... więc nie wychodzę, więc brak warunków, by pokazać co dziergałam. Ale w sumie nie jest to nic oryginalnego. Jak zwykle pruję, poprawiam, przerabiam, miksuję nitki po nowemu. Aktualnie znów szarości, pasują do dzisiejszej aury: zmrożony, przybrudzony śnieg (jest tu błyszcząca nitka, która skrzy się do światła jak szron, ale nie jestem pewna, czy udało mi się to pokazać na zdjęciach):
Ale nowy miesiąc to dobra okazja, by zrobić zentanglowe podsumowanie stycznia. Powszednie wprawki i bazgrołki z notesu:
Oraz weekendowe obrazki na dużych kartkach:
A na koniec tryptyk, który zaczęłam jeszcze w listopadzie, a skończyłam dopiero po Nowym Roku. Wersja na białej kartce mnie zniechęcała, bo strasznie się na niej rozmazywały zarówno czarne markery, jak i kolorowe żelopisy, ale koniec końców, z przerwami i pomocą Florka jest całość:-)
Trzymajcie się ciepło w te mrozy i do następnego!