... w bynajmniej nieświątecznym klimacie -
Breaking Bad - opowiadający o nauczycielu chemii, który dowiedziawszy się, że ma raka, postanawia rozpocząć produkcję metamfetaminy, by finansowo zabezpieczyć swoją rodzinę - całe pięć sezonów, 62 odcinki, pękło w dwa tygodnie.
Wielokrotnie nagradzany serial, z oceną na Filwebie 8,7/10, polecany przez znajomych, po pierwszym sezonie wzbudził we mnie głównie zdziwienie - nad czym te peany???? Później jednak zrobiło się lepiej, choć wciąż trudno mi o jednoznaczną opinię. Serial podobał mi się i nie podobał jednocześnie.
Nierówna akcja, która dla wielu jest zaletą produkcji, mnie działała na nerwy - przy paru dynamicznych i trzymających w napięciu momentach, większość scen, a nawet całych odcinków, to zwyczajne dłużyzny i wypełniacze, które w żaden sposób nie wpływają na rozwój wypadków. Bohaterowie, choć wszyscy bez wyjątku świetnie zagrani, są tak skomplikowani, że momentami zupełnie niezrozumiali. Trudno mi było się z nimi utożsamiać i emocjonować się ich sytuacją oraz przeżyciami. W jednym odcinku sympatyczni, inteligentni lub budzący współczucie, w innym irytujący, głupi i bezwzględni...

Breaking Bad to kolejny po
Dexterze serial, w którym twórcy testują na widzach ich poczucie moralności. Niby każdy z łatwością odróżnia dobro od zła, ale są takie sytuacje, w których granice miedzy nimi stają się niewyraźne, płynne, a jedne wartości stoją w sprzeczności z innymi. Sądząc po powodzeniu obu tych produkcji, oparcie scenariusza na tego rodzaju niejednoznacznościach, wydaje się być przepisem na sukces. Nic tak bardzo nie wciąga, jak bohaterowie - "ludzie z sąsiedztwa" - zmuszeni do rozwiązywania dylematów, w których każda decyzja może być wątpliwa moralnie, choć w jakiś sposób usprawiedliwiona.

W Breaking Bad każdy nieustannie mierzy się z takimi właśnie trudnymi wyborami, zmuszając również widzów do ciągłej refleksji - co ja zrobiłabym w takiej sytuacji? Co ja zrobiłabym, gdybym miała przed sobą ledwie parę miesięcy życia? Czy cel rzeczywiście może usprawiedliwiać środki do niego prowadzące? Dlaczego ludzie decydują się robić niewłaściwe rzeczy? A co ich przed tym powstrzymuje? Czy tylko strach przed karą, czy może jednak sumienie?
Nieczyste sumienie zmusza do racjonalizowania niewłaściwych decyzji, zasłaniania się wyższymi wartościami. I to naprawdę działa. Przez jakiś czas. Póki człowiek jest w ruchu, póty napędza się spirala kłamstw, działań i ich konsekwencji.
Ale gdy wreszcie dojdzie się do końca tej drogi, gdy wszystkie kłamstwa
zostaną zdemaskowane, a wokół zamiast miłości, szczęścia i powodzenia,
będzie tylko krzywda i cierpienie, to okaże się jasnym, że to nie dla
wyższych celów, nie dla dobra Rodziny...
Tylko dla siebie.
Oraz, że nie da się pozostać dobrym człowiekiem robiąc złe rzeczy.