poniedziałek, 5 października 2020

Włóczkowe zabytki przeszłości

Po rodzicach szwagra mego zięcia dostałam worek starych włóczek. Prawdziwe vintage-skarby, jak powiedział Lenard:-). Zalatujące strychem i drapiące, obrane w jakieś kłaczki, w większości bez metek... naprawdę mało interesujące starocie w porównaniu z ofertą sklepową, a także moimi własnymi zapasami;-). Ale to właśnie one zajęły moją uwagę w ostatnim czasie i pobudziły wyobraźnię:-)





W pierwszej kolejności zwróciłam uwagę na kłębki ciemnobrązowe i ogniste pomarańczowo-żółte - od razu wiedziałam. że muszę je jakoś połączyć:-). Wyszła czapka. A ponieważ jeszcze trochę zostało, więc później dorobię jeszcze mitenki.



 

W drugiej kolejności zajęłam się Szarotką. Mam przeczucie, że ta przędza jest starsza od mnie. Zamierzam zamienić ją w skarpetki na nogi krzeseł, a potem zobaczę... może bieżnik na parapet...




 

W trzeciej kolejności zajmę się melanżami. Mam plan na poszewki na poduchy na krzesła, ale jestem otwarta na różne pomysły, może mi jeszcze coś innego wyobraźnia podpowie:-). Albo Wy?

34 komentarze:

  1. Szarotką jest świetna na sweter bo ciepła. Ale masz fajny pomysł z osłonkami na nogi😁pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mój pomysł - podpatrzony w Internecie już dawno temu, ale nowej włóczki zawsze było mi szkoda na taką robótkę, a Szarotka trafiła się po prostu idealnie na ten cel, wygląda trochę jak sznurek, sweter byłby dla mnie nie do noszenia;-) Szkoda, że tylko 1 motek, bo to chyba największy skarb z całego worka:-)

      Usuń
  2. Ja bym chyba była przerażona takim prezentem, nie mając na niego kompletnie pomysłu, podziwiam więc Twoją kreatywność :). Czapka faktycznie wyszła świetna, a jak patrzyłam na te motki, to zupełnie do mnie nie przemawiały. Może więc te melanże z kolei dałoby się połączyć z Malibu w jakiś szalony pasiasty sweter? Ciekawa jestem dalszego ciągu przerabiania tych zabytków :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o takim swetrze... Nawet już zaczęłam. Ale zrezygnowałam, bo włóczka jednak zbyt zgrzebna na ubranie, przynajmniej dla mnie, bo mnie prawie wszystko gryzie;-). To musi być coś dla domu. Na razie szydełkuję te osłonki na nogi (robi się ósma z 16) i myślę intensywnie:-).
      Dziękuję!

      Usuń
  3. Też mam trzy wypchane pudła takimi włóczkami vintage. Dostałam od koleżanki z pracy, która porządkowała szafy swojej zniedołężniałej wtedy, a dzisiaj już nieżyjącej Mamy. Jedyną rzeczą jaką z nich wydziegałam jest kardigan Strajkowy. Reszta czeka - nie wiem na co.
    Twoja czapka vintage dzięki sile pomarańczu jest bardzo energetyczna. Skarpetki na nogi krzesła - nie wpadłabym na to :-) Genialnie zabawne lub zabawnie genialne - jak wolisz :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reszta czeka na pomysł:-) Musisz je wyjąć i patrzeć. Do mnie od takiego patrzenia przychodzą pomysły:-)
      Skarpetki na nogi od krzesła widziałam już dawno temu w Internecie, zawsze brakowało mi tylko odpowiedniej przędzy, szkoda mi było nowej...
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
  4. Skarby! tak właśnie :-D
    Ja ostatnio przerabiam właśnie takie vintage motki, ino sama wełna. Bardzo zacne, a i ufarbować zawsze można, jak kolor nie pasi, bez żalu, jak wyjdzie coś nie do końca zaplanowanego :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego włóczki z drugiej ręki są takie kreatywne, bo można różnych rzeczy z nich próbować bez żalu, że się nie uda, albo zniszczy;-)

      Usuń
    2. No właśnie, bo jak pomyślę, że mam wydać grube dziesiątki złociszy na co, co nie spasuje, to ugh... póki co mam nadmiar wszystkiego, ale tęsknię za polowaniem w lumpeksach (są tu takie z włóczkami, mają czasem super rzeczy!).

      Usuń
    3. Gdyby w naszych lumpeksach były włóczki, to byłabym ich najlepszą klientką;-D

      Usuń
    4. Ja byłem całkiem dobrym klientem, czasem z całym wypchanym plecakiem wracałem ;-)

      Usuń
  5. Wspaniala czapka, oslonki na krzesla sa wspaniale,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Szarotka, ta to zrobiła na mnie wrażenie 🤓 684 zł. górna póła i kolor na czasie. Gratuluję kreatywności.
    Z biało-czerwonej może cukierki na choinkę, a z Malibu bert, koniecznie z anteną 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że beret:-) Wprawdzie tam nie ma ani grama moheru, ale z wyglądu bardzo go przypomina. No i tylko dwa motki, więc i tak na nic większego by nie wystarczyło. Na biało-czerwoną mam już wstępny plan na karczek sweterka dla Florka, reszta byłaby czerwona - mam dwa pojedyncze czerwone motki, więc zobaczymy czy się to da połączyć:-)
      Dzięki serdeczne!

      Usuń
  7. Te melanżowe włóczki znam, bo sama miałam spory ich zapas - kiedyś Mamusia kupiła takie, bo innych w sklepach nie było i dziergałyśmy nie tylko sweterki, sukienki ale i kapciuszki - te z podwójnej a nawet potrójnej nitki. Dla swoich dzieci wydziergałam jeszcze z tej włóczki bolerko i nawet mam je do dziś:))
    Jesteś osobą bardzo kreatywną, wiec na pewno coś wymyślisz i nie pozwolisz, by taki dar się zmarnował.
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!
      Ja też pamiętam te melanże, choć nazwa wypadła mi z głowy, na pewno miała związek z anilaną. Koleżanka z podstawówki miała maszynę dziewiarską i machała nią sweterek za sweterkiem właśnie z tej włóczki, była bardzo miła w dotyku jak na tamte czasy...

      Usuń
  8. Jeseś niesamowicie pomysłowa. Wykorzystałaś bardzo kreatywnie część włoczek. Czapka wygląda fantastycznie w tych kolorach. A skarpety na krzesło to już mistrzostwo świata.
    Przed wyjazdem do Malezji, pakowałam cały nasz dom do jednego pomieszczenia w piwnicy, aby zrobić miejsce dla mojej siostry z rodziną. Zrobiłam również porządek we włóczkach.Oddałam cały wór dla mnie najmniej wartościowych. Zostawiłam sobie tylko te, z których może , powtarzam może coś zrobię w przyszłości. Nie jestem taka dobra w wykorzystywaniu różnych, nawet sporych resztek do projektów, w których rozkwitają:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też nie jestem taka dobra... Gdy widzę w sieci, co ludzie potrafią zrobić z takiego niczego... Ale w jakiś sposób cieszą i inspirują mnie takie starocie:-) Na pewno ma to związek z tym, że są za darmo i nie żal mi z nich eksperymentować. Oczywiście efekt też ma znaczenie, ale w dzierganiu równie mocno ekscytuje mnie planowanie, próbowanie, łączenie nitek i samo dzierganie właśnie:-)
      Dziękuję bardzo!

      Usuń
  9. Też dostałam tak wór i szykuję się do pokazania, co z niego wyskoczyło 🤓

    OdpowiedzUsuń
  10. Taka porcja motków w niczym nie przypomina kuszących ofert sklepów z włóczkami. Jest za to świetnym testem dla twórczej duszy. Wydobyć z tego zgrzebnego, gryzącego się stosiku spójne elementy i zamienić je w ładne przedmioty to jest dopiero coś! Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale to ujęłaś! To jest właśnie to wyzwanie, które mnie ekscytuje i które sprawiło, że nowe kolorowe motki przegrały tę rywalizację:-)
      Dziękuję serdecznie!

      Usuń
  11. Świetnie sobie poradziłaś, bardzo inspirujące pomysły. Jak dla mnie skarpetki na nogi są numerem jeden :-) czekam na dalszy rozwój sytuacji :-) Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi bardzo! Będę pokazywać na bieżąco:-) Dziękuję:-)

      Usuń
  12. Jeśli to starsze anilany to ja zrobiłabym koc lub podkładki pod pupę na Twój taras.Czapka cudowna, aż dech zapiera.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie myślę, że to te anilany:-). Wszystkie pasują mi kolorem do kuchniojadalni, dlatego właśnie myślałam o poszewkach na poduchy na krzesła... Mam tylko wątpliwości, czy starczy na 4 poduchy... Podkładki też biorę pod rozwagę:-)
      Dziękuję bardzo:-)

      Usuń
  13. Patrząc na cenę musi mieć około 30 lat.Mnie moje koleżanki raczyły takimi włoczkami i kiedyś bardzo dużo robiłam,ale kiedyś nie było takich pięknych i niedrogich swetrów w sieciówkach:))))jak się pojawiły to druty odeszły w kąt:))i jakoś sobie tam leżą razem z włoczkami:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio, tylko 30 lat??? To jednak nie jest ode mnie starsza:-D Ale zupełnie takich motków nie kojarzę ze swoich czasów...
      To prawda z tymi swetrami w sieciówkach, sama korzystam od czasu do czasu, ale to mnie nie powstrzymuje od dziergania:-) Za bardzo to lubię:-)

      Usuń
  14. To sa skarby, nawet jeśli tak nie wygldaja na pierwszy rzut oka. Sama niekiedy trafiam na torbę "niechcianych włóczek" w SH i ją przygarniam .
    Wyczarowałaś śliczną czapkę, a te skarpetki na nogi od krzeseł to niezły pomysł!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego żałuję, że w miejscowych SH nie ma włóczek...
      Dziękuję!

      Usuń
  15. Do takich zabytkowych włóczek mam słabość, bo to moja młodość ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie pamiętam tych najstarszych włóczek, zaczęłam dziergać w połowie lat 90 - włóczki były wówczas beznadziejne, a sklepy tylko stacjonarne, więc oferta cienka jak naleśnik... Że też udało mi się przez ten czas nie zniechęcić do dziergania... Przecież praktycznie nic z tamtych rzeczy nie nadawało się do noszenia przez mnie, wszystko gryzące jak diabli. Ale może byłam bardziej cierpliwa, przecież całe moje dzieciństwo wiązało się z gryzącymi ubraniami, więc może zdawało mi się, że nie ma innego wyjścia;-)

      Usuń
  16. Twoja kombinacja kolorów czapki wygląda pięknie i jest odpowiednia jako uzupełnienie Twojego stylu ubioru. Kocham to.
    Pozdrowienia z Indonezji.

    OdpowiedzUsuń