Spędziłam je dość nietypowo - głównie z kredkami. A także z brokatowo-żelowymi długopisami oraz markerami i mazakami, które moja droga Mama odnalazła dla mnie na strychu. Nie wiem ile miały lat, ale to zaskakujące, że większość z nich wciąż jest wilgotna i ma kolor. Planowałam sobie na urodziny kupić nowy, duży komplet kredek, ale chyba jednak tego nie potrzebuję. W każdym razie jeszcze nie teraz.
Kolorowanie, to ogromna frajda, tym większa, im więcej ma się do tego przyborów. Najpierw były tylko kredki (woskowe Bambino oraz zwykłe ołówkowe):
Potem postanowiłam wypróbować brokatowe długopisy żelowe. Tylko największe wypełnienia zrobiłam kredkami.
Brokat fantastycznie błyszczy się w świetle:-)
Kolejny obrazek, to mieszanka wszystkich dostępnych mi przyborów. Tak wyglądała kolorowanka jednego dnia rano:
A tak, dnia następnego:
Bardzo dumna jestem z tego obrazka, myślę sobie, że zasłużył na własną ramkę i miejsce na ścianie. Jeszcze go nie wybrałam, ale na pewno gdzieś wygospodaruję;-).
A teraz koloruję taki motywik, również kredkami, mazakami i brokatowymi długopisami, choć te ostatnie zastosowałam tu bardzo oszczędnie:
A co poza tym? Czytałam (mam sporo wrażeń do opisania), fotografowałam (kończę marcowe wyzwanie fotograficzne) i zwyczajnie odpoczywałam. Nie tknęłam robótek przez ani jedną maleńką chwilkę. Niczego nie obejrzałam. Nie serfowałam w sieci... Pięć wolnych dni to dużo, ale jednak nie aż tak bardzo. Dziś mam lekki dołek przed powrotem do codzienności.
Następny przystanek (tylko trochę krótszy) - DŁUGI MAJOWY WEEKEND:-)
























