-). A teraz jest vintage i retro;-). Niestety, nie zrobiłam zdjęcia przed metamorfozą. Metamorfozy mebli, to nie jest moja działka i na pewno żadna to fachowa robota - stara półka została jedynie oczyszczona i przeszlifowana. Nie zalepiałam żadnych dziur, nie wypełniałam ubytków, nie wymieniałam starych okuć. To nie renowacja, to delikatny lifting:-)






Ale najważniejsze, że Przyjaciółce się podoba:-)

Pięknego, spokojnego weekendu życzę. Ja planuję nadal pruć i poprawiać oraz kontynuować;-)

niedziela, 7 kwietnia 2019

Przerobione kwadraty

Powoli porządkuję swoją szafę, szczególnie dawne udziergi. Pruję rzeczy, które da się spruć i z których warto odzyskać włóczki, przerabiam lub wyrzucam to, co nie nadaje się już do noszenia i jest kiepskiej jakości... Zatrzymałam się przy starym poncho... W pierwszej chwili chciałam wyrzucić, bo to nic nadzwyczajnego, ale po namyśle zrobiło mi się jednak szkoda. Lubiłam to poncho. Zdobyło wyróżnienie w konkursie na forum Craftladies:-). Byłam z niego dumna, więc mimo, że powstało w czasach przedblogowych, to jakiś czas później pokazałam go też na blogu - o TUTAJ:-)

Sentyment znów zwyciężył i poncho zostało. Przerobiłam na kocyk, myślę, że w takiej formie będzie rzeczą bardziej praktyczną i jeszcze nie raz się przyda:-). A wyrzucić zawsze się jeszcze zdąży:-).






Długość boku kocyka to jakieś 110 cm.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Lubię upcykling

Jestem pewna, że w każdej, kupionej kiedyś, a dziś zużytej i nieprzydatnej rzeczy, kryje się jakaś nowa użyteczność i tylko nam - konsumentom brakuje wyobraźni, by to dostrzec, więc powtórnie za te rzeczy płacimy - tym razem po to, żeby się ich pozbyć. Trochę mnie to wkurza, bo wyrzucam w ten sposób swoje ciężko zarobione pieniądze, ale też gnębią mnie z tego powodu ekologiczne wyrzuty sumienia. Czy naprawdę musimy produkować tak ogromne ilości śmieci????

Niestety, przykładam się do tej produkcji, bo moja wyobraźnia zwykle też nie daje rady, choć mam naturę chomika i wiele śmieci zachowuję PRZECZUWAJĄC w nich potencjał i całe szczęście, bo od czasu do czasu coś mi w głowie błyśnie i jakiegoś śmiecia uda mi się przywrócić do użycia. I to jest naprawdę WIELKA satysfakcja:-).

1. Stare foremki na chleb. Dwie pomalowałam tylko z zewnątrz - zrobiłam na nich wzorek jak na swoich literkach, żeby się ładnie wkomponowały w wystrój pokoju. Mogą służyć jako osłonki na roślinki. Włożyłam do nich świeżo kupione sukulenty, a dookoła wysypałam białe kamyczki, żeby stabilnie w nich stały. Trochę ich mało, ale jeszcze dokupię. Podoba mi się tak:-).





Jedną, najmniej zniszczoną foremkę, pomalowałam również w środku - na pewno przyda się jako pojemnik na cokolwiek, a tymczasem stoją w niej cudowne turkusowe moteczki od Basi (stokrotne dzięki jeszcze raz!), na które mam już pomysł, ale musi poczekać na swoją kolej:-).


2. Puszka po mleku dla kociąt. To naprawdę duża pucha. Została nam jeszcze od czasów opieki nad Franią i Manią. Trzy lata przeleżała w szafce, ale wreszcie doczekała się drugiego życia - znalazły w niej miejsce duże gryzaki-przysmaki dla piesków:-)



Myślę, że w tej stylistyce powstanie jeszcze kilka takich pojemników na psie akcesoria, bo po pierwsze mam takie pojemniki do zrobienia, a po drugie mam psie akcesoria, które wymagają uporządkowania:-)

czwartek, 19 października 2017

Byłam w Irlandii

... Bardziej towarzysko niż turystycznie, bo choć zasadniczo jedno drugiego nie wyklucza, to tym razem pogoda, a konkretnie rozkręcająca się i nabierająca mocy Ofelia, skutecznie nas powstrzymała przed poważniejszymi celami krajoznawczymi. A szkoda, bo miejsce, gdzie osiedlił się mój Brat z Rodziną jest niezwykle malowniczo położone i bardzo klimatyczne. Wymarzone miejsce do fotografowania. Wyobrażałam sobie, że na pamiątkę pobytu zrobię mnóstwo pięknych zdjęć rodzinno-krajobrazowych, a tymczasem okazało się, że sprzęt, który zajmował mi sporą część bagażu podręcznego, przewiozłam przez pół Europy na próżno. Tak to jest coś sobie zaplanować... Choć i tak uważam się za szczęściarę, że w zaistniałych okolicznościach (masowo odwoływane loty Ryanaira oraz pogoda) w ogóle udało mi się szczęśliwie, punktualnie i nawet całkiem wygodnie, oblecieć tam i z powrotem;-).

Z wycieczki przywiozłam więc mało zdjęć, za to całe mnóstwo ciepłych i podnoszących na duchu, uczuć rodzinnych oraz w bonusie... Zemstę Ofelii, czyli paskudnego wirusa, który do tej pory jeszcze mną poniewiera, choć ja uparcie staram się nie zwracać na niego uwagi. Cherlam, chrypię i smarkam, ale nie dam się zmożyć i do łóżka położyć! Nie po to co dzień piję wodę z cytryną, szprycuję się zielonymi koktajlami z minerałami, witaminami i enzymami, żeby mnie jakiś wirus pokonał. Niedoczekanie!

Ale nic to. Co nas nie zabije... i tak dalej... Nie mam irlandzkich fotek urlopowych, ale mogę pokazać, co w prezencie zawiozłam najbliższym:-)

Na specjalne życzenie Bratowej zrobiłam pudełeczko na mleczne ząbki Tymka. Mały Tymianek skończył w tym roku sześć lat i właśnie zaczął tracić swoje pierwsze mleczaki. Rodzice coraz częściej zachowują zęby mleczne swoich pociech, nie tylko na pamiątkę. Otóż, znajdują się w nich spore ilości komórek macierzystych, które w dorosłym życiu mogą pomóc w leczeniu rozmaitych chorób.




Dla Brata i Bratowej przygotowałam specjalne pudełka na czekoladę. Z czekoladową zawartością rzecz jasna. A zawartość jest równie artystyczna, co opakowanie, gdyż pochodzi z Karmello Chocolatier - najwykwintniejszej czekoladowej manufaktury, jaką znam:-).







Swój prezent dostał też najmłodszy członek rodziny, półroczna suczka Iwi - dla niej zrobiłam puszkę na przysmaki, którą wypełniłam ulubionymi żwaczami naszej Giny:-).


Powiem szczerze, że ta puszka tak mi przypadła do gustu, że dla naszych pupilek też takie zrobię:-)

niedziela, 18 grudnia 2016

Druga porcja rękodzieła

... również trafiła już do odpowiednich osób. Niemal wszystko, co dziś pokazuję, zaliczyć można do twórczości upcyklingowej, w którym to procesie, przetwarza się rzeczy i materiały zużyte, w przedmioty praktyczne, a nawet dzieła sztuki, podnosząc w ten sposób ich status.


Z tekturowych rolek po kordonkach Maxi powstały stroiki/świeczniki:




To samo ze starych, uszczerbanych lub pozbawionych ucha, kubków:




Z odpadów drewnianych z tartaku, które moja Mama kupuje jako opał, zrobiłam ozdobne tabliczki:




Te poniżej pomalowane są właśnie farbą tablicową. Przetestowałam: można na nich pisać kredą, która bez problemu ściera się wilgotną ściereczką. Ale lepszym pomysłem jest zastosowanie markera kredowego, bo jest cieńszy. Niestety, w moim mieście (ani nawet w wojewódzkim Empiku!) taki towar jest niedostępny. Mogę kupić tylko przez internet.



Z butelki znalezionej kiedyś pod płotem zrobiłam wazon:


I tylko szydełkowe gwiazdki, małe i duże, zrobiłam z całkiem nowego sznurka:-)



Duża gwiazdka-zawieszka powstała wg projektu Dropsa, szydełkiem nr 3,5; z miękkiego sznurka z bawełny.

PS. Wszystkie wykorzystane tu szyszki pochodzą z Jabłonki na Mazurach, gdzie dawno temu (chyba ze 6 lat już minęło) byłam na urlopie. Spacerując wówczas po lasach, nazbierałam ich całą reklamówkę, nie mogłam im się oprzeć, tak pięknie wyglądały, zupełnie czysto i świeżo:-). Teraz te zasoby były jak znalazł do moich dekoracji. Pomalowałam je ręcznie farbą akrylową.