poniedziałek, 8 grudnia 2014

Filary ziemi

... ponoć najsłynniejsza powieść Kena Folletta, to emocjonująca i z wielkim rozmachem napisana saga historyczno-przygodowa, której fabuła osnuta jest wokół trwającej blisko czterdzieści lat budowy wielkiej katedry Kingsbridge.

Powieść przenosi nas do średniowiecznej Anglii, w czasy anarchii i wojny domowej wywołanych sporem o sukcesję na angielskim tronie. Fakty (główne bitwy, postacie, zabójstwo Tomasza Becketa, arcybiskupa Canterbury) mieszają się z fikcją (w prawdziwym Kingsbridge nigdy nie powstała żadna katedra), dając w efekcie realną i wciągającą historię o miłości, pasji i lojalności wbrew wszelkim przeciwnościom.

Początkowo zdawało mi się, że nie jest to lektura dla mnie. Intrygi polityczne, bezwzględna walka o władzę, zdrady, przemoc - to nie są moje ulubione motywy. Nie lubię też postaci, których działania wynikają z wyjątkowo niestawnej jak dla mnie mieszanki ambicji, głupoty i władzy. W realnym życiu takich ludzi unikam jak tylko mogę i w ksiażkach też wolałabym ich nie spotykać. Bezsilna i zdołowana się czuję wobec nich. Tym bardziej, że jako ateistka, nie znajduję pocieszenia w przekonaniu, że w innym świecie dosięgnie ich boska sprawiedliwość....

Na szczęście książki kierują się innymi zasadami - tu Bogiem jest autor, a ja, znając już co nieco styl Folletta, miałam przeczucie, że na końcu pisarz da mi tę satysfakcję i ukarze każdego z panoszących się na kartach powieści łotrów, opisując ich upadek dostatecznie szczegółowo i wyczerpująco.

I nie zawiodłam się. Co prawda zakończenie ma dzięki temu nieco bajkową wymowę, ale któż z nas nie lubi, gdy dobro wygrywa?


Na podstawie powieści, w 2010 roku powstał serial telewizyjny, wyprodukowany przez słynnego reżysera Ridleya Scotta. Główne role zagrali: Ian Mc- Shane, Matthew Macfadyen, Eddie Redmayne, Hayley Atwell, Rufus Sewell i Donald Sutherland.

Oczywiście od razu obejrzałam. Zawód był ogromny. Realizatorzy wprowadzili tak wiele zmian, że film niewiele ma wspólnego z książką. Co prawda występują ci sami bohaterowie, ale przytrafiają im się inne rzeczy. A jeśli już spotyka ich to samo co w książce, to  zupełnie z innych powodów i w inny sposób. W czołówce filmu jest zaznaczone, że powstał on na motywach powieści, ale te motywy potraktowane zostały bardzo luźno i przypadkowo. Nie wiem czemu miało to służyć. Ken Follett wymyślił naprawdę zgrabną i trzymającą w napięciu fabułę... 

Szydełkowałam kocyk więc jakoś obejrzałam te osiem odcinków, choć prawdę mówiąc już po dwóch miałam dosyć oglądania. Ciekawa jestem, czy gdybym nie czytała książki, to film by mi się spododobał. Pewnie miałby szansę. Wydaje mi się, że dobrze oddaje średniowieczną atmosferę, muzyka jest naprawdę świetna. Tylko te zmiany w fabule... Po prostu nie do przyjęcia. Ale kim ja jestem, by to oceniać, jeśli (jak przeczytałam w TYM artykule) sam Ken Follett zadowolony był z produkcji...

20 komentarzy:

  1. Przede wszystkim piękna recenzja Renyu książki i serialu. Przynam się, że książkę zaczęłam czytać, ale po mniej więcej połowie poległam. Może wrócę. Serialu nie obejrzałam. Niestety wizja reżyserska jest często inna od oryginału. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też do połowy nie miałam przekonania - za dużo intryg i bezprawia. Ale potem naprawdę się wciagnęłam i tak przeżywałam, że Filary ziemi nawet mi się śniły. Lektura naprawdę godna, by do niej wrócić.
      Dziękuję!

      Usuń
  2. o tak, książkę połknęłam (dostałam w prezencie wersję oryginalną - kocham takie prezenty! :-D), serial był dla mnie absolutną klapą, darowałam sobie po 3 odcinku... także teges, zgadzam się w całej rozciągłości (i też lubię, gdy dobro zwycięża!)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to przybijam piąteczkę!

      Usuń
  3. Książkę przeczytałam - podobne emocje i wnioski! Polecam również drugą część sagi - "Świat bez końca", której akcja dzieje się 200 lat później, a bohaterami są potomkowie Jacka i Toma. Fabuła również wciągająca.
    W zasadzie to nie lubię oglądać sfilmowanych powieści. Zawsze jestem rozczarowana. Kiedy czytam, wyobraźnia nadaje bohaterom moje wyobrażenie o nich, a film zmienia to całkowicie. Trudno mi zaakceptować taką zmianę, nieraz wręcz jestem zła na siebie, bo film odbiera mi cały urok powieści!
    A co do oceny, Reniu - dlaczego nie mamy tego oceniać? W końcu autorzy piszą książki dla czytelników, nie dla siebie, mamy więc pełne prawo wypowiedzieć swoją opinię, pochwalić lub skrytykować.
    Z ciekawości obejrzę pierwszy odcinek tego serialu - ciekawe, czy będę po emisji również zaskoczona, jak Ty.
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako miłośniczka wszelkich długaśnych historii oczywiście oddając Filary ziemi, natychmiast wypożyczyłam Świat bez końca. I czytam. Ale to cegła chyba jeszcze większa od Filarów, a początki jak zwykle są nieco ślamazarne, dopiero się poznajemy z bohaterami.
      Jeśli podobała Ci się lektura Filarów... to bardzo jestem ciekawa Twojej opinii serialu. Ja w pierwszym wrażeniu byłam po prostu zła, niemal wściekła za te wszystkie zmiany. No ale ja zaczęłam oglądać w dzień po przeczytaniu. Może gdyby od jednego do drugiego upłynęło nieco więcej czasu, byłabym bardziej wyrozumiała i potrafiła docenić zalety serialu, bo ma on raczej dobre opinie.

      Usuń
  4. Też tak uważam, to był za krótki był odstęp, a nawet brak odstępu, między czytaniem i obejrzeniem ekranizacji. Ja zawsze sobie obiecuję, że tym razem sie nie skuszę i nie chcę wiedzieć jaki z książki nakrecono film... i oczywiście nigdy nie dotrzymuję, i wtedy mam to samo, co Ty teraz. Ale skoro sam autor był zadowolony, to należało obejrzeć serial i sprawdzić.... Serialu nie widziałam, książkę czytałam. Nie wiem dlaczego po nią sięgnęłam, bo absolutnie temat mnie nie pociągał. A potem objawienie, czytałam z przyjemnością do ostatniej strony. Nie wiedziałam, że jest druga część, ale przyznam, że trochę mnie zniechęca, że cegła, mimo to nie daruję na pewno.... Gdyby jeszcze nie ten brak czasu...:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to zawsze jestem ciekawa filmowej adaptacji. Zdarza mi się nie przeczytać książki, gdy już obejrzę film, ale odwrotnie raczej nie. Zdarzają się przy tym mniejsze lub większe zawody, ale ciekawość, jak ktoś inny widział daną historię, zwycięża. A czasem bywa tak, że film bardziej mi się podoba niż książka, np. Prestiż, czy Pożegnanie z Afryką.
      Do "Świata bez końca" też jest (albo będzie, nie pamiętam dokładnie) serial. Chętnie obejrzę, choć tym razem dam sobie więcej czasu między jednym a drugim. Książka ma 900 stron i z powodu gabarytów ciężko się czyta, szczególnie w łóżku, ale już teraz, po przeczytaniu niemal 100 stron widzę, że historia zapowiada się równie wciągająco. I na razie nie ma prawie w ogóle polityki. Jest tylko tajemnica...

      Usuń
  5. Z książek o średniowieczu to przeczytałam tylko Imię Róży i zdecydowanie ta pozycja mnie wciąga:) Świetnym przykładem na różnice między książką a jej ekranizacją jest Hrabia Monte Christo ( ekranizacja amerykańska ). Jednak ponieważ uwielbiam książkę to przymykam na to oko - ważne, że film dobrze się ogląda i zachowane są główne wątki:) Jednak najlepszy jest francuski serial - pokazuje każdy nawet najmniejszy element fabuły a ja chętnie do niego wracam:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imię Róży to tak słynny tytuł, że doprawdy wstyd, że jeszcze tej historii nie znam, ani książkowej, ani filmowej. Ale na pewno kiedyś to nadrobię. I z pewnością zacznę od książki. Dziękuję za przypomnienie!
      Hrabiego Monte Christo też nie znam, ale to jakoś nie moje klimaty... Niby wiem, że Dumas wielkim pisarzem był, ale do mnie on nie trafia, nigdy nie lubiłam historii spod znaku płaszcza i szpady.

      Usuń
    2. I tu się zdziwisz bo to świetna powieść o życiu:) Zupełnie co innego niż muszkieterowie:) pozdrawiam i polecam:))

      Usuń
    3. Oooo, serio?, bo mi się Dumas tak właśnie z tym płaszczem i szpadą jedynie kojarzy, choć wiem, że Hrabia Monte Christo to o ucieczce z więzienia.... Może kiedyś dojrzeję do tematu.

      Usuń
  6. Średniowiecze to zdecydowanie nie moja epoka, coś musi mnie naprawdę fascynować, żebym pokusiła się o czytanie i oglądanie. Dużo dobrego słyszałam o "Filarach ziemi", ale naprawdę nie mam odwagi.
    Nie lubię oglądać filmów na podstawie książek, które bardzo mi się podobają. Z góry wiem, że się zawiodę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wiem, a jednak ciekawość zwycięża...
      Średniowiecze to paskudny i mroczny okres, nie mieści mi się w głowie, że w takich warunkach ludzie mogli żyć. A żyli. Choć krótko. W sensie wieku, bo epoka to długo jednak trwała. I też mnie ciekawość do tych czasów ciągnie.

      Usuń
    2. To krótkie życie było w sumie bardziej palgą na Zachodzie. Ludzie Wschodu (i to wcale nie tego bardzo dalekiego, bo zaczynającego się już na terenach dzisiejszej Polski) żyli dłużej, a co najważniejsze - higieniczniej. Poza tym statystyki średniej wieku psują zgony wśród niemowląt lub bezlitosne działania wojenne (najazdy, podpalenia miast i wsi...). Zachód był też bardziej zaludniony, zarazy szybciej się rozprzestrzeniały. Wschodowi łatwiej było utrzymywać kwarantannę.
      Ciekawą książką jest "Historia brudu" Katherine Ashenburg. Ale autorka skupiła się właśnie na zachodnim stylu życia.

      Usuń
    3. No właśnie te nieustanne bijatyki pomiędzy możnymi zbierały ogromne żniwo śmierci i to nawet nie wśród walczących, tylko zwykłych ludzi, bo przy okazji takiego najazdu odbywało się łupienie i ogólna demolka. Podobno papież wymyślił wyprawę krzyżową po to właśnie, żeby skupić uwagę rycerstwa na innych celach. I to mu się udało. Krucjaty spowodowały, że pozostali na miejscu ludzie, mogli wreszcie normalnie zająć się uprawą ziemi.
      Ale ten powszechny brak higieny też był zatrważający...

      Usuń
  7. Zapisuję jeszcze nie czytałam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że zaciekawiłam.

      Usuń
  8. Muszę podsunąć małżonkowi on lubi Folleta a chyba nie miał tego w rekach. A z książkami i filmami jest na przekór i nikt nic nie gwarantuje i albo jedno lepsze albo drugie. Ostatnio był dobry film Spadkobiercy a powstał z kiepskiej moim zdaniem książk o tym samym tytule.i. Albo Wiedżmin na odwrót - książki super a film kicha. Dziwię się tylko, że tak znany i doświadczony reżyser jak Ridley Scott nie zdaje sobie sprawy, że jeśli jest dobra książka to pewnie przeczytało ją wielu ludzi i chcą oni w miarę możliwości wiernej fabuły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, czasem książki są kiepskie, ale filmowcy potrafią w nich dostrzec potencjał i zrobić naprawdę dobry film, jednak częściej jest odwrotnie. W przypadku Filarów ziemi doprawdy nie znajduję wytłumaczenia, dlaczego realizatorzy skaszanili tak dobrą historię... Nawet nie musieli się przecież bardzo w czasie ograniczać, bo zrobili serial na 8 odcinków - wszystko by się zmieściło bez niepotrzebnych zmian...

      Usuń