środa, 22 kwietnia 2009

"...Zapachniało, zajaśniało wiosna, ach to ty..."

Zrobiłam dziś sesję zdjęciową mojej czeresience. Pięknie wygląda w tych białych kwiatkach. Szkoda, że tak krótko. Jeszcze może dwa, trzy dni i kwiatki opadną.
Gdy rano, wybudzona przez budzik, półprzytomnie otwieram oczy i widzę te okryte bielą gałęzie, to mam wrażenie, że to śnieg. Na szczęście szybko odzyskuję słodką świadomość, że to już wiosna przecież... 





sobota, 18 kwietnia 2009

"Rzeka tajemnic"

Jakiś czas temu obejrzałam film i bardzo mi się podobał więc, gdy w bibliotece zobaczyłam książkę pod tym tytułem postanowiłam ją przeczytać.

            
Powiem tak: żałuję, że najpierw obejrzałam film. To podobno była jedna z najlepszych adaptacji w historii kina, lecz mimo to, dopiero gdy przeczytałam książkę poczułam, że rozumiem. Film mi się podobał, ale książka do mnie przemówiła.

"Rzeka tajemnic" to historia trzech kumpli z dzieciństwa - Jimmy'ego, Sean'a i Deve'a, którzy po latach znów się spotykają za sprawą tragicznego wydarzenia. Jako dzieciaki byli niemal nierozłączni, przyjaźnili się, choć wiele ich dzieliło, wspólnie bawili się na ulicach, trochę łobuzowali. Jimmy był zamknięty w sobie i niczego się nie bał. Swoim zachowaniem imponował i budził fascynację, Sean'a czasami wręcz przerażał, Dave natomiast z entuzjazmem akceptował wszystkie jego pomysły. Tworzyli typową chłopięcą bandę, gdzie szefem był Jimmy, Dave jego "sługą", a Sean w pewien sposób niezależny lecz również zafascynowany, był pośrodku tej chierarchii. Wszystko to skończyło się, gdy pewnego dnia Dave został uprowadzony przez dwóch, podających się za policjantów, pedofilów. Udało mu się uciec i po cztrech dniach wrócił do domu, lecz po tym wydarzeniu nigdy tak naprawdę nie był już sobą. Ludzie, którzy go znali patrzyli na niego z mieszaniną żalu, litości i obrzydzenia. Był skażony - tak odbierało go otoczenie i on sam tak się czuł. Nigdy nie powiedział co mu się przytrafiło, ani nie dowiedział dlaczego właśnie jemu. Raz próbował rozmawiać o tym z matką, ale ta zignorowała nieśmiałe próby syna zmieniając temat i udając, że nic się nie wydarzyło. To była dla Dave'a jedyna wskazówka jak ma sobie radzić z tym, co go spotkało. Paczka się rozpadła i każdy z chłopców poszedł swoją drogą. Jimmy został przywódcą grupy przestępczej w swojej dzielnicy, a później oddanym ojcem i mężem, Sean policjantem, a Dave na zawsze pozostał skrzywdzonym chłopcem. Dwadzieścia pięć lat później ścieżki trzech byłych przyjaciół znów się przetną za sprawą kolejnego dramatycznego wydarzenia. Zostaje zamordowana córka Jimmy'ego. Sean poprowadzi śledztwo w tej sprawie, a głównym podejrzanym będzie Dave.

Wątek kryminalny znałam z filmu. Od początku wiedziałm, kto zabił, a mimo to książka nic nie straciła ze swojej atrakcyjności. Fascynujące były same postaci, ich relacje, emocje, których doświadczają. Jimmy - oddany ojciec, kochający mąż, uczciwy człowiek, który porzucił gangsterkę dla rodziny. Ale czy na pewno? Sean - zrezygnowany i zniechęcony policjant, dla którego świat składa się tylko z przestępców, nigdy nie kończącego się zła i cierpienia, rozczarowany swoją pracą i życiem osobistym. Ale czy jego zaangażowanie nie świadczy o tym, że w głębi wciąż wierzy w dobro i sprawiedliwość? Dave - skrzywdzony, łagodny, wieczna ofiara. Ale czy w skórze ofiary nie czai się bestia?

Interesujące też były postaci kobiece. To one nadawały charakter swoim mężczyznom. Silny Jimmy miał silną Annabeth, słaby Dave - słabą Celeste. Ale czy nie są to tylko pozory? W rzeczywistości okazało się, że to Celeste jest skłonna do buntu, potrafi samodzielnie myśleć, ma wątpliwości, przejmuje inicjatywę. Co prawda jej działania skutkują kolejnym tragicznym wydarzeniem, (zostają ukarane - to też fakt ciekawy sam z siebie), ale czy tak naprawdę nie spodziewałamy się takiego zakończenia?

Annabeth - silna, opanowana, wspierająca żona. Ale chyba powinna być różnica między wsparciem, a bezgraniczną akceptacją dla poczynań człowieka, który nie zawsze wie co robić? Małżeństwo Jimmy'ego i Annabeth to relacja między bogiem i jego najgorliwszym wyznawcą.

Całkiem pokręcony wydaje się związek Seana i jego żony, którzy są w separacji, jednak Lauren stale dzwoni do męża nie mówiąc ani słowa. Czego oczekuje od Seana? Na co ma nadzieję? Coś się stało między nimi, ale wciąż się kochają i wiedzą o tym, nie wiedzą natomiast jak naprawić swoje relacje. Ostatecznie Sean znajduje słowa, na które czeka Lauren i jest to zapowiedź nowego związku opartego na partnerstwie, komunikacji i oczywiście miłości.

Na koniec sprawa porwania jedenastoletniego Dave'a. Okazuje się, że to wydarzenie odcisnęło swoje piętno również na chłopcach, którzy nie zostali porwani. Jest ono obecne w postaci pytań, które wciąż zadają sobie Jimmy i Sean: kim byłbym, gdybym to ja wsiadł do tego samochodu, dlaczego to nie mnie wtedy porwano, kim i jaki jestem skoro to nie mnie chciano wykorzystać, czy jestem coś winny porwanemu, a jeśli tak, to co?

Dobre kino, ale przede wszystkim dobra książka.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Hurraaa !!!

Zakończyłam sześciotygodniowy trening biegania. Dziś po raz pierwszy w planie był bieg przez 30 min. bez przerwy. I udało się !!!!!!! Nawet nie jestem bardzo zmęczona. Naprawdę. Czuję się świetnie. I've got the power !!!!!!

sobota, 4 kwietnia 2009

Minął tydzień...

... a w tym tygodniu wzbogaciłam się o trzy przeczytane książki. Hm, może "wzbogaciłam się", to niezbyt udane sformułowanie, bo przecież ani ich nie kupiłam, ani nie może też być mowy o jakimś szczególnym wzbogaceniu ducha po tych lekturach. Nie są to bowiem żadne tam arcydzieła literatury światowej. Zwykłe, swojskie czytadła. Wartka akcja, ciekawi bohaterowie i ich historie, to jest to, co w powieści lubię najbardziej. Takie były przeczytane przeze mnie ostatnio:

   
No, może "Oskar i Pani Róża" było nieco inne. Tam akurat nie było zawrotnej akcji, nie przeżywałam strachu, nie byłam wstrząśnięta, ani zaintrygowana. To było opowiadanie z przesłaniem, z morałem, takie edukacyjne powiedziałabym nawet. Prawdę mówiąc za takimi lekturami nie przepadam, ale córce się podobało i prosiła bym ja też przeczytała. No to przeczytałam. Jest to króciutka historyjka o chłopcu umierającym na raka i pani Róży - wolontariuszce ze szpitala, która pomaga mu zrozumieć i zaakceptować to, co się wokół niego dzieje. Rzeczywiście wzruszająca historia, na koniec nawet załzawiły mi oczy, a naprawdę nieczęsto mi się to zdarza podczas czytania. Jak dla mnie jednak za dużo jest o Bogu w tej książce. Czytałam gdzieś, że ludziom chorym bardzo pomaga wiara w Boga, bo wtedy dostrzegają sens w swoim cierpieniu. Religia pomaga im też wierzyć w cudowne wyzdrowienie, nawet, gdy medycyna nie widzi takiej szansy. Potrafię to zrozumieć. Zastanawiam się jednak, jak ludzie niewierzący radzą sobie z nieuleczalną chorobą? Jak ja bym sobie poradziła? Czy tylko wiara w Boga pozwala umrzeć z godnością? Pani Róża mówi, że ludzie często żyją tak, jakby byli nieśmiertelni. Ja wiem, że jestem śmiertelniczką. Pamietam o tym niemal codziennie, mimo, że jestem młoda i zdrowa. Co więcej, wiem, że mam tylko to jedno życie, którym żyję właśnie w tej chwili, drugiej szansy nie będzie. Czy ta świadomość sprawi, że będę umierać z większym żalem, niepogodzona z faktem, że oto mój czas się skończył? Czy tylko wiara w Boga pomaga przetrwać najtrudniejsze momenty? Czy może wiara w Boga jest jednym z wielu różnych przejawów życia duchowego? No cóż, z Bogiem czy bez, każdy chyba sam powinien znaleźć własną drogę. Myślę, że ja swoją znalazłam i choć nie kroczę z Bogiem pod rękę, również znajduję sens w swoim życiu oraz pociechę i wsparcie w trudnych sytuacjach.

"Czerwone liście" to tuż trzecia przeczytana przeze mnie powieść Paulliny Simons. Wciąż nie czuję się znudzona. Lubię jej historie. Pisałam już, że mam kilka zastrzeżeń co do stylu, ale jest coś w jej powieściach, co sprawia, że dobrze i z zainteresowaniem (może nawet z pasją?) się je czyta.

No i słynny Harlan Coben, któremu wielu czytelników zarzuca schematyczność. Ja jeszcze wstrzymam się z odniesieniem do tego stwierdzenia. Myślę, że po drugiej książce jeszcze na to za wcześnie. Tym niemniej jednak w "Bez pożegnania", podobnie jak w "Tylko jedno spojrzenie" wystąpił element zniknięcia, wyjątkowo wredny psychopata, oraz stara sprawa z przeszłości, której czas się wreszcie wyjaśnić. Ale polecam tą książkę. To naprawdę dobra powieść sensacyjna!