sobota, 25 marca 2017

Kooperatywa Sztuk Różnych

... tak nazwałam swoją firmę. Bo łączę w swojej działalności szydełko z dekupażem, a dekupaż z fotografią... W ramach tej nazwy możemy robić z Dominiką całe mnóstwo różnych rzeczy. Wciąż planujemy i motywujemy siebie nawzajem (ona mnie bardziej - pisze do mnie wiadomości wielkimi literami i wykrzyknikami;-)). To szalenie ekscytujące:-).

A tymczasem wciąż się uczę, nabieram doświadczenia, ogłady i nieustannie gimnastykuję kreatywność, bo zlecenia podobne, ale bardzo się staram, by każde było inne.

1. Ślubne akcesoria. W pudełku na obrączki poduszeczka i serduszko wykonane na szydełku z białego kordonka. Wszystkie napisy malowane ręcznie farbą.





2. Pudełko na obrączki z szydełkową poduszeczką z bawełnianego sznurka, napis transferowany.


3. Pudełko na pendrive ze zdjęciami z sesji narzeczeńskiej. Na wieczku przetransferowane jedno ze zdjęć z sesji.


Momentami czuję się zmęczona. Bo pracuję na pełny zegar. I przytłoczona. Głównie presją czasu. I bardzo niepewna, jak moja praca zostanie przyjęta. Zawsze niecierpliwie oczekuję na reakcję. A gdy przychodzi kolejny mail od zadowolonej klientki, jestem już tylko uskrzydlona i dumna:-).

I biorę się za kolejne zlecenie. I cały cykl zaczyna się od nowa:-).


poniedziałek, 20 marca 2017

Marta i Luis

Kiedy parę lat temu zapisałam się do szkoły fotograficznej, zrobiłam to dlatego, że chciałam nauczyć się robić lepsze zdjęcia na bloga. I choć fotografować lubiłam od zawsze, to przecież tylko gdzieś w najdalej upchniętych zakamarkach mojej głowy zamknięte były myśli, że mogłabym robić to... Profesjonalnie?

Nie, przecież nie ja! Oglądałam piękne, profesjonalne zdjęcia w sieci i byłam przekonana, że ja tak nie potrafię.

Ale Dominika wierciła dziurę. Pokazywała dokonania mniej utalentowanych fotografów, którzy jednak bez żadnych kompleksów wykonują swój zawód i pokazują swoje prace w internecie, i upierała się, że moje zdjęcia są LEPSZE. Wciąż mobilizowała mnie, żebym na niej i Rafale ćwiczyła. Bez przekonania zrobiłam im sesję narzeczeńską, która nieoczekiwanie nawet dla mnie, wyszła całkiem dobrze i dostała od Was mnóstwo przychylności, w tym opinię samej mojej mistrzyni - Kamili Piech. Rok później, już bardziej swobodnie, zrobiłam Młodym sesję ślubną w plenerze. To przedsięwzięcie dostarczyło mi nie tylko wielkiej frajdy podczas pracy, ale też niekłamanego zadowolenia i dumy z jej jakości.

Myśli o profesjonalnym (rany, jak to brzmi w odniesieniu do mnie!) fotografowaniu wychynęły z zakamarków. Może. Może....

Ale jeśli tak, to muszę poćwiczyć z innymi ludźmi. Nie tylko z Dominiką i Rafałem. Dam radę z kimś obcym? Nie miałam czasu się zastanowić, bo Dominika już mi załatwiła zadanie. Ogłosiła na swoim blogu konkurs, w którym wygraną była sesja narzeczeńska, a ja miałam być jej autorką. Żebyście widziały tę panikę, która mnie ogarnęła gdy się o tym dowiedziałam! Szczególnie, że sesja miała odbyć się w lutym, w miejscu kompletnie mi nieznanym, oddalonym od mojego domu 150 km. Jechać w zimie taki kawał drogi? A jak będzie mróz, śnieg, ślisko?????

Ale słowo się rzekło. Nie było odwrotu. Gdy tylko opanowałam paraliżujący lęk przed nowym wyzwaniem, pojawiła się mobilizacja i chęć do działania. Sesja odbyła się zgodnie z planem. Pogoda udała się całkiem dobrze. Najważniejsze, że nie było opadów i mrozu. Choć było dość chłodno i ogromnie stresowało mnie, że Narzeczeni marzną, gdy ja w nieskończoność przymierzałam kadry. Starałam się o tym nie myśleć i skupić się tylko na zdjęciach, ale cóż... empatyczna ze mnie istota, a Marta i Luis okazali się ludźmi tak sympatycznymi i miłymi, że z jednej strony chciałam im zrobić jak najlepsze zdjęcia, by mieli niezapomnianą pamiątkę, a z drugiej nie mogłam patrzeć jak marzną i bałam się, że się od tej sesji pochorują...

Podsumowując, to było dla mnie niezapomniane wydarzenie. Piękni i zakochani Narzeczeni, urokliwe plenery Kazimierza Dolnego oraz przeogromna przyjemność z łapania tych ulotnych chwil w kadrach...

Naprawdę... Lubię to!






































Dominika od razu przygotowała dla mnie nowe fotograficzne logo i znalazła jeszcze dwie pary do ćwiczeń dla mnie;-). Jest naprawdę nieocenioną agentką!

czwartek, 16 marca 2017

Prezenty dla Świadków

... również zaliczają się do ślubnego rękodzieła. Takie zadanie zleciła mi ostatnio Pani Kinga, zostawiając mi w jego realizacji sporo dowolności. Prosiła jedynie, by na prezencie dla Świadka pojawił się motyw Supermana, bo jest on fanem superbohaterów, co prawda bardziej Batmana, ale znaczek Supermana w tym kontekście lepiej pasuje... Poszperawszy w sieci, trafiłam na połączenie tych dwóch motywów i na skrzyneczkę trafiła taka właśnie grafika:-).



Już w trakcie robienia zdjęć uznałam, że czegoś jeszcze pudełkom brak... I dołożyłam ażurowe serduszka ze sklejki w kolorze naturalnym:-)


Pani Kindze spodobał się efekt, co ogromnie mnie ucieszyło, bo i ja sama bardzo zadowolona jestem z tej pracy. Zrobiłam ją w stylu, który lubię najbardziej: suchy pędzel i przecierki, dzięki czemu całość nabrała nieco rustykalnego charakteru:-).