Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sznurek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sznurek. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 października 2014

Szybko zrobiłam, szybko wydałam

.... i zapomniałam. A przecież mam jeszcze do udokumentowania prezent zrobiony dla kuzyna, z którym spotkaliśmy się razem z bratem ostatnio we Wrocławiu.

Koszyczek z chlebkiem
 

Koszyczek zrobiłam ja. Na szydełku, ze sznurka wędliniarskiego, a więc uznałam, że odpowiedniego dla wyrobów spożywczych. Brązową wyściółkę zrobiłam z bawełnianego kordonka.


Chlebek piekł mąż. Na zakwasie żytnim i mąkach pełnoziarnistych w równych proporcjach - żytniej, owsianej, gryczanej. Do tego trochę pestek i aromatyczny miód gryczany... ale był zapach! To mój ulubiony chleb:)


Zawsze muszę strasznie naciskać na taką niestandardową produkcję, bo mąż najbardziej lubi tradycyjny chleb - z pszennej mąki pełnoziarnistej, z minimalnymi dodatkami. Bo taki mu zawsze wyrasta. Z kombinowanymi zaś bywa różnie. Ale za to zawsze smacznie i ciekawie:). Gdybym miała więcej czasu, to sama zajęłabym się wypiekaniem w najróżniejszych kombinacjach, na przykład... z kaszą gryczaną, żurawiną, może z dodatkiem serwatki i sera feta, z oliwkami, suszonymi pomidorami, ziołami....

.... Się rozmarzyłam... Mniam:)

wtorek, 12 sierpnia 2014

Z koralików i sznurka

...makramowymi węzełkami, wyplotłam etno biżuterię:


Na zamówienie kolegi. Bo panowie też czasem lubią coś na sobie zawiesić:)


Żeby kolega miał wybór, zrobiłam trzy komplety - naszyjniki:


...oraz pasujące do nich bransoletki, do dwukrotnego owinięcia wokół nadgarstka:




Niestety, jeden zestaw zdekompletowałam. Bransoletka powyżej tak mi spasowała, że zostawiłam ją sobie jako naszyjnik. Kolega na szczęście nie miał mi tego za złe:).

A jak już tak sobie siedziałam i plotłam, to wyplotłam jeszcze dwie dodatkowe bransoletki dla siebie:


Ta ostatnia szczególnie mi się podoba, bo wykorzystałam w niej koraliki własnoręcznie ulepione z modeliny, które już od dobrych paru lat leżały sobie w pudełku i czekały na swój moment.


Tymczasowo jest to moja ulubiona bransoletka:)

czwartek, 19 czerwca 2014

Jeleń w koszyczku i spółka

Zdekupażowana butelka to nic wyjątkowego. Ale do tej butelki dorobiłam jeszcze, w sposób całkowicie dla mnie eksperymentalny, koszyczek:


Nowość metody polega na szydełkowaniu wokół sznurka, dzięki czemu uzyskuje się sztywność formy i ciekawy wygląd. Po tej małej próbce mam ochotę wypróbować tę technikę na większych koszykach i z grubszym sznurkiem:) Tymczasem jednak musiałam tradycyjnie, bo kolejną butelkę skaszaniłam tak dokumentnie, że uratowały ją dopiero sznurkowe elementy maskujące:


Żaden kolor mi tu nie pasował, próbowałam z kilkoma i za każdym razem musiałam zmywać, a po każdej kolejnej warstwie zostawały kolejne niedomyte fragmenty... Zaleta jest taka, że wiatraczki, pierwotnie ledwie widoczne, są teraz całkiem wyraźne. A właśnie ten ludowy charakter chciałam podkreślić:)


Ostatecznie obydwie, na swój sposób eksperymentalne, prace okazały się zaskakująco zadowalające.

Nadal mam spore zapasy zielonej farby więc dekupażu w tym kolorze też nie mogło zabraknąć:


Zrobiłam bez jakiegoś szczególnego przeznaczenia. Na coś się tam przydadzą;)


No i na koniec najzwyklejsze butelki. Robione z przeznaczeniem, ale koncepcja się zmieniła i teraz są zupełnie do niczego. Ani nawet niespecjalnie mi się podobają... Ale wykorzystałam parę starych wycinanek więc mam z nich minimalną korzyść.


A poza tym, to się urlopuję, haftuję, spaceruję, trochę rolkuję i roweruję, kulinarnie eksperymentuję, wakacyjny czas nieśpiesznie celebruję...

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Z tekturowych rolek

... po kordonkach Maxi i taśmie klejącej zrobiłam pojemniczki na domowe drobiazgi. W sam raz na gwiazdkowe prezenty:)


Od rolek odrysowałam na tekturce kółka, wycięłam je i za pomocą wikolu przykleiłam, tworząc denka. Powstałe w ten sposób pojemniczki okleiłam (w środku i na zewnątrz) jedną warstwą papierowych pasków maczanych w rozwodnionym kleju.


Potem pomalowałam, polakierowałam i wyszydełkowałam ze sznurka kubraczki.


Najwięcej problemu sprawiły mi pokrywki, a uparłam się, żeby były.


W pierwszym przypadku wymyśliłam tak, że pokrywka jest na stałe przyklejona do sznurkowego zapięcia i nierozdzielna z szydełkową osłonką. Przy pozostałych skorzystałam z pomocy męża i od wewnątrz przykleiłam Kropelką okrąg ze sznurka, który sprawia, że pokrywka dobrze się na kubku trzyma.


Rolki po taśmie są niższe więc, żeby zrobić kubki musiałam je skleić po dwie i po trzy. Oczywiście wikolem.


Te pojemniki okleiłam dwiema warstwami gazety maczanej w rozcieńczonym kleju, żeby zgubić pod nimi nierówności wynikające z łączenia.


A potem zdekupażowałam:).


Ale to jeszcze nie koniec!  Mam jeszcze całkiem sporo rolek. Produkuję je sobie na bieżąco zużywając kolejne motki kordonka. Natomiast jeśli chodzi rolki po taśmie, to ich niekończące się zasoby mam w pracy:)

Wymiary w cm:


100% recykling:)
_________________________

Uzupełnienie

Wobec tylu pochwał mojej pomysłowości czuję się zobowiązana wyjaśnić, że pomysł na wykorzystanie rolek znalazłam już dawno temu w House of Art. Korzystałam z niego kilka razy, a na swoim blogu zamieściłam link do kursu (o TUTAJ).
Teraz jednak, wśród dostatku rolek, postanowiłam świetny pomysł jedynie twórczo rozwinąć:)

czwartek, 5 września 2013

Nie zawsze

... moje prace na zamówienie mają tak satysfakcjonujący finał jak ostatnio....

Na przykład ten zestaw ze sznurka:


Internetowa zleceniodawczyni dokładnie przedstawiła swoje oczekiwania, ale proces twórczy potoczył się trochę inaczej. Bo, po pierwsze, postanowiłam przede wszystkim wypracować te materiały, które miałam dostępne w domu (nie mając pewności zbytu, nie chciałam generować sobie dodatkowych kosztów), a po drugie - nie zawsze wyobrażone rzeczy odpowiadają możliwościom ich wykonania...


Wyszło, jak wyszło. Zleceniodawczyni najpierw zdecydowała, że mimo wszystko kupuje całość... A potem okazało się, że stać ją tylko na słoiczek w sznurkowej siateczce, wiec mnie przeprosiła i resztę kompletu odesłała.


Nie mam żalu, nie czuję się naciągnięta ani wykorzystana, co najwyżej lekko zawiedziona...


Ale co tam, że zwrócone. Jakoś i tak przecież wykorzystam:)

sobota, 31 sierpnia 2013

Naszyjniki

... zrobiłam jeszcze w lipcu. Na zamówienie przyjaciółki. Początkowo miały być tylko dwa: jeden - bardzo chciany i już od dawna obiecywany, podarek ode mnie oraz drugi, który przyjaciółka chciała kupić na prezent dla swojej siostry. Ale pomyślałam sobie - jeśli ma dziewczyna cokolwiek ode mnie kupować, to niech przynajmniej ma jakiś wybór! I zrobiłam naszyjników w sumie pięć:)  A że nie lubię się powtarzać, to każdy z nieco innej bajki.


Pierwszy, ten podarunkowy, zgodnie z życzeniem, taki jak mój z TEGO wpisu, tylko w innych kolorkach i z regulowaną długością:


Drugi, w którym główną rolę grają drewniane korale w szydełkowych, bawełnianych  kubraczkach...


... zaś w rolach ozdobników występują drobniutkie koraliki szklane i plastikowe, a wszystko to nanizane na dwa woskowane sznurki w adekwatnych kolorach.


Trzeci - też z dzierganych korali, na brązowym sznurku, ale z dorobionymi szydełkiem sznureczkami do wiązania na szyi.


Czwarty - z nici lnianych, inspirowany biżuterią Viosny, jest bardzo hand made, bo nawet koraliki są mojej własnej roboty - urobione z modeliny:)


I piąty, moje dziecko najukochańsze, pewnie dlatego, że najzupełniej przypadkowe:) Powstał z szydełkowych kwiatków, które kiedyś robiłam sobie na próbę. I dopiero musiałam znaleźć się w naszyjnikowej fazie, by ujrzeć, że wszystkie razem stanowią całkiem zgrabną kompozycję.


Zszyłam, dla ozdobności dołożyłam jeszcze trochę perłowych koralików, dorobiłam na szydełku wiązanie...i oparłam się wielkiej pokusie, by zostawić go dla siebie;)


I właśnie się dowiedziałam, że poszły wszystkie!

Bo przyjaciółka, dla siostry, kupiła w końcu dwa naszyjniki, a siostra, sama dla siebie, kupiła dwa pozostałe:)  Bo powiedziała, że lubi taką ręcznie robioną biżuterię:)

Ach, jaka dumna jestem:)

Szczególnie, że moje rękodzieło będzie sobie teraz nie byle gdzie spacerować, tylko po samym Paryżu!

wtorek, 30 lipca 2013

Sukulenty i szydełkowa osłonka

Sympatią do sukulentów zaraziła mnie Agnieszka od Klamotów. To rzeczywiście roślinki idealne dla mnie! Nieskomplikowane i niewymagające, a jednocześnie niezmiernie efektowne, występujące w przedziwnych formach i ciekawym ubarwieniu. Prawdziwe cuda natury.

Pierwszy zestaw kupiłam dwa miesiące temu, na południowo-zachodni parapet sypialni. Roślinki wspaniale się przyjęły, a upały i palące przez okno słońce najwyraźniej im służą, bo przez ten krótki czas pojawiło się sporo nowych przyrostów, z których jestem przeogromnie dumna:)


Następne były, kupione przypadkiem na targu, rośliny na skalniaki. Jako doniczki wykorzystałam swoje stare, ręcznie malowane puszki (pokazywałam je TUTAJ). Nie nadawały się dla kwiatów kwitnących, ale w przypadku ogrodowych sukulentów się sprawdzają - roślinki dobrze w nich rosną, wypuszczają nowe pędy, a nawet kwitną:)


Różowo-fioletowe puszki fajnie wkomponowały się w wystrój pokoju Dominiki, a ja cieszę się, że wreszcie mogłam je do czegoś wykorzystać, bo strasznie mi było szkoda, że przez tyle czasu leżały zupełnie do niczego i nikomu niepotrzebne....


W ubiegły piątek natomiast, była wyprzedaż sukulentów w sklepie na naszej ulicy. I choć nie mam już wolnego ani nawet skrawka parapetu, to i tak się skusiłam i kupiłam kilka sadzonek. Miałam je od razu przesadzić do doniczek, ale znalazłam w garażu fantastyczne, płaskie, wiaderko plastikowe, po jakiejś zaprawie. Wystarczyło je tylko umyć i wydziergać, maskujący urazy, kubraczek. 

Pracowałam szydełkiem cały weekend, żeby wczoraj móc wreszcie zasadzić roślinki w nowym miejscu:


Włóczka ze starych zasobów, nie mam pojęcia co to. W robocie dość niewygodna, bo sztywna i ostra, ale na tego rodzaju osłonki - idealna.


Motyw dekoracyjny ze sznurka i plastikowych koralików.


Miejscówka na komodzie może nie jest tak pierwszorzędna, jak na słonecznym parapecie, ale mam nadzieję, że to roślinkom wystarczy i również się dobrze przyjmą.

A do osobnych doniczek trafiły jeszcze te egzemplarze:


Nie mają swoich stałych miejsc... Tymczasowo ustawiłam je gdziekolwiek, żeby tylko miały dostęp do światła i zobaczę, jak się będą rozwijać...

niedziela, 10 lutego 2013

Ze sznurka

W moich pracach dzierganych panuje ostatnio wyjątkowy bałagan. Robię równocześnie kilka rzeczy, coś tam nawet zdarza mi się ukończyć, ale wciąż czegoś do całości mi brakuje... Koncepcje się rozrastają, a czas ucieka. Mam nadzieję, że mimo wszystko zdążę przed końcem zimy;)

Tymczasem więc parę moich starszych prac. Ze sznurka. Bardzo lubię sznurek. Jest zgrzebny, a jednocześnie bardzo efektowny. Lubię z niego korzystać, bo nawet najprostsza rzecz nabiera dzięki niemu ciepła i staje się bardzo przyjemnym elementem wystroju. 

Ze sznurka jutowego, z makramowych supełków, powstały dwa bieżniki. Trochę się z nich sypie jutowy pyłek, ale na parapecie w żadnym razie mi to nie przeszkadza, wystarczy od czasu do czasu przejechać odkurzaczem:)


Organizery na długopisy powstały ze szklanek, którym wydziergałam na szydełku kubraczki. Pierwszy jest dratwy, drugi z nici lnianych:


Butelkę poniżej okleiłam dookoła szydełkowym łańcuszkiem ze zwykłego sizalowego sznurka do snopowiązałek. Rolka, którą kupiłam w składnicy rolniczej była ogromna, więc w ten sposób ozdobiłam wiele butelek i słoików, które później, na różne okazje, rozdawałam rodzinie. Myślę, że rodzina ma już dość moich sznurkowych butelek i resztę rolki muszę wykorzystać na coś innego;)


Zwykłą ceramiczną doniczkę też okleiłam sznurkiem, tym razem papierowym:


... a ze słoiczków po chrzanie zrobiłam takie lampioniki:


Pasek z makramowych węzełków jest do słoika przyklejony, żeby nie zsuwał się pod ciężarem frędzli z plastikowych koralików.


No i żyrandole... Gdy tylko zobaczyłam je w sklepie, od razu wiedziałam, że do mojej kuchniojadalni są idealne (a rzeczy naprawdę rzadko do mnie przemawiają, a żyrandole to już szczególnie - po 11 latach wciąż nie znalazłam odpowiedniego do sypialni i klatki schodowej, gdzie nadal wiszą gołe żarówki!). Od razu miałam też plan ubrania ich w sznurkową siateczkę:


Przedsięwzięcia powyższe nie wyczerpały wszystkich moich sznurkowych zasobów. Nadal mam całkiem sporo materiału...


... kiedyś na pewno jeszcze z niego skorzystam.