Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2014

Koniec z haftowaniem

... w tym roku:)

Dwa obrazki Afrykańskich Klimatów gotowe:


(W rzeczywistości kanwa nie prześwituje spod haftu aż tak bardzo, jak to wygląda na zdjęciach. Tak wyszło, bo obrazki oświetlone były prostopadle intensywnym światłem słonecznym. Nie zauważyłam tego mankamentu na wyświetlaczu aparatu, dopiero na komputerze, gdy cały haftowany kramik miałam już schowany i nie chciało mi się już robić powtórki sesji...)

Trzeci obrazek, największy, będzie sobie musiał poczekać do przyszłego roku. Materiały spakowane powędrowały do pawlacza...


A ja zamieniłam igłę na szydełko. Mam bardzo dużo zobowiązanego szydełkowania:)

czwartek, 26 czerwca 2014

Leje

Nie cierpię, gdy leje na urlopie. Jesteśmy uwięzieni w domu. Ale jakoś sobie radzimy. Mąż ogląda Wimbledon, bratanek zrobił sobie maraton filmowy, ja staram się nadrobić blogowe zaległości...

Parę tygodni temu wróciłam do haftowania "Afrykańskich klimatów". To chyba moja najbardziej rozciągnięta w czasie robótka. Zaczęłam cztery lata temu (początki haftu udokumentowane są TUTAJ), tak to wówczas wyglądało:


Potem krzyżyki mnie znudziły i robótka trafiła do pawlacza. Po dwóch latach do niej wróciłam i prawie udało mi się skończyć. Ale prawie robi różnicę, znów utknęłam...


I znów potrzebowałam dwóch lat, by do przerwanej pracy wrócić... Tegoroczny powrót wreszcie okazał się sukcesem, Obrazek jest skończony:)


Ale to jeszcze nie koniec pracy. Cykl "Afrykańskich klimatów" liczy trzy obrazki. Idę za ciosem, mam już połowę drugiego:


Idzie błyskawicznie, zwłaszcza, gdy na zewnątrz leje deszcz...

niedziela, 16 marca 2014

Stało się

... tak, jak się obawiałam - wszystko zaplanowane, portret kreacyjny wymyślony, rekwizyty skompletowane, Dominika przyjechała... 

Pogoda zawiodła.

Piękna aura nie tyle potrzebna mi była do samych zdjęć, bo i tak sesję planowałam zrobić wieczorem w przejściu podziemnym. Pogoda po prostu wpływa na nastrój - gdy jest pięknie chce się wszystko, gdy ponuro, zimno i deszczowo, to nawet małym palcem u nogi nie chce się ruszyć. A taką właśnie atmosferę zafundował nam weekend.

Ale i tak było twórczo. W Dominice uaktywnił się gen rękodzielniczych predylekcji, powodując nagłą i niepohamowaną potrzebą haftowania krzyżykami. Mnie zaś zachciało się przeróbek. Wycięłam z poduszek, dawno temu przez siebie haftowane, kaktusy i zrobiłam z nich obrazki:


Nie miałam passe-partout więc brzegi okleiłam koronką. Może nie wygląda to super elegancko, ale i tak myślę sobie, że w obrazkach kaktusy prezentują się dużo lepiej niż na poduszkach.


Oba obrazki dałam Dominice, bo na mojej ścianie wiszą już dwa inne:


Miałam kiedyś taką kaktusową fazę, wyszyłam ich w sumie sześć - jeden zaginął, a jeszcze jeden był wyhaftowany na materiale, którym wyłożyłam tablicę korkową (na razie leży złożony gdzieś w pawlaczach, ale kiedyś z niego też zrobię obrazek).

Moje obrazki są trochę większe niż te dla Dominiki:


A oto efekty weekendowej pracy Dominiki:


Maleńkie te hafciki, ale i tak ogromnie się cieszę, gdy od czasu do czasu i ją nachodzi jakiś rękodzielniczy bzik:)

piątek, 10 sierpnia 2012

W topach i w bikini

... w lesie, i w jeziorze,
na rowerze, i spacerze,
z książką i szydełkiem
oraz igłą z nitką,
pod słońcem i chmurką...
....................
moje wakacje zleciały jak z bicza strzelił...

I już tylko weekend dzieli mnie od powrotu do pracy... Nie będzie lekko, bo nigdy nie jest, ale co tam, to w końcu jeszcze całe DWA wolne dni do tego ciężkiego czasu;)

Zdjęć tym razem niewiele zrobiłam na wyjeździe. Żar lał się z nieba, nad jeziorem i na deptakach nieprzebrane tłumy wypoczywających, a w lasach większość ścieżek piaskowych, które niespecjalnie nadawały się dla naszych rowerów... Do fotografowania w takich warunkach nie było ani klimatu, ani weny tym bardziej. Większość zdjęć zrobiłam już po przyjeździe, wśród nich oczywiście topy ze mną wewnątrz:)


Założę się, że takich, pięknie wyasfaltowanych, leśnych ścieżek rowerowych, jak w naszych okolicach, nie ma nigdzie na świecie:D


Drugi topik został sfotografowany na moim własnym podwórku,


gdzie przy odrobinie wysiłku również dało się wykadrować odpowiedni plener;)


Razem z topem występuje kapelusik. Opis wykonania znalazłam w internecie; ścieżka dostępu, niestety, zaginęła w akcji.


Kapelusik jest robótką w całości wykonaną na wyjeździe. Ze względu na swoje niewielkie rozmiary i prosty wzór, nie zajął mi zbyt wiele wakacyjnego czasu, a idealnie wpisał się w potrzeby słonecznych dni. No i dzięki niemu wykończyłam wreszcie do reszty stare zapasy bawełny z wiskozą.

Na wakacje zabrałam też książkę (oczywiście wciąż kossakowskie klimaty), która jednak okazała się za ciężka i zupełnie niestosowna do okoliczności. W miejscowej księgarence nabyłam więc powieść, która wydała mi się (i nie pomyliłam się!) nieco bardziej odpowiednią lekturą - Kena Folletta "Uciekinier" - powieść przygodowo-historyczna, po prostu idealna na plażę. Oczywiście nie omieszkam szerzej podzielić się wrażeniami na jej temat, gdy już całkiem wrócę świadomością do powakacyjnej normalności:) Wcześniej jednak poświęcę trochę uwagi twórczości pisarek z rodu Kossaków, bo jeśli chodzi o książki, to jednak nadal głównie w tych klimatach się obracam.

A na koniec wielki powrót krzyżykowania:) "Afrykańskie klimaty" zaczęłam haftować dwa lata temu (wspomniałam o tym przy okazji tego wpisu), ale potem zniechęciła mnie czasochłonność tego zajęcia. Robótka przez dwa lata przeleżała nietknięta w pudełku, aż wreszcie zmobilizowała mnie mama, która niedawno właśnie zawiesiła na ścianie swoje haftowane obrazki. Wyglądają naprawdę atrakcyjnie. I też takie chcę! Pierwszy obrazek mam już prawie cały:
 

Oby tym razem starczyło mi cierpliwości:)


Komentarze
2012/08/10 21:11:29
Topy prezentują się świetnie! Oczywiście ten drugi to mój faworyt.

Swego czasu sporo krzyżykowałam, ale... no właśnie. Zajęcie czasochłonne, a ja jakby nie bardzo dysponuję tym czasem:)
Twoje afrykańskie klimaty sa naprawdę klimatyczne. Aż mam ochotę zapytać mojego sąsiada z Ugandy czy faktycznie u niego tak jest.


Pozdrawiam


Anka
2012/08/11 20:58:08
Ależ Ty masz figurę... zazdraszczam! :)
Topy i kapelutek wspaniałe, no i strasznie zaciekawiłaś mnie tymi kossakowskimi klimatami. Będę niecierpliwie czekać na ciąg dalszy. Pozdrawiam!
2012/08/12 19:57:04
Aniu, Twój faworyt, w noszeniu okazał się mieć jeden mankament. Otóż sama wstążka pod biustem średnio się sprawdza - tam musi być coś elastycznego. Pod wstążkę spróbuję wciągnąć gumkę i mam nadzieję, że to załatwi problem...
A moje Afrykańskie klimaty, to dopiero pierwszy obrazek z trzech. A na kolejnych jest nawet słoń i palma:)

Magotko, dziękuję bardzo, taka to jest zaleta fotografii, że często pokazuje coś dużo lepiej niż widać w rzeczywistości;)
A kossakowskie klimaty już niedługo i mam tylko nadzieję, że pomimo obszerności tematu, nikogo nimi nie zanudzę;) Mnie nie nudzą. I powiem więcej - im więcej czytam, tym bardziej mnie wciągają.
2012/08/13 08:40:12
Sądząc po efektach to mam wrażenie, że jednak trochę popracowałaś na tym urlopie, ale ja tez mam spore plany. Zestaw z turkusową sukienką super się prezentuje bardzo zwiewnie i romantycznie a powrót do pracy masz już prawdopodobnie zaliczony, więc nie będę się na Tobą rozczulać. Ten pierwszy dzień jest okrutny a potem...dobrze wiesz od weekendu do weekendu i tylko na wolne się spogląda.
2012/08/13 15:55:39
No proszę, a ktoś tu się nam zarzekał, że w zasie urlopu to ani szydełkiem nie dziubnie ;) Gdybym miała wybierać, to kapelusik jest najfajniejszy - zawsze mam problem z odpowiednim nakryciem głowy na rower. Czapek z daszkiem nie lubię, a kapelusze mają zbyt duże ronda i zawsze chcą odlatywać z wiatrem. Za to Twój kapelusik jest w szam raz : niewielki a bardzo kobiecy :) Oba topy też super, ale cóż by to znaczyło bez odpowiedniej figury u właścicielki ;)
2012/08/14 17:53:09
Kraszynko, powrót do pracy, jak zwykle, najbardziej bolesny był przed. W trakcie było całkiem OK, a po - wspominam go już naprawdę zupełnie miło;)
Przy okazji życzę powodzenia w Twoich urlopowych planach:)

Agnieszko, dziękuję:) Bo też człowiek dopiero na urlopie ma szansę przekonać się, jak długi naprawdę jest dzień. Gdy już się wyspałam do woli, nieśpiesznie posiliłam, popływałam, pospacerowałam, podelektowałam się błogim nieróbstwem w cieniu, zmęczyłam badmintonem.... a dzień nadal się nie kończył... no to już nie miałam sumienia odmawiać sobie szydełka i lektury;)
2012/08/23 08:06:29
Świetna sesja!
Modelka, topiki i ta pusta, otoczona lasami droga... Bardzo wakacyjnie:)
2012/08/23 17:29:26
A teraz te piękne, puste drogi testujemy na rolkach:) I wystarczy na nie wjechać, by wakacyjny nastrój powrócił...

niedziela, 13 czerwca 2010

Wyszło szydło z worka

Moje wypiekowe ambicje doznały dziś srogiego zawodu. Okazało się (o co się zresztą od zawsze podejrzewałam i tylko przez ostatnie udane próby o tym zapomniałam), że ze mnie taka cukierniczka, jak z koziej ... trąbka.

Miałam w planie upieczenie placka z jabłkami i orzechami włoskimi, ale pomyślałam, że przecież orzechy i jabłka nie uciekną, a tu sezon truskawkowy w pełni - trzeba to wykorzystać! W sobotę zakupiłam więc kobiałkę truskawek i zasiadłam przed komputerem w poszukiwaniu odpowiedniego przepisu.

Nie minęło czasu wiele i apetyczny przepis został wybrany. Znalazłam go tutaj i w niedzielę razem z córką przystąpiłyśmy do pracy.

Nie wiem co zrobiłam nie tak. Może to dlatego, że moje truskawki wydawały mi się za duże i pokroiłam je w ćwiartki? Zgodnie z opiniami na forum placek powinien być puszysty. Mój, niestety, taki nie jest. A i kruszonka na tych truskawkach wyszła jakaś taka rozmiękła.

No ale trudno. Grunt, że jest zjadliwy. Do kawy się nadał.


A w ogóle to strasznie pracowity weekend miałam. Prócz wspomnianego wyżej wypieku, zaczęłam robić porządek z łazienką. Na razie dwukrotnie ją pomalowałam, ale chyba nie obejdzie się bez trzeciej warstwy - to jutro. W każdej wolnej chwili zaś wyszywałam pierwszy z serii trzech obrazków pt. "Afrykańskie klimaty".


I prawdę mówiąc zmęczona już jestem. Zmęczona jestem jak pies. Dobranoc.