środa, 16 listopada 2011

Szydełkowa chusta

Nic mnie tak nie irytuje, jak fakt, że coś zrobię, a potem tego nie używam. Na przykład ten zestaw - chusta z mitenkami (zdjęcia były robione w mieszkaniu i z lampą, więc kolor jest dość mocno przekłamany; w rzeczywistości był bardziej fioletowy niż różowy):


Praca ta wzięła się z zapatrzenia na chusty Kurki, które strasznie mi się spodobały. Wydawały się takie proste! Zapatrzyłam się i zamarzyłam o identycznej dla siebie. Jednak mój wyrób okazał się jakiś-nie-taki, a nawet całkiem do chrzanu. Rzuciłam więc swoje dzieło w kąt szafy, gdzie przeleżało sobie parę latek, aż do tegorocznej jesieni, kiedy w ferworze ostatnich włóczkowych porządków je sprułam, a następnie przerobiłam. Recykling okazał się bardzo udany, a ja wreszcie czuję się zadowolona ze swojej pracy.


Nową chustę zrobiłam wg opisu z "Małej Diany", Nr 9/2011. Wykorzystałam do tego całą odzyskaną włóczkę (była to Roxy marki Opus, około 200 g) oraz motek Sasanki (Anilux) - cienką lecz włochatą nitkę, którą dodałam dla uzyskania większej objętości i miękkości. Melanż Roxi z Sasanką okazał się korzystny również z powodu otrzymanego koloru - teraz jest mniej nasycony, ale za to łagodny i ciepły.


Przerabiałam szydełkiem nr 7, więc praca przybywała szybko i sprawnie. Niestety, z powodu ograniczonej ilości surowca nie mogła być większa. Trochę szkoda. Ale w sumie taka też bardzo mi się podoba.


Na żywo wygląda jeszcze ładniej - jakoś nie udało mi się uchwycić całego jej uroku na zdjęciach. Może to wina kiepskiego światła, a może po prostu licho ją wyeksponowałam...


Komentarze
2011/11/16 20:11:02
Fantastyczna jest ta chusta:))) Czarujesz piękne rzeczy na szydełku, takie delikatne, romantyczne i bardzo kobiece. Stary komplet też zresztą był fajny.
Pod Twoim wpływem mam ochotę też coś wydziargać, niestety moim największym szydełkowym osiągnięciem jak do tej pory jest serwetka do koszyczka wielkanocnego.
2011/11/16 20:18:26
Nasze gusta są jeszcze bardziej zbliżone niż myślałam :) Ja również podziwiam chusty kurki od niepamiętnych już czasów, ale niestety jeszcze żadnej nie "popełniłam".

Twoja chusta zarówno w starszej jak i nowszej wersji bardzo mi się podoba! No i dobry pomysł z tą Sasanką. Sama mam kilka pojedynczych motków w różnych kolorach, ale nie wpadłam jeszcze na to, że tak je można wykorzystać :)

P.S. Poproszę jeszcze o wyjaśnienie odnośnie tego ślimaka w ostatnim komentarzu u mnie. Strasznie mnie zaintrygowałaś!
2011/11/16 20:35:05
Śliczna! Zachwyciłą mnie za sprawą dwóch rzeczy: wzoru, który jest delikatny i koloru - bardzo lubię fiolety(zaraz po wszelkich odcieniach niebieskiego).
Niby tak ąłdnie brzmi, że dużo przybywa, bo szydełko, itd:) ale ja już nei porywam się na takie projekty. U mnie są one skazane na śmierć, przynajmniej w tej chwili.

Anka
2011/11/17 09:22:16
BleuBleu, osobiście to myślę, że dzierganie szydełkowych serwetek jest trudniejsze z racji cienkiego szydełka i nitki, więc skoro poradziłaś sobie z tak misterną koronką, bez trudu wydziergałabyś chustę:)

Magota, mnie w ogóle fascynuje, jak w blogosferze tworzą się zaprzyjaźnione gromadki - jakiś blog na nas zadziała: wyglądem, treścią, zdjęciami, czy czymś jeszcze zupełnie nieuchwytnym, a potem okazuje się że z jego autorką (autorem) łączy nas dużo więcej, niż zdawałoby się na pierwszy rzut oka...
A Sasankę właśnie bardzo często wykorzystuję jako pogrubiacz i zmiękczacz do innych włóczek. Pojedynczy motek jest również całkiem wystarczający do zrobienia chusty.

Aniu, ale dlaczego od razu na śmierć?! Grubym szydełkiem naprawdę szybko przybywa:)
A fiolety również odkryłam po niebieskościach:)
2011/11/17 16:29:51
Przed przerobieniem wyglądała całkiem nieźle, ale teraz to już jest mistrzostwo świata. Wyrażam podziw i szacunek :) I kolor w świetle naturalnym jest o wiele ładniejszy.
2011/11/17 16:46:16
Kolor piękny, chusta piękna, no i te buty też pięknie się wpasowujące w całość:)
Gość: Graszka, 195.205.60.*
2011/11/17 20:46:19
No po prostu cudnie to wygląda. Chyba odkurzę szydełko...
2011/11/18 15:23:59
Pięknie dziękuję za sympatyczne komentarze i życzliwość wobec moich wyrobów, nawet tych mniej udanych i kiepsko fotografowanych:)

Rebecca.fierce, szkoda że pora taka, że tego naturalnego światła coraz mniej...

Sowo, a bo tak to sobie wszystko wymarzyłam;D

Graszka, a pewnie, że odkurzaj:) szydełko dobre jest na długie zimowe wieczory:)
2011/11/19 09:41:40
Podziwiam Twoje robótki i zazdroszczę :) Chciałabym mieć tyle zdolności i cierpliwości, w szczególności do wydziergania całej chusty. Piękny zestaw, mitenki po prostu cudowne! Może zainspirowana Twoimi wyrobami sama coś spróbuję w temacie mitenek? Tych idealnych jeszcze nie mam ;)
2011/11/20 22:26:50
Agnieszko, dziękuję:)
Z pierwszego zestawu pozostało już tylko wspomnienie (i zdjęcie:)), a z samych mitenek ostały się jedynie kwiatki. Ostały się, bo mam zamiar przyszyć je do innych, których jeszcze co prawda nie ma, ale w głowie już są:)
No i włóczkę odpowiednią tez już mam.
Czasu jedynie potrzebuję:) Więcej czasu! (widziałam w kinie zapowiedź takiego filmu SF, w którym czas można było kupować; hm... ciekawa koncepcja, no nie?)

piątek, 11 listopada 2011

O tym czego nie widzimy i dlaczego

Przez ostatni miesiąc z okładem, z krótkimi przerwami na tak zwane "międzyczasy", powolutku, strona po stronie, wgryzałam się w pasjonujące zagadnienie "ślepych plamek" w naszej świadomości. Ślepe plamki, czyli niewidoczne obszary znajdujące się w polu naszego widzenia (wynikające z budowy oka), posłużyły autorowi do wyjaśnienia, w jaki sposób nasza psychika, na skutek działających na poziomie nieświadomości mechanizmów obronnych, przetwarza i cenzuruje informacje z naszego otoczenia, sprawiając, że niektórych po prostu nie jesteśmy w stanie sobie uświadomić, lub właściwie zinterpretować. Temat naprawdę pasjonujący, choć dla takiego laika, jak ja, lektura była dość trudna. Nie raz i dwa musiałam się zatrzymywać i niektóre fragmenty czytać po kilka razy, żeby zrozumieć.

Mowa o książce Daniela Golemana, pt. "Konieczne kłamstwa, proste prawdy", którą dostałam w prezencie od Sowy, i za którą przy okazji, jeszcze raz serdecznie dziękuję - naprawdę świetna i pouczająca lektura!

Autor bestsellerowej "Inteligencji emocjonalnej" pisze o samooszukiwaniu się, o tych aspektach postrzegania i doświadczenia, których istnieniu zaprzeczamy, które wymazujemy z pamięci, a nawet wypieramy z percepcji rzeczywistości. Książka koncentruje się wokół idei tzw. ślepej plamki - faktu, iż zdajemy się nie zauważać pewnych nieprzyjemnych, zagrażających nam wydarzeń z otaczającej rzeczywistości, co służy utrzymaniu poczucia wartości i bezpieczeństwa. Nierzadko owa deformacja prowadzi do problemów. Książka Golemana stanowi nowoczesną interpretację wybranych tez psychoanalizy, opartą na współczesnych teoriach i wynikach eksperymentów psychologii poznawczej i społecznej. Autor ilustruje swoje wnioski licznymi przykładami, odwołując się do faktów historycznych, przypadków klinicznych i zdarzeń codziennego życia.

Jak sam autor zaznaczył na wstępie, jego książka opisuje jedynie fascynujący mechanizm działania, nie daje jednak odpowiedzi w jaki sposób zaradzić występowaniu ślepych plamek w naszej świadomości. Niełatwo jest znaleźć miarkę do zmierzenia siebie samego, bo niełatwo jest zobaczyć coś, o czym nie wiemy, że tego nie widzimy. W większości przypadków zresztą nasze "ślepe plamki" są  zupełnie niegroźne, a nawet spełniają pozytywną rolę, chroniąc nasze poczucie bezpieczeństwa i zadowolenia. Problem pojawia się, gdy w obronie dobrego samopoczucia lub ze strachu przed bólem psychicznym, nasz umysł zaczyna nas oszukiwać patologicznie - wtedy nierozwiązane, zepchnięte do podświadomości problemy, zaczynają dawać różne objawy psychosomatyczne (bóle niewiadomego pochodzenia, nerwice, lęki... itp).

Oczywiście jakaś selekcja danych, które w każdej chwili dostarczają nam nasze zmysły, jest niezbędna, choćby dlatego, że jest ich ogromna ilość. Bez jakiejkolwiek selekcji nasze doświadczanie byłoby jednym wielkim chaosem. Filtrowanie informacji przez pryzmat ich siły, aktualności, czy naszych zainteresowań jest zrozumiałe i logiczne, jednak właśnie ta sprawność naszego mózgu czyni go jednocześnie podatnym na różnego rodzaju deformacje przyswajanych treści. To dlatego, na przykład, to samo wydarzenie, może być zapamiętane zupełnie inaczej przez poszczególnych jego uczestników, a wspólny spacer po lesie u każdego ze spacerowiczów wywoływać inne wrażenia - jeden będzie zachwycał się pięknem natury, drugi umierał z przerażenia przed leśnymi stworami...

Bardzo ciekawym zagadnieniem w książce był rozdział poświęcony schematom poznawczym, które kształtują się już w niemowlęctwie. Okazało się, że już wtedy, nieświadomie stosujemy mechanizmy obronne. Od tego, które najlepiej się wówczas sprawdzą, zależeć będzie w przyszłości nasza postawa wobec problemów, wyzwań, czy porażek.

Nasze przeżywanie rzeczywistości jest kształtowane i ograniczane poprzez ciągłą zależność pomiędzy bólem/lękiem/stresem a uwagą/polem świadomości: za poczucie bezpieczeństwa płacimy wypaczeniem pola świadomości. Mechanizmy, które w jakimś ważnym momencie życia skutecznie odsuną lęk i zniwelują stres, stają się nawykowymi operacjami psychicznymi. Nawyki zaś kształtują styl życia i stają się naszą drugą naturą. To, co początkowo było skutecznym narzędziem w walce ze stresem, z czasem zaczyna określać nasze postrzeganie świata. Wybrane mechanizmy obronne - od klasycznego freudowskiego wyparcia (czyli zapomnienia o pewnych wydarzeniach oraz zapomnienia, że się o nich zapomniało), poprzez zaprzeczanie, projekcję, racjonalizację, do działań automatycznych i izolowania się od własnych uczuć... - stają się rodzajem pancerza chroniącego nas przed przeżywaniem rzeczywistości.

Ale "ślepe plamki" w świadomości nie dotyczą tylko jednostek. W swojej książce Daniel Goleman opisuje również zjawisko kształtowania się "zbiorowej jaźni", której elementem są wspólne schematy poznawcze, w tym mechanizmy obronne, a w konsekwencji też kolektywne wypaczenia rzeczywistości. Negatywne, żenujące fakty w danej społeczności są wymazywane lub zniekształcane (np. w podręcznikach do historii). Zjawiska te niedostrzegalne dla ludzi danej kultury są wyraźnie widoczne dla tych, którzy pochodzą z innych kultur, mających swoje "ślepe plamki" w innych obszarach.

To dlatego tak łatwo jest nam zobaczyć belkę w oku bliźniego, gdy tymczasem źdźbło w naszym własnym jest dla nas zupełnie niewidzialne. Dysponujemy sprytnymi i potężnymi mechanizmami, by nie dopuścić do świadomości przykrej, bolesnej, niewygodnej prawdy na swój (jako jednostki lub grupy) temat.

Jednak myliłby się ktoś, kto by twierdził, że lekarstwem na skutki samooszukiwania się jest w każdych warunkach nieograniczony dostęp do prawdy. Naga prawda bowiem może być bowiem tak samo niszcząca, jak notoryczne samooszukiwanie się. Przytaczany przez autora Gregory Bateson powiedział: "Istnieje zawsze pewna wartość optymalna, ponad którą każda rzecz staje się toksyczna".

Pytanie tylko, w którym miejscu przebiega ta granica? Które kłamstwa są konieczne, a które prawdy bezwzględnie domagają się odkrycia?


Komentarze
 
2011/11/11 15:55:35
Fascynujące zagadnienie, myślę, że takie nieświadome oszukiwanie się jest jednym z mechanizmów obronnych naszego umysłu, abyśmy mogli jakoś funkcjonować i nie ulegli samodestrukcji. Zdaję sobie z tego sprawę, że istnieją takie ślepe plamki, ale nie zamierzam ich poszukiwać i odkrywać, tak chyba jest lepiej.
 
2011/11/11 20:37:38
Każdy z nas jest inny i dla każdego ta granica byłaby inna; według mnie nie ma prawd uniwersalnych. Wszystko odbieramy przez pryzmat naszych własnych doświadczeń, odczuć czy czego tam jeszcze. A coś takiego jak kłamsto/prawda, szczególnie w świetle teorii o istnieniu "ślepej plamki", wydaje mi się niemożliwe do dokładnego wyjaśnienia. Skoro kazdy tę samą sytuację może widzieć odrobinkę inaczej, które "widzenie" jest prawdziwe? Czy istnieje w takim razie obiektywne spojrzenie?

Anka
 
2011/11/11 23:35:38
Hrabina.ee, xbluebluex, dziękuję za Waszą wypowiedź w tym niełatwym temacie.

Bez wątpienia mechanizmy obronne są pozytywną właściwością naszej psychiki - koją stres i ból, oferują łatwą pociechę w obliczu bolesnych faktów. Jednak stosowane nawykowo i, że tak powiem, nadużywane sprowadzają na manowce, a wtedy przestają nam służyć i wówczas dobrze jest jednak zdać sobie sprawę, że nasza rzeczywistość jest zakłamana, bo to pierwszy krok do rozwiązania problemów.

Idea ślepej plamki zakłada, że każdy w mniejszym lub większym stopniu jest jej ofiarą. Chodzi jednak o to, że swoje ślepe plamki mamy w innych obszarach, dlatego choć nie widzę swojej, to świetnie dostrzegam cudzą. I odwrotnie. Wydaje mi się, że to nie ma nic wspólnego z obiektywnym spojrzeniem.
 
2011/11/12 08:41:28
Bo coś takiego jak "obiektywne spojrzenie" nie istnieje:)
Każde spojrzenie jest z czyjejś perspektyw, czyli naznaczone subiektywizmem!
Obiektywne są tylko fakty:)
A mechanizmy obronne są potrzebne - tak jak wspomniałaś - aby przeżyć w tej, jakże złożonej, rzeczywistości. Problem tylko jakimi się posługujemy, bo są mniej i bardziej nam służące:)
Cieszę się, że książka Cię tak wciągnęła, pożyczę ją od Ciebie;)
 
2011/11/12 14:16:44
Zgadzam się z tym, że nie ma czegoś takiego jak obiektywne spojrzenie, każdy z nas widzi inaczej, i tak naprawdę nie mamy pojęcia jak wygląda świat oczami innych. Nie ma też uniwersalnego, obiektywnego świata, takiego samego dla wszystkich, tylko milionych indywidualnych światów każdego z nas, które zostają stworzone gdy się rodzimy. Może wszystko wygląda całkiem inaczej niż nam się wydaje?
Pozdrawiam,
BlueBlue
 
2011/11/13 17:21:36
Sowo, he, he, widok kogoś, pałaszującego coś ze smakiem, wzmaga i nasz apetyt, co nie?:)

xbleubleu, jest dokładnie, jak mówisz; a Goleman w swojej książce pięknie wyjaśnia jak (m.in. poprzez "ulubione" mechanizmy obronne) kształtują się w nas schematy poznawcze, wg których następnie postrzegamy rzeczywistość.

Faktem obiektywnym:) jest jednak, że z powodu koniecznej selekcji napływających do nas informacji (przyjmujemy to, co wg nas istotne i właściwe, pomijamy zaś resztę) nasz obraz rzeczywistości MUSI być w jakiś sposób zafałszowany. I choć najczęściej fałszerstwa te są niewinne i niegroźne, to warto zdawać sobie sprawę, że w skrajnych przypadkach mogą one przybrać formę patologiczną i doprowadzić do poważnych schorzeń psychicznych i problemów, i to nie tylko ulegającą im jednostkę, ale nawet całą grupę ludzi, cały naród, jeśli taką jednostką jest na przykład charyzmatyczny przywódca, któremu uda się swoją zdeformowaną wizją rzeczywistości zarazić tłumy.
 
2011/11/14 21:53:59
Samooszukiwanie jest widoczne jak na dłoni, kiedy obserwujemy cudze zachowania. Ile razy zastanawiamy się, jak to jest, że ta osoba np nie zauważa oczywistych przyczyn i skutków konkretnego postępowania. A ona po prostu nie może tego robić, dla własnego zdrowia psychicznego ;) Co innego, gdy chodzi o nas samych. My zawsze postępujemy słusznie :D
 
2011/11/15 08:15:26
Bardzo trafiłaś mi tym tekstem, bo właśnie zauważyłam pewną "plamkę", która wywróciła mój świat do góry nogami i tylko sobie mogę zawdzięczać, że jej nie widziałam, bo tak czułam się bezpieczniej a tłumaczę to sobie tym, że w naszej kulturze pewnych osób nie wypada uważać za osoby szkodliwe np: rodziców. O proszę już się usprawiedliwiam, czyli mechanizm działa jak założył autor. Na pewno sięgnę po tę książkę tym bardziej, że czytałam jego poprzednie książki.
 
2011/11/15 12:10:34
Agnieszko, prawda, że to zabawne? Ja też ostatnio pośmiałam się z siebie, gdy uświadomiłam sobie, że wedle mego przekonania, ja przecież ZAWSZE zachowuję się racjonalnie i rozsądnie, inni zaś wprost przeciwnie:)

Kraszynko, właśnie, rodzice są dla dzieci największym dobrem i przekleństwem jednocześnie. A zdałam sobie z tego sprawę dopiero wówczas, gdy znalazłam się po obu stronach barykady. Ale skutek tej wiedzy jest taki, że kompletnie straciłam pewność siebie, jako rodzic.
Najgorsze jest to, że wychowując swoje dzieci, człowiek tak skupia się na tym, by nie popełniać błędów własnych rodziców, że nawet nie zauważa, że popełnia mnóstwo innych błędów. Gdy zaś nie zdaje sobie sprawy z błędów swoich rodziców, to wcale nie jest lepiej, bo po prostu bezrefleksyjnie powiela je we własnej rodzinie. A uzasadnienie zawsze jest tylko jedno - dobro dziecka. No to jakież przedziwne kombinacje muszą zachodzić w głowie dziecka, które czując się nieszczęśliwe na skutek działań najbliższych, słyszy, że to dla jego dobra?

Rodzice są pierwszymi sprawcami uruchamiającymi w naszej psychice mechanizmy obronne, które rzutują potem na całe nasze życie. Gdy uświadomię sobie tę odpowiedzialność, to aż mnie przeraża, że wzięłam ją na swoje barki...
 
2011/11/15 14:19:56
Ciekawy temat.
Zgadzam się, że najtrudniejszą rzeczą jest ustalenie/znalezienie granicy, bo moim zdaniem ta między 'plamkami nieświadomości' a celowym kłamstwem jest bardzo płynna. A jak już się wkroczy na ścieżkę małych kłamstewek, to trudno z niej zejść, bo każde następne przychodzi łatwiej.
Co do prawdy 'zabijającej', to ... ja jednak jestem z kategorii ludzi, którzy wolą ją znać, jeśli dotyczy życia mojego i moich najbliższych. Poza tym kręgiem decyzję 'o waleniu między oczy' pozostawiam innym, choć przyznaję, że czasami mnie korci, by zdobyć się na odwagę ...
 
2011/11/15 15:08:39
Ja też wolę najgorszą prawdę, niż najlepsze kłamstwo... przynajmniej tak mi się wydaje:). Prawdę mówiąc trudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której prawda okazałaby się dla mnie toksyczna, ale... w sumie co ja mogę tak naprawdę wiedzieć, skoro większość procesu poznawczego dzieje się poza moją świadomością:)
 
Gość: Ela, 80.51.45.20*
2011/12/15 21:08:56
Dziękuję za podpowiedź. Wiem, co przeczytam w najbliższym czasie. Nie pierwszy raz korzystam z Twojej listy lektur.
Pozdrawiam serdecznie.
Ela

niedziela, 6 listopada 2011

Kolorowy listopad

Jesienny las jest niesamowity! A szczególnie w ciepły, bezchmurny dzień, kiedy słońce dodatkowo rozpala wszystkie kolory. Tak jak dzisiaj.

Ponadto, jesienny las jest też idealnym plenerem fotograficznym dla mojego najnowszego wyrobu. Jest to rzecz (jak większość, nad którymi ostatnio pracuję) w stu procentach z recyklingu. Kiedyś była to maleńka sukieneczka (którą zresztą własnoręcznie wydziergałam dla bratanicy mojego męża), ale właścicielka już dawno z niej wyrosła i podczas ostatnich porządków sukienka przeznaczona została do wyrzucenia. Na szczęście była przy tym obecna moja córka, (w której, ku mojemu wielkiemu rozbawieniu, najwyraźniej rozwija się instynkt "przyda się") i w ostatniej chwili uratowała całkiem dobry przecież surowiec przed śmietnikiem. Sukienka trafiła więc z powrotem do mnie, a ja przerobiłam ją na jesienną gofonarzutkę.

Zupełnie nie pamiętam co to za włóczka. Podejrzewam, że akryl, bo bardzo milutka i miękka. Nie dość, że melanżowa, to jeszcze nierównej grubości; bardzo efektowna.


Do kompletu zrobiłam też sobie opaskę: na drutach cienki pasek (5 o.) z ostatnich centymetrów odzyskanej włóczki, a później już na szydełku (nr 4), półsłupkami z nawiniętą nitką, dookoła, z dwóch stron, włóczką klasik (Elian).


Oczywiście na spacerze nie mogło zabraknąć naszej piesy:)


Ona też była zachwycona jesiennym lasem:)


Bo też i było się czym zachwycać!


Mój Bez Jesienny już dawno się poddał oczywiście, ale są jeszcze kwiatki, które mimo przymrozków, wciąż trzymają się dzielnie:


Bardzo mi się podoba jesień w tym roku! 


Komentarze
2011/11/07 08:41:38
Natura chyba zawsze(albo prawie)jest doskonałym tłem dla naszych prac. Nie tylko zresztą dla nich:))

Bardzo ładnie wyglądasz w tym kompleciku. Rozwiązanie z opaską jest świetne: włóczka wykorzystana do ostatniego cm:)

Miło pooglądać zdjęcia z polskich lasów. Jakże one inne niż te tutaj. U nas jesień przychodzi w troszkę inny sposób.

Anka
2011/11/07 09:00:10
Bardzo fajny zestawik!

Jesienna aura w tym roku faktycznie niesamowita i aż nie chce się wychodzić z parków czy lasów. Ciekawe czy zima będzie równie piękna, czy tak jak ostatnie lato nijaka...
2011/11/07 11:36:05
Bardzo przyjemnie popatrzeć na mądrze i modnie ubraną kobietę, która ma wszystko na miejscu i na dodatek w dużej mierze sama tworzy swój image a jak pogoda dopisuje to tylko pozazdrościć, ale kiedyś przyjdzie pora i na moje spacery.
2011/11/07 12:32:46
Witam:)
Śliczne zdjęcia i śliczna piesa, no a golfik oczywiście pięknie dobrany do barwy jesiennego lasu:))
Pozdrawiam,
BlueBlue
2011/11/07 13:11:30
Bardzo lubię takie grube, nierówne włóczki. Tym bardziej w jesiennych, słonecznych kolorach. Świetnie :)
2011/11/07 18:02:08
Świetny otulacz, fantastyczna modelka!
2011/11/08 08:25:34
Hrabina.ee, no tak, ale niczym nie da się przebić irlandzkich 400 odcieni zieleni;) oraz wielości najdziwniejszych kształtów irlandzkich drzew:)

Magota, tak pięknie i miło jest tylko w słońcu; gdy tylko zaczyna się ono skrywać za horyzontem, wieczorny chłód skutecznie zagania do domu;)

Kraszynko, ależ nie odkładaj spacerów na później! Roboty i tak nie przerobisz;).

Xbleubleux, dziękuję, a piesę pomerdałam za uchem od Ciebie:)

Rebecca.fierce, aha, takie włóczki mają wiele uroku, choć przerabia się je dość nudno - same oczka prawe, lewe:) Jak dla mnie, najlepiej na niej wygląda ścieg lewy; prawy jest za gładki - tutaj przerabiałam ściągaczem 2 o.l./1 o.p.

Antonino, serdecznie dziękuję, bardzo mi miło:)
2011/11/08 09:03:40
Jeny, jaka laska. Jak udaje się zachować taką figurę?Proszę o wskazowki... :)
2011/11/08 12:16:53
Oj, wskazówki są zawsze takie same: dieta MJ i zero słodyczy;). Szczęśliwie to pierwsze udaje mi się zachować, bo zajęta robótkami, ani pomyślę o jedzeniu, ale z tym drugim jest gorzej - łatwo ulegam białym michałkom zamkowym i mister ronom... Ale mam na to dwa sposoby: po pierwsze rzadko chodzę na zakupy, a wiadomo, że czego oczy nie widzą...., a po drugie, to chodzę 2x w tyg. na aerokickboxing, a od listopada jeszcze 2x w tyg. na zumbę - też fajna zabawa i dobrze się można zmęczyć:)
2011/11/08 22:36:59
I kto by pomyślał, że można jeszcze tyle kwiatków znaleźć w listopadzie :) Bardzo podobasz mi się w tym zestawie jako całości, jest bardzo udany, młodzieńczy i nie przeładowany. I choć kolory ciemne, to rozjaśniłaś je dodatkami, dzięki czemu nie wyglądają smutno. Ciekawe, czy ten golfik można nosić jako komin?
2011/11/09 12:38:04
Oczywiście zawsze jest miło usłyszeć, że się dobrze wygląda, ale taka opinia ze strony uznanej fashionistki jest szczególnie przyjemna, dlatego tym bardziej dziękuję za Twoją wypowiedź, Agnieszko:)
Golfik jest typowym ocieplaczem naramienno-szyjnym i na głowę już się nie naciągnie, i prawdę mówiąc to tak wolę. Kominy naciągnięte na głowę nie są dla mnie specjalnie wygodną częścią garderoby - tworzą grube zwoje pod szyją i zsuwają się z włosów. Ale to prawda, że potrafią wyglądać bardzo efektownie:)

poniedziałek, 31 października 2011

Renowacja - reaktywacja

Zainspirował mnie wpis Doroty, w którym napomknęła ona o ruchu wyzwolenia ubrań. W skrócie chodzi o to, by przywrócić emocjonalny stosunek do swoich strojów. Nie wyrzucać ich tylko dlatego, że w sklepie pojawiły się nowe modne fasony, lecz recyklingować. Projektować, przerabiać, poprawiać... nadając im w ten sposób szczególny, indywidualny charakter.

Podoba mi się ta idea. Pewnie dlatego, że nigdy nie lubiłam wyrzucać swoich rzeczy. Wbrew wszystkim filozofiom głoszącym potrzebę oczyszczającego wyzbywania się nadmiaru (ciekawe w którym momencie zaczyna się nadmiar?) dóbr oraz wyższości wartości duchowych nad materialnymi, moje rzeczy (i wcale w tym momencie nie mówię już tylko o ubraniach) są dla mnie w jakimś sensie naprawdę ważne. Nie lubię się ich wyzbywać. Ponadto, odkąd obejrzałam u Agnieszki rezultaty prac nad pociętymi starymi swetrami (tu i tu), sama miałam ochotę coś pociąć. Wybór padł na ażurową tunikę, podstarzałą i dość już opatrzoną, w której jednak oczami wyobraźni dostrzegłam całkiem przyjemny żakiecik. Pomysł urzeczywistniłam w ten sposób:


Rozcięłam tunikę z przodu i brzeg, dookoła (a wiec razem z dołem i kołnierzem), obrobiłam szydełkową koronką. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności (albo dzięki moim skłonnościom do gromadzenia dóbr;)) miałam w swoich zasobach włóczkę w niemal identycznym rodzaju i kolorze (Gucio/Opus, szydełko nr 4).


Kołnierz był dość szeroki, więc musiałam ściągnąć go w dekolcie sznureczkiem, żeby całość się nie rozłaziła, ale w przyszłości być może załatwię sprawę gumką.


Dwa sznurki zawiązywane z przodu jakoś mi nie pasowały, więc tymczasem pasek do przewiązywania w talii zostaje z tyłu.


Komentarze
2011/10/31 19:27:02
Przeróbka bardzo, bardzo udaną. Zyskałaś nowy, niekonwencjonalny ciuszek.
2011/10/31 21:18:53
Żakiecik wyszedł Ci wielce fikuśny, ale najbardziej mi się podobają Twoje nogi w pełnej krasie:D
Po prostu modelowe!!!
I całość pięknie skomponowana, łącznie z butami:)
2011/10/31 22:00:54
Sowo, he, he, ten żakiecik miał być właśnie po to, żeby nogi trochę zasłonić połami ściągniętymi w pasie sznurkiem, a tu się okazało, że sznurkiem trzeba ściągnąć przy dekolcie i nogi dalej na wierzchu...
Mój Wewnętrzny Krytyk truje mi w głowie, żem już za dojrzała na taki strój, zaś Wewnętrzny Luzak zachęca: chrzanić Krytyka! Łamać konwenanse!
Na razie słucham Luzaka. Może to kryzys wieku średniego?

Antonino, dzięki:) Przyjemnie jest kupić nową rzecz ale odnowić starą - to dopiero super doświadczenie i wielka satysfakcja!
2011/10/31 22:06:01
I pięknie wyszło!!!

Anka
2011/10/31 22:20:44
Piękna rzecz, co prawda osobiście nie czuję się dobrze w obszernych i dość długich rzeczach, ale to coś jest świetne a ten brąz przepiękny. Wyglądasz super a nogi masz na szóstkę z plusem.
2011/11/01 09:00:01
Ren-ya, kryzys wieku średniego to mają faceci; my mamy "życie się zaczyna po czterdziestce"!!! I tego się trzymajmy:D
A pokazywanie nóg jest Twoim patriotycznym i narodowym obowiązkiem! Czyje mamy oglądać, jeśli nie Twoje?:)
2011/11/02 12:33:54
Kochana! Aaaaależ Ty masz piękne nogi!!! Popieram poprzedniczkę - pokazywanie ich jest Twoim obowiązkiem wobec ojczyzny! :D

Co do przeróbki sweterka, to pomysł pierwsza klasa. Efekt oszałamiający - więcej takich poproszę :)
2011/11/02 13:54:08
Wyszło bardzo ładnie! Ja bym nazwała nowo powstały egzemplarz romantycznym jesiennym płaszczykiem. Podoba mi się ogromnie ! Tak na marginesie, to masz super nogi, pokazuj je częściej :)
Nie sądziłam poza tym, że ktoś oprócz mnie pamięta jeszcze o moich swetrowych przeróbkach ;)
2011/11/03 15:53:10
Dziękuję serdecznie za pochwały i zachęty! Mimo lekkiej niepewności i zażenowania pt. "czy w moim wieku jeszcze wypada?", nogi pokazywać będę, bo od zawsze jestem fanką kolorowych i wzorzystych rajstop, czy innych porciąt, a tych wszak nie da się inaczej wyeksponować:), więc póki mam nogi, to będę na nich nosić swoje ulubione rzeczy...

... Kto wie, ile mi jeszcze takiego noszenia zostało? - westchnęłam sobie przy okazji filozoficznie;)

A tymczasem, by skrócić sobie oczekiwanie na początek życia po czterdziestce;), zakupiłam kolejnych kilka par ażurowych rajstop do planowanych dzierganych sukienek:).

Agnieszko, oczywiście, że pamiętam Twoje swetrowe przeróbki. Tak mi się one spodobały, że kupiłam w lumpkach kilka swetrów do pocięcia, tylko wciąż jeszcze nie wymyśliłam w co je przekształcić. Ale to nic, bo jak przyjdzie wreszcie pomysł, to przynajmniej mam już swetry;).
2011/11/07 12:41:52
Żakiecik jest cudowny, taki bardzo kobiecy, już wcześniej zwróciłam na niego uwagę (ach jak Ja bym chciała umieć zrobić taki). I zgadzam się z poprzedniczkami, że stylizacja bardzo udana. Z drugiej strony, jak się ma tak swietną figure to i pewnie worek po kartoflach będzie na Tobie dobrze wyglądał:))
Pozdrawiam,
BlueBlue