Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorowanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorowanki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 marca 2016

Kolorowe święta

Spędziłam je dość nietypowo - głównie z kredkami. A także z brokatowo-żelowymi długopisami oraz markerami i mazakami, które moja droga Mama odnalazła dla mnie na strychu. Nie wiem ile miały lat, ale to zaskakujące, że większość z nich wciąż jest wilgotna i ma kolor. Planowałam sobie na urodziny kupić nowy, duży komplet kredek, ale chyba jednak tego nie potrzebuję. W każdym razie jeszcze nie teraz.


Kolorowanie, to ogromna frajda, tym większa, im więcej ma się do tego przyborów. Najpierw były tylko kredki (woskowe Bambino oraz zwykłe ołówkowe):


Potem postanowiłam wypróbować brokatowe długopisy żelowe. Tylko największe wypełnienia zrobiłam kredkami.


Brokat fantastycznie błyszczy się w świetle:-)


Kolejny obrazek, to mieszanka wszystkich dostępnych mi przyborów. Tak wyglądała kolorowanka jednego dnia rano:


A tak, dnia następnego:


Bardzo dumna jestem z tego obrazka, myślę sobie, że zasłużył na własną ramkę i miejsce na ścianie. Jeszcze go nie wybrałam, ale na pewno gdzieś wygospodaruję;-).

A teraz koloruję taki motywik, również kredkami, mazakami i brokatowymi długopisami, choć te ostatnie zastosowałam tu bardzo oszczędnie:


A co poza tym? Czytałam (mam sporo wrażeń do opisania), fotografowałam (kończę marcowe wyzwanie fotograficzne) i zwyczajnie odpoczywałam. Nie tknęłam robótek przez ani jedną maleńką chwilkę. Niczego nie obejrzałam. Nie serfowałam w sieci... Pięć wolnych dni to dużo, ale jednak nie aż tak bardzo. Dziś mam lekki dołek przed powrotem do codzienności.


Następny przystanek (tylko trochę krótszy) - DŁUGI MAJOWY WEEKEND:-)

sobota, 13 lutego 2016

I cóż że dżdży?

Miała być dziś sesja kolejnego uzdatnionego udziergu, ale pada. Dżdży. Siąpi. Leje nawet momentami. No to wzułam kalosze i udałam się do kiosku. Mam dwa kroki. Pani kioskarka zbiera dla mnie do teczki wszelkie nowe gazetki robótkowe, a ja od czasu do czasu zachodzę, oglądam i wybieram. A dziś trafiła mi się taka kolekcja, że mało mi oczy z orbit nie wyskoczyły, a serce z piersi:-)


Całkowita nowość: pierwszy numer z kolekcji Hachette z kolorowankami. Pewnie kolejnych nie będę kupować, ale pierwszy miał dobrą cenę oraz 6 kredek w prezencie więc ani nawet się nie zastanawiałam:-).


Kolejna nowość - "Crafty". Rany, ileż tu fantastycznych pomysłów! Z najróżniejszych dziedzin rękodzieła. Mnie szczególnie przypadł do serca przepis na jedwabny naszyjnik:


"150 pomysłów do zrobienia na drutach" - to specjalne wydanie "Molly potrafi". Nawet nie musiałam zaglądać do środka, gdy tylko rzuciłam okiem na okładkę, od razu wiedziałam, że biorę!


No i "Robótki na drutach" - trzeci numer z kolekcji Deagostini. I ostatni, który planowałam kupić. Chciałam mieć ten segregator;-). No i mam teraz 5 kolorowych motków, w sumie 125g włóczki, z której można zrobić jakiś fajny drobiazg. Może wybiorę coś z gazetki powyżej, bo tam prawie wszystkie pomysły powstały z zaledwie 100 g. włóczki.


Najpierw, w towarzystwie kubka z zieloną kawą (z odrobiną mleka i miodu), wyczytałam wszystko co było do wyczytania, obejrzałam po kolei wszystkie strony, z każdą kolejną czując narastającą ekscytację (to oczywiście mógł też być skutek kawy, ale nie jestem pewna, bo robótkowe inspiracje działają na mnie dokładnie tak samo!), a następnie z największą przyjemnością (i uśmiechem od ucha do ucha) rozłożyłam na stole cały kolorowankowy majdan i zaczęłam kolorować....


I nie dziergałam dziś nic a nic.
I nie zrobiłam zdjęcia jabłku...

A moja Misia ma dziś urodziny:-)
Od swojej współlokatorki dostała w prezencie tort. Współczesne cukiernictwo jest dla mnie magiczne... Jakim cudem oni drukują takie jadalne zdjęcia???


A 22 lata temu to było 20 stopni mrozu...
Najlepsze życzenia moja słodka dziewczynko!

Więc cóż z tego, że dżdży? To był fantastyczny dzień! I jeszcze się nie nie skończył... No to ja wracam do kolorowania:-).

Wam też życzę wspaniałego wieczoru i jeszcze lepszej niedzieli!

wtorek, 28 lipca 2015

Nie tylko dla dzieci

Trzy tygodnie bez blogowania, to dla mnie rzadka sytuacja. Ale pogoda jest tak piękna i tyle różnych zajęć mnie absorbuje, że trudno mi się zmobilizować do pisania. Choć tematów niby nie brakuje, bo urlop był bardzo wypełniony. Szydełkowałam, czytałam, przerabiałam plony, które obficie znosiła mi z działek mama oraz, z lekkimi wyrzutami sumienia (że powinnam bardziej pożytecznie spędzać czas), oddawałam się innym przyjemnostkom. Na przykład kolorowaniu:-). To moja najnowsza namiętność.


Pozazdrościłam Edycie i kupiłam sobie własną książkę z kolorowankami dla dorosłych. Dla dorosłych, to nie znaczy, że z nieprzyzwoitymi obrazkami;-). Obrazki są... bardzo wyrafinowane:-). Z mnóstwem szczegółów. Dają niezliczone możliwości tworzenia własnych kompozycji.



Jestem pewna, że niektóre kartki, po pokolorowaniu, z powodzeniem będzie można oprawić i powiesić na ścianie. Są też i takie motywy, które (tak sobie myślę) będzie można wykorzystać w dekupażu, do transferu.



Podobno świat oszalał na punkcie kolorowanek dla dorosłych. Dla mnie całkowita nowość, a na Zachodzie publikacje tego gatunku biją rekordy popularności. Są reklamowane jako doskonały sposób na pobudzenie kreatywności, odprężenie i odstresowanie... Nie żebym jakoś specjalnie potrzebowała się odstresowywać, ale w dzieciństwie uwielbiałam kolorowanki. Zapomniałam już jakie to przyjemne i szalenie wciągające zajęcie! Ale też bardzo czasochłonne. Pokolorowanie jednego obrazka zajmuje mi jakieś trzy dni, tak więc taka jedna książka to zajęcie na lata;-).


Od razu uprzedzę pytanie: ale po co to???? Otóż, dla tego samego co układanie puzzli, stawianie pasjansów, czy rozwiązywanie krzyżówek - dla czystej przyjemności:-)


Do kolorowania kupiłam sobie woskowe kredki Bambino (24 kolory), bo pamiętałam, że w dzieciństwie to były moje ulubione - miały ładną paletę barw, były miękkie i dobrze kryły. Teraz trochę się nimi rozczarowałam. Niektóre kolory są bardzo kiepsko kryjące, trzeba mocno przyciskać, żeby uzyskać ciemniejszy odcień. Dlatego dokupiłam jeszcze komplet kredek ołówkowych plując sobie w brodę, że jakiś czas temu, robiąc porządek po córce i bratankach, wyrzuciłam całe pudełko z najróżniejszymi kredkami, bo wydawało mi się, że NIGDY już mi nie będą potrzebne...