... Bardziej towarzysko niż turystycznie, bo choć zasadniczo jedno drugiego nie wyklucza, to tym razem pogoda, a konkretnie rozkręcająca się i nabierająca mocy Ofelia, skutecznie nas powstrzymała przed poważniejszymi celami krajoznawczymi. A szkoda, bo miejsce, gdzie osiedlił się mój Brat z Rodziną jest niezwykle malowniczo położone i bardzo klimatyczne. Wymarzone miejsce do fotografowania. Wyobrażałam sobie, że na pamiątkę pobytu zrobię mnóstwo pięknych zdjęć rodzinno-krajobrazowych, a tymczasem okazało się, że sprzęt, który zajmował mi sporą część bagażu podręcznego, przewiozłam przez pół Europy na próżno. Tak to jest coś sobie zaplanować... Choć i tak uważam się za szczęściarę, że w zaistniałych okolicznościach (masowo odwoływane loty Ryanaira oraz pogoda) w ogóle udało mi się szczęśliwie, punktualnie i nawet całkiem wygodnie, oblecieć tam i z powrotem;-).
Z wycieczki przywiozłam więc mało zdjęć, za to całe mnóstwo ciepłych i podnoszących na duchu, uczuć rodzinnych oraz w bonusie... Zemstę Ofelii, czyli paskudnego wirusa, który do tej pory jeszcze mną poniewiera, choć ja uparcie staram się nie zwracać na niego uwagi. Cherlam, chrypię i smarkam, ale nie dam się zmożyć i do łóżka położyć! Nie po to co dzień piję wodę z cytryną, szprycuję się zielonymi koktajlami z minerałami, witaminami i enzymami, żeby mnie jakiś wirus pokonał. Niedoczekanie!
Ale nic to. Co nas nie zabije... i tak dalej... Nie mam irlandzkich fotek urlopowych, ale mogę pokazać, co w prezencie zawiozłam najbliższym:-)
Na specjalne życzenie Bratowej zrobiłam pudełeczko na mleczne ząbki Tymka.
Mały Tymianek skończył w tym roku sześć lat i właśnie zaczął tracić swoje pierwsze mleczaki. Rodzice coraz częściej zachowują zęby mleczne swoich pociech, nie tylko na pamiątkę. Otóż, znajdują się w nich spore ilości komórek macierzystych, które w dorosłym życiu mogą pomóc w leczeniu rozmaitych chorób.
Dla Brata i Bratowej przygotowałam specjalne pudełka na czekoladę. Z czekoladową zawartością rzecz jasna. A zawartość jest równie artystyczna, co opakowanie, gdyż pochodzi z Karmello Chocolatier - najwykwintniejszej czekoladowej manufaktury, jaką znam:-).
Swój prezent dostał też najmłodszy członek rodziny, półroczna suczka Iwi - dla niej zrobiłam puszkę na przysmaki, którą wypełniłam ulubionymi żwaczami naszej Giny:-).
Powiem szczerze, że ta puszka tak mi przypadła do gustu, że dla naszych pupilek też takie zrobię:-)