piątek, 20 listopada 2015

Pofilozofujmy

Dobrze, że mnie Sivka zaprosiła do takiej zabawy, bo filozofowanie na blogu też sobie odpuszczam i w ostatnim czasie nie było go tutaj ani nawet tytułowej szczypty;-).

W ramach zabawy (nie jestem pewna, czy to nadal Liebster Award, czy już zupełnie co innego) Sivka zaproponowała do wyboru aż cztery tematy do rozważań. Wszystkie bardzo ciekawe i przez chwilę sama nie wiedziałam, co z tego dobrobytu wybrać... Kusiła mnie dwoista natura Ambicji i tajemnicze Imponderabilia... Ale w końcu stanęło na budzących nieufność Komplementach.

KOMPLEMENTY. Szczerość treści zawartych w wirtualnej przestrzeni w blogowych i portalowych komentarzach. Antidotum i antyreakcja na hejty? Czy podświadoma chęć zaskarbienia sobie sympatii w oczekiwaniu na wzajemność?

Mój mąż, czytając komentarze na moim blogu, niejednokrotnie podkpiwał sobie ze mnie, że blogosfera to kółeczko wzajemnej adoracji:-). To prawda. Odwiedzamy się wzajemnie na blogach i prawimy sobie komplementy. Osobiście wierzę, że szczere. W każdym razie z mojej strony na pewno. Bo choćby całość wpisu nie trafiała mi do gustu, czy przekonania, to przecież zawsze znajdzie się jakiś fragment, do którego można się odnieść i skomentować jakimś ciepłym słowem. Nie w oczekiwaniu na wzajemność i nie z chęci zaskarbienia sobie czyjejś sympatii. Tylko tak po prostu. Żeby dać znać: widzę cię i doceniam to, co robisz. Oraz dlatego, że tak po prostu wypada.

Blogi postrzegam jako prywatne enklawy w przestrzeni publicznej. Będąc na czyimś blogu czuję się tam gościem i tak też staram się zachowywać. Nie wyobrażam sobie sytuacji, by, odwiedziwszy znajomych w ich domu, krytykować wystrój, podane jedzenie, czy ich samych. Ale też trudno sobie wyobrazić sytuację, by przyjść do kogoś, miło spędzić czas korzystając z gościny, zainspirować się, czasem nauczyć czegoś nowego... I wyjść bez słowa. Sama nie wiem co gorsze. Podobno najgorsza jest obojętność, a krytyka, mimo wszystko oznacza, że zostaliśmy zauważeni;-). Poza tym - krytyka, krytyce nierówna, a i wiele też zależy od stopnia zażyłości odwiedzających z autorką/autorem bloga...

O ile jednak powściągliwość w krytykowaniu jest uzasadniona, to na szczerych, miłych słowach nie powinniśmy oszczędzać. Komplementy są przecież bardziej zaawansowaną formą Eksperymentalnego Sygnału Dobra*, czyli uśmiechu:-). Mają podobne działanie. Poprawiają nam humor i sprawiają, że świat wydaje się lepszy i piękniejszy. Dlaczego więc je reglamentujemy? Może to obawa, że nasz komplement odebrany zostanie jako nieszczere pochlebstwo? A może z zawiści lub lęku przed poczuciem niższości wobec osoby, którą komplementujemy? Lub z powodu banalnego braku czasu - w natłoku własnych spraw, nie tylko nie zwracamy uwagi na innych ludzi, ale też nie chce nam się doszukiwać w nich zalet, a tym bardziej o nich mówić...

Mimo powyższych rozterek (świadomych bądź nie), wydaje mi się, że jednak komplementy łatwiej jest mówić, niż przyjmować. Skierowana do nas pochwała, w pierwszym momencie zwykle wywołuje konsternację. Nie wiemy jak się wobec niej zachować. Najczęściej bagatelizujemy, ignorujemy, a nawet odrzucamy. Nie przyjmujemy do wiadomości pozytywnego komunikatu na swój temat, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób wyrządzamy przykrość osobie, która nas komplementuje...

Dlaczego przyjmowanie pochwał jest takie trudne? Czy wynika to z silnego przekonania, że skromność jest cnotą? A może z niewiary w siebie, albo z nieufności? Sama nie wiem co jest decydujące, ale wiem, że i ja wobec pochwał również zwykle czuję się zakłopotana. Oczywiście jest mi bardzo miło i za nie dziękuję, ale w głębi serca odczuwam wątpliwości. Raczej nie podejrzewam nikogo z komentujących o niecne manipulacje, bo nie wyobrażam sobie, jaki ktoś mógłby mieć w tym cel, ale często mam odczucie, że jestem chwalona na wyrost, albo niewspółmiernie do treści, które prezentuję.

Mimo tych wątpliwości jednak, Wasze pozytywne komentarze bardzo na mnie wpływają. Prócz tego, że doraźnie wywołują uśmiech na twarzy, na dłuższą metę poprawiają moje przekonanie na swój temat. Dzięki Wam podejmuję się rzeczy, które wcześniej od razu oceniłabym, że nie są dla mnie. Pochwałami sprawiacie, że jeszcze bardziej się staram, by czuć, że faktycznie na nie zasługuję. Stawiacie przede mną wyzwania, które choć w pierwszym momencie bywają ciężarem, to w konsekwencji okazuje się, że mnie wzbogacają. Twórczo, intelektualnie, psychologicznie... Dzięki Wam mam więcej wiary. Nie tylko w siebie, ale też w innych ludzi.

Ciepły komentarz, to najbardziej sympatyczny z blogowych łańcuszków:-) Bo to prawda, że często komentujemy w rewanżu za dobre słowo zostawione u nas. Ale co w tym złego? Reguła wzajemności jest jedną z podstawowych norm ludzkiej kultury. U jej podstaw leżała potrzeba zagwarantowania sprawiedliwej wymiany dóbr. Dzięki niej mogły wytworzyć się współzależności i więzi i do dziś można znaleźć mnóstwo przykładów na jej dobroczynne skutki. Nawet mimo tego, że obecnie powszechnie wykorzystywana jest jako narzędzie manipulacji. Głównie przez polityków i speców od marketingu. Być może to właśnie obawa przed taką manipulacją sprawia, że pod moim ostatnim wpisem o rozdawajce, pojawiają się co prawda komentarze chwalące moją twórczość, jednak bez chęci przyjęcia ode mnie prezentu. A przecież niczego nie oczekuję w zamian. Nawet wklejenia na Waszych blogach banerka informującego o mojej rozdawajce;-). To po prostu mój prezent, podziękowanie, dla Was... Ale to taka osobista refleksja na marginesie, już wracam do tematu:-).

Wiedząc jak dobroczynny wpływ na samopoczucie mają komplementy, może wreszcie dajmy spokój wszelkim wątpliwościom i nieufności, które są z nimi związane i zwyczajnie, po dziecięcemu, się nimi ucieszmy. Przyjmijmy je jak podarunek i pozwólmy sobie porozkoszować się tą przyjemnością.  A gdy już się nią nacieszymy - puśćmy łańcuszek z dobrego słowa dalej. Bo od doznanej przyjemności milsze jest chyba tylko sprawienie jej komuś innemu. Może dzięki naszemu dobremu słowu uświetnimy czyjś dzień? Ucieszymy, poprawimy humor, podniesiemy na duchu. Zauważymy. Może dzięki temu ten ktoś się uśmiechnie i też swój uśmiech puści dalej... Kto wie, może gdzieś na końcu tego łańcuszka znajdzie się jakieś uratowane życie. Bo jeśli trzepot skrzydeł motyla w Ohio może po trzech dniach spowodować w Teksasie burzę piaskową, to i nasz komplement może przynieść równie wielki efekt:-).

Mamy moc ulepszania świata. Dobrym słowem. Komplementem. Korzystajmy z tej mocy. To naprawdę nie kosztuje wiele:-)

Dobrze napisane? Zgadzacie się, a może macie na ten temat inne przemyślenia? Cokolwiek myślicie, napiszcie o tym w komentarzach:-).


A filozoficzny łańcuszek przekazuję dalej:

Do wyboru proponuję następujące tematy:

1. Relacje międzyludzkie w czasach portali społecznościowych. Jak świat wirtualny wpływa na nasze realne więzi? Czy faktyczne je zubaża, a może właśnie wzbogaca? Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne, czy to kwestia naszego wyboru, zaangażowania? Czy internetowe kontakty mogą zaspokoić potrzebę interakcji z innymi ludźmi, czy jednak nieodzowny jest kontakt z żywym człowiekiem?
2. Płeć kulturowa. Gender danger? A może nie ma się czego bać? Na ile nasza tożsamość kształtowana jest przez środowisko i kulturę, w której żyjemy? Kim bylibyśmy, gdybyśmy mogli skonstruować się na nowo bez określających nas systemów, w których funkcjonujemy? Czy w ogóle konstruowanie siebie w warunkach społecznego "stanu nieważkości" jest możliwe?
3. Rozważania o prawdzie. Czy prawda zawsze leży pośrodku? Jest tylko jedna? A może wszystko jest względne?
4. Hierarchia wartości. Jeśli życie jest wartością najwyższą, a ktoś poświęca je w imię innych wartości (np. wolności), to co w końcu jest najważniejsze? Bronić rodziny, czy bronić ideałów, w które się wierzy? Wolność, czy równość? Jak odnaleźć właściwą drogę w gąszczu kolidujących ze sobą wartości? I czy to w ogóle możliwe?
5. Wolność słowa i odpowiedzialność za słowo. Czy wolność słowa daje nam prawo do mówienia wszystkiego, co chcemy? Czy powinniśmy poczuwać się się do odpowiedzialności, gdy nasze słowa urażą czyjeś uczucia. A może czyjeś urażone uczucia, to nie nasz problem?


* - pojęcie wprowadzone przez Małgorzatę Musierowicz w jednej z jej książek z cyklu "Jeżycjada".

50 komentarzy:

  1. Mój mąż też się ze mnie śmieje, że blog to kącik wzajemnej adoracji, ale myślę, że to zdecydowanie lepsze niż fale nienawiści, które przepływają przez internet. I nigdy na to nie wpadłam, że blog jest prawie jak dom a ktoś kto przychodzi do twojego domu i cię krytykuje nie będzie zapraszany, bo i po co, więc myślę, że możemy czuć się wybrańcami, że nie zagościł tu wszechobecny polski jad. A co do komplementów nie pamiętam kto to powiedział, ale powiedział na pewno, że są tak naprawdę niedocenieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, lepsze przesadzone komplementy niż przelewające się w sieci fale hejtu, od których blogosfera, niestety, również nie jest wolna - wielu blogerów (szczególnie tych najpopularniejszych) ma ten problem i prawdę mówiąc nie wiadomo jak sobie z nim poradzić, a wyobrażam sobie jak negatywny wpływ na autorów posta mają takie pełne złośliwej i często niezasłużonej krytyki, komentarze.

      Usuń
  2. Według mnie lubimy komplementy, ale tak naprawdę nie umiemy je przyjmować - zawsze w zakamarku naszej świadomości czai się zwątpienie, pytanie, czy są szczere, czasem niedowierzanie, że ktoś naprawdę z czystym sercem je mówi. Szczególnie w nas, Polakach, zakorzeniona jest ta niewiara w czystą intencję komplementu. No bo jak reagujemy na komplementy? Przypuśćmy ktoś powiedział, że w tej sukience, czy fryzurze wyglądamy przepięknie. My z nieśmiałym uśmiechem dziękujemy, ale wtrącamy to właśnie słowo:"ale..."
    "ale to , ale tamto". Deprecjonujemy sam komplement, bo czujemy się niegodni pochwały.
    Dlaczego? Skąd w nas taka niewiara? Wczoraj odpowiadałam na swoim blogu w komentarzu Wiktorii (zauważyła, że na większości blogów na czyjś miły komentarz reakcją jest, że: "owszem dziękuję, ale niespecjalnie mi wyszło" ) - tak jakby obdarowane komplementem bały się przyjęcia go bez żadnego zwątpienia, bez żadnego "ale".
    Ja przyjmuję wszystkie komplementy z uśmiechem - to dla mnie bodziec do dalszego działania, a jeśli na innych blogach widzę, jak piękne rzeczy są zrobione przez ich właścicielki, to dlaczego mam nie obdarować takim samym komplementem, a nawet więcej - zachwycić się, zauroczyć i nawet zainspirować!
    Zatem nie bójmy się przyjmować komplementów i nie wierzmy w to, że ktoś obdarowuje nas nimi fałszywie.
    Świetnie przedstawiłaś ten temat - zgadzam się z Tobą w zupełności!
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc ten tekst sama uświadomiłam sobie parę "grzeszków" w temacie komplementów - jestem bardzo powściągliwa zarówno w ich mówieniu, jak i przyjmowaniu... I właśnie zamierzam to zmienić.
      Bardzo dziękuję:-)

      Usuń
  3. Dziękuję za zaproszenie do zabawy, z przyjemnością wezmę w niej udział:))
    Bardzo ciekawy temat podjęłaś: komplementy. I ze wszystkim, co tu napisałaś zgadzam się całkowicie. Wydaje mi się, że w kontaktach blogowych nie ma nieszczerych pochlebstw, może trochę są przerysowania... Ale eżeli rozmawiam z kimś w realu, to nie muszę niczego przerysowywać, bo przekazuję swoim zachowaniem, mimiką itd. (i odbieram) ciepłe bądź nie, uczucia do tej osoby. W naszych kontaktach wirtualnych nie mamy innej możliwości niż najmilsze słowa w komentarzu, jest to przecież nasz serdeczny uśmiech skierowany do autora:))
    (Uderz w stół... wiesz jak uwielbiam Twoją twórczość, noszę ją nieustannie. Sama nie organizuję candy i moje startowanie byłoby trochę na kaczora:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie! W swoich rozważaniach nie wzięłam pod uwagę, że w blogowej wymianie uprzejmości dysponujemy tylko słowem, które w kontaktach bezpośrednich jest tylko częścią komunikatu i stąd w sieci ta słowna przesada...
      Ja jestem z natury bardzo powściągliwa i długo takie komplementy wydawały mi się mocno przesadzone, a nawet nieszczere, ale w końcu blogosfera nauczyła mnie w tym zakresie większej wylewności... Choć w porównaniu z innymi nadal wydaje mi się, że jestem dość oszczędna w słowach...
      Co do tego kaczora... czyli jednak zasada wzajemności rządzi:-) Ale w przypadku mojej rozdawajki nie miej takich skrupułów, bo to ja doświadczając Waszej pozytywnej obecności czuję potrzebę odwdzięczenia się. Także dpisuję Cię do obydwu zestawów i proszę bez protestów:-)

      Usuń
    2. Więc nie protestuję! (i cieszę się na tę decyzję:))

      Usuń
  4. pięknie ujęty temat
    zgadzam się, że nasze blogi to taki nasz "dom"
    chętnie widzimy miłych gości i sami staramy się być mili, zebyśmy byli z miłą chęcią goszczeni.
    I owszem, to jest "bractwo wzajemnej adoracji"!
    W końcu łączą nas podobne zajęcia i zapatrywania... to lepsze niż połączenie wszechobecnym hejtem bo rozwojowe w przeciwieństwie do destrukcyjnego hejtu...

    I absolutnie nie jesteśmy nauczeni przyjmowania komplementów!
    Szkoda. Może warto wprowadzić metodę dla panienek z "dobrych domów".
    - "... Spuścić skromnie oczka i uprzejmie podziękować..."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że nawet bez tego skromnego spuszczania oczek, tylko ze szczerą radością, bo w końcu obdarowującemu też jest przyjemnie, gdy jego podarek daje radość:-)
      Bardzo dziękuję!

      Usuń
  5. Blogosfera "rękodzielnicza" (w której ja się obracam) to faktycznie trochę kółko wzajemnej adoracji, a komplementy często są odrobinę przesadzone - bo najczęściej są to jednak komplementy, a nie krytyka. I tak np. zamiast pisać, że coś jest ładne, używa się często słów emocjonalnie mocniejszych: cudowne, przepiękne, rewelacyjne. Tak jakby określenie "ładny", czy "bardzo ładny" były za słabe. Ale i mi zdarza się takich mocnych komplementów używać, bo są rzeczy godne pochwalenia. Sama chętnie wtedy kogoś chwalę za wykonanie jakiejś pracy, która się wyróżnia, stosując takie emocjonalne słownictwo. Może to wynika z tego, że się nie widzimy w realu - tak jak pisze wikera - i nasz przekaz musi być mocniejszy, stąd emotikony i inne sposoby przekazania emocji.
    Tak czy inaczej, komplementy są pożądane w naszym blogowo-rękodzielniczym świecie, nieważne czy przesadzone, czy też nie, bo chyba dla każdego ważny jest odzew czytelników bloga na to, co na blogu prezentujemy. Bo zwyczajnie po ludzku lubimy być chwaleni i pozytywnie postrzegani.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, Wikera mnie przekonała - komplementy w sieci muszą być mocniejsze, bo posługujemy się tylko jednym elementem przekazu - słowem. Także z tych rozważań wyciągam też wniosek dla siebie - nie bać się słownej przesady i wylewności:-)

      Usuń
  6. Oczywiście, że w jakiś sposób blogi rękodzielnicze, ale nie tylko, są kółkami wzajemnej adoracji. Sama chodzę, komplementuję, albo po prostu komentuję, bo uważam, że miło będzie, jeśli jakikolwiek ślad pozostawię, że byłam. Czasem używam słów mocnych, wyrazistszych, ale po to, by podkreślić, że coś jest wyjątkowo udane, nie tylko ładne. Jeśli podoba mi się całość, i to podoba szalenie, to napiszę, że coś jest fantastyczne, czasem dodając wykrzyknik lub pisząc wielkimi literami i uważam, że tak właśnie oddałam swoje emocje.
    Komplementy są ważne, dobre słowo jest ważne, patrząc na to co otacza nas w sieci i realu, ale... ale właśnie, dlaczego trudno jest przyjąć komplement bez żadnego tłumaczenia się? albo wręcz umniejszania swojej pracy? Z drugiej strony wiem, z własnego doświadczenia, ze czasem coś zrobię, i rzecz jest ok, tak według mnie, a wzbudza zachwyt w oglądających i ten zachwyt mnie dziwi, bo jak to tak? :)

    Na pewno wszyscy lubią być komentowani i chwaleni i na pewno przekłada się to też na wizyty na blogach komentujących. I niech tak zostanie, świat będzie choć o tę odrobinę uprzejmości lepszy.

    Miałam napisac coś jeszcze, ale dzieci mnie wytrąciły i już nie pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dokładnie mam to samo:-) Też się czasem dziwię komplementom:-) Ale może to też wynika z przekonania, że inni widzą to samo (tak samo) jak my, a skoro my widzimy niedociągnięcia w swojej pracy, to nie mieści nam się w głowie, że ktoś inny może ich nie dostrzegać, albo, że pomimo tych niedociągnięć, coś może się komuś i tak bardzo podobać...

      Usuń
    2. To chyba tak jest z tym postrzeganiem siebie i niedociągnięć, czy pewnych usterek naszych prac. Podobnie, jak z naszym wyglądam; ile dziewczyn, kobiet(myślę, że mężczyzn też) obawia się, że wygląda źle, bo tak sami siebie widzą? Ile razy przeglądając swoje zdjęcia myślimy: o rany, ale wyszłam beznadziejnie! - kiedy inni tego tak nie widzą.

      Już wiem, co miałam napisać w poprzednim komentarzu. Otóż wspomniałaś, że mało osób wzięło udział w rozdawajce... ja nie biorę udziału w takich imprezach ze względu na moje zamieszkanie poza granicami kraju. Nie chcę nikogo narażać na koszty wysyłek i już tak robię od lat :)

      Usuń
    3. Rozumiem, jesteś usprawiedliwiona;-)
      Postrzeganie to bardzo ciekawe zjawisko, dlatego staram się pamiętać, że piękno (ale nie tylko) jest w oku patrzącego:-)

      Usuń
  7. Dzięki, że wzięłaś udział i posyłasz dalej ;)
    Podoba mi się od jakiej strony to widzisz. Dobrzy ludzie szukają dobrego podejścia do spraw. To fakt, że najczęściej nie umiemy przyjmować komplementów. Chyba najgorszy pierwszy raz, ale jak raz zamiast protestować zwyczajnie się podziękuję, bez rozkminy "co poeata miał na myśli", to skrzydła naprawdę rosną. I chyba da się radę odróżnić szczere dobre słowo od lukru ;) Twoje tematy - same takie z gatunku moich rozkminiaczy, często się natykam na sytauacje, które rodzą potem podobne pytania, budzą wiele wątpliwości. Warto sobie poodpowiadać. I fajnie, że na blogach się o tym gada ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwykle - największy problem miałam z wymyśleniem tematów dla kolejnych uczestników łańcuszka... Wszystkie pomysły wydawały mi się albo zbyt banalne, albo skomplikowane, albo z oczywistą odpowiedzą. Udało mi się dopiero, gdy uznałam, że przecież nie chodzi o odpowiedzi, a o odpowiadanie. Bo tak naprawdę na wiele tego rodzaju pytań nie ma właściwej odpowiedzi i można o nich mówić tylko w jakimś kontekście. I naprawdę ciekawa jestem co inni myślą na takie tematy:-)
      Też myślę, że zarówno mówienia, jak i przyjmowania komplementów można (a nawet trzeba) się nauczyć. Żeby móc się nimi szczerze cieszyć, a nie podejrzliwie doszukiwać się w nich drugiego dna. W końcu to, jakie coś jest, w dużej mierze zależy od tego, jak to widzimy. A świat na lepsze najłatwiej i najszybciej można zmienić zmieniając jego postrzeganie:-)

      Usuń
  8. Dobrze napisane:) Ale jedno dodam od siebie - jeśli widzę jakąś rzecz zrobioną, która nie do końca mi się podoba to chwalę pracę włożoną w ten przedmiot ale zaznaczam, że ja jednak bym jej nie zrobiła:) Bo przecież każdy z nas ma inny gust:) A co do banerka candy... to moja skleroza dała o sobie znać i zapomniałam wstawić:) W weekend się poprawię:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, ja właśnie nie wymagam żadnego banerka:-) Nawet niczego takiego nie zrobiłam więc nie masz co wklejać. Ale cieszę się, że bierzesz udział w rozdawajce, bo z Twojego komentarza nie byłam tego pewna.
      Co do komplementów, no to właśnie - zawsze znajdzie się coś co można pochwalić, bo przecież oczywiste jest to, że mamy różne gusta, coś się może podobać u kogoś, albo na kimś, ale niekoniecznie musiałoby być dla nas równie dobre:-)

      Usuń
  9. No to po kolei.
    Ad vocem tego co napisałaś.
    Nie tylko w moim odczuciu nie potrafimy, błędnie udzielamy informacji zwrotnej. Choć to nie to samo co komplement, można powiedzieć, że ludziom często to się myli, ba utożsamiają jedno z drugim, a to nie o to chodzi.
    Po wtóre: krytyka (mówię o wnoszącej/ wspierającej) na blogach, to wciąż temat tabu. Bardzo często ludzie boją, wymiany zmian, nie wiedzą jak budować na różnicach. Oczywiście nie wszyscy. Choć sytuacja na blogach się może przekładać (tak jak piszesz o regule wzajemności) tak prościej jest się wylogować ze strony/ nie zaglądać, a rozmawiając twarzą w twarz to jest co najmniej kłopotliwe, chociaż nie powinno to być argumentem (przynajmniej nie wiodącym). Chcę powiedzieć, że narzędzia dyskusji są inne w rzeczywistości wirtualnej (chociaż po części).
    Po trzecie: nie umiem dziergać. Wyszywać, taniec z igłą i nitką (chociaż jedną) to dla mnie magia (w czyimś wykonaniu) w moim- tylko czarna magia.
    Po czwarte: Dziękuję za wyróżnienie, wezmę udział w zabawie. Tylko proszę o czas.Tym bardziej, że mam jeszcze jeden zaległy LA. Przepraszam za oczekiwanie.
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja od końca:-)
      4. Łańcuszki nie mają terminu przydatności więc masz w tym względzie pełną swobodę. Zresztą nie tylko w tym, bo to przecież ma być zabawa więc nic na siłę. Wybrałam Cię, bo jestem bardzo ciekawa Twojego zdania, ale chyba jeszcze bardziej sposobu ujęcia tematu (jakiegokolwiek), bo jestem pewna, że będzie wyjątkowy i da mi do myślenia:-)
      3. Komplementy nie muszą dotyczyć tylko rękodzieła, choć fakt, że jest to dziedzina, którą stosunkowo łatwo komplementować, czasem nawet nie trzeba nic czytać, wystarczy pooglądać obrazki... Dużo trudniej jest komentować działalność, którą Ty się zajmujesz, bo w tym wypadku trzeba nie tylko widzieć, ale też (uważnie) przeczytać i zrozumieć. A to już wyższa szkoła jazdy (aż boję się napisać, że dostępna tylko dla elit intelektualnych...).
      2. Krytyka jest trudna nie tylko dlatego, że może urazić czyjeś uczucia. Osoba krytykująca stawia się w pozycji eksperta, który na dodatek daje sobie prawo wytykania komuś błędów. To trudna rola, nie każdy czuje się upoważniony. Ja na pewno nie, choć mi się zdarzyło, ale czułam się z tym fatalnie, dlatego wolę skupiać się na miłych rzeczach:-)
      1.Informacja zwrotna... Faktycznie może, ale nie musi być komplementem. Ważne żeby była, choć warto ją ubrać w odpowiednie słowa. Nawet ostra krytyka ubrana w odpowiednie słowa staje się lekkostrawna i inspirująca.

      Usuń
    2. To po kolei. :)
      Tak to łańcuszek, ale ucieszyły mnie tematy,cieszę się, że mają one formę, która pozwoli na szerszą wypowiedź, a nie np:"zielone, czy czarne",albo "teatr albo kino? A jak zobaczyłam ich zakres to się zdziwiłam, autentycznie. Dlatego, że dwa tematy chodzą mi po głowie od końca grudnia,potem o nich zapomniałam.
      2. Dziękuję za komplementy.
      3. Mam nadzieję, że sposób pisania sprzyja zabieraniu głosu w dyskusjach.
      Mam wrażenie, że sztukom wizualnym lepiej wiedzie się na blogach. Chociaż słowo [lepiej] nie wiem, czy jest uprawnione.
      Nie chcę się licytować komu jest wygodniej na blogach.
      Z jednej strony widzę, jak nie tylko blogi, ale i gazety się tabloityzują, z drugiej wierzę, że Czytelniczki i Czytelnicy tęsknią za "gęstością myśli". Nie chodzi o to by kogoś udawać, jeśli być wymagającą, to przede wszystkim wobec siebie. Alfred Szklarski powiedział kiedyś, że pisze takie książki, które chciałby czytać w przeszłości, gdy sam był młodym człowiekiem, mnie dziś się przypomniała ta maksyma. Chociaż jeśli chce się przyjrzeć blogom rękodzielniczym to trzeba nauczyć się patrzeć. Nie wiem, to najtrafniej możesz określić Ty, czy zmorą nie są komentarze: "ale to fajne" i koniec.
      2. Sprawie wykonana i odebrana krytyka nie rani uczuć, bo nie odnosi się do emocji, ale do meritum. Np. powiedzenie :"ale to fajne" też jest oceną, choć ponieważ to ocena pozytywna ludzie tego nie zauważają. Dorośli jak i dzieci nie lubią być oceniani, i ja to rozumiem, nie tylko z racji reminiscencji szkolnych doświadczeń. Chodzi o to by nauczyć się na czym wnosząca krytyka polega, na informacji zwrotnej co wspiera, a co utrudnia proces, w tym przypadku odbiór, albo funkcjonalność danej rzeczy. Nie odnosimy się w ten sposób ad personam, a jednocześnie szanujemy wkład danej osoby. To tak bardzo w skrócie.
      W krytyce także nie chodzi o "wytykanie błędów". Tak to trudna rola, i dopiero się uczy sprawne (poprawne) jej wykonywanie,poza tym to proces, potrzebna tu jest i wiedza jak i dojrzałość.
      Jeśli np (używam mocnego przykładu) nie powiem komuś, że procedura ratowania życia w górach nie działa w 20% a w 80%to w tym przypadku zmniejszam szansę na przeżycie, a może narażam kogoś na ryzyko.No dobrze, ale wydzierganie szalika to nie to samo co procedury ratowania życia. A no, nie to samo. Wybacz, jeśli następny przykład będzie nieadekwatny, ale nie znam się na rękodziele, jeśli bym powiedziała osobie Y, że dany ścieg, albo wykończenie się w sytuacji Z nie sprawdza, bo np nie jest wytrzymały to czy nie szanuję jej czasu? Jednocześnie odnoszę się do meritum, a nie ad personam, więc nie przyczyniam się do przykrości i dyskomfortu. Co nie znaczy, że nie mam zauważyć jak piszesz, "miłych rzeczy".
      3, Informacja zwrotna nie jest komplementem. Komplement to coś zupełnie innego niż informacja zwrotna. Oczywiście i jedno i drugie warto ubrać w odpowiednie słowa.

      Usuń
    3. "Gęstość myśli" - ładnie napisane:-) Jednak biorąc pod uwagę popularność tablidowych treści... No nie wiem sama, czy to one odpowiadają na potrzeby czytelnicze, czy takie treści są czytane tylko dlatego, że są tak powszechne i łatwo dostępne, a te z "gęściejszymi myślami" stają się niszowe, albo płatne (swego czasu obraziłam się o to na Gazetę).
      "Ale to fajne" - faktycznie na blogach rękodzielniczych często pojawiają się takie krótkie komentarze, ale wierzę, że to dlatego, że jeśli ma się kilka(dziesiąt?) zaprzyjaźnionych blogów, to trudno znaleźć czas, by u każdego starać się napisać coś bardziej osobistego i dłuższego. Choć na pewno zdarzają się też kolekcjonerzy/kolekcjonerki, którzy w ten sposób budują sobie popularność bloga, bo tak jak na portalach społecznościowych celem jest zdobycie jak największej ilości znajomych czy obserwatorów. Dla mnie jednak ważne są relacje i gdy już się zaangażuję, to łatwo mi jest napisać dłuższą i bardziej osobistą wypowiedź. Tak więc myślę, że to jednak nie zmora... po prostu każdy wkłada i wyciąga to, co chce i na ile go/ją stać.
      To czy krytyka rani, czy nie, nie zależy od krytykującego. Tak myślę. Nawet jeśli nie odnosi się do emocji, to emocje wywołuje. Ale zgadzam się, że zarówno krytykowania, jak i odbierania krytyki (tu chyba nawet bardziej) trzeba się nauczyć. Ludzie (zwłaszcza ci z zaburzonym poczuciem własnej wartości) obierają nawet merytoryczną krytyką bardziej personalnie i trudno im oddzielić siebie od swoich działań.
      W rękodziele jednak merytoryczna krytyka jest trudna, bo to tak jak w sztuce - niby są jakieś zasady, ale tak naprawdę panuje ogromna dowolność, a często łamanie zasad sprawia, że dzieło staje się bardziej wyjątkowe i ciekawsze. Nie ma nieprawidłowych ściegów, niewłaściwego doboru kolorów, nieprofesjonalnych wykończeń. Wszystko może być zgodne z zamysłem twórczym;-)
      Poczytałam o informacji zwrotnej. Faktycznie komplement może być jej częścią, ale to szersze pojęcie. Nie jestem pewna, czy komentarze na blogu są dobrym miejscem by informację zwrotną zamieszczać. Chyba, że autor bloga o to prosi:-).

      Usuń
    4. Gazeta tak jak inne serwisy, mnie zawiodły.
      Oczywiście,że im wymagający blog, tym mniej ludzi, ale trzeba pisać także zrozumiale, niezależnie od gęstości. Można pisać bloga bazując na odsłonach, albo na relacjach. To drugie zabiera więcej czasu. Ale oba sposoby są dobre. Z własnego doświadczenia wiem, że niektórzy subskrybują kanał, albo zamieszczają lakoniczne komentarze tylko dlatego, żeby nabić sobie statystyki, ale z tym też trzeba być ostrożną. Zdarzają też trolle, jak wszędzie.
      Ale są też ludzie, którzy czytają tylko i nie komentują, albo zanim skomentują długo czeka, każde środowisko ma swoistą mikroflorę, albo inaczej proces.
      Oczywiście, krytyka konstruktywna zależy od intencji, umiejętności osoby krytykującej. Wydaje mi się, że krytyka w rękodziele jest trudna, wielu względów, również z takiego, że choć coraz bardziej popularne, to i tak niewiele osób się na tym zna. Ja przez wiele lat błędnie udzielałam informacji zwrotnej, wiele jest mitów na je temat także dałam się nabrać.

      Usuń
    5. Chyba wyczerpałyśmy temat, bo nie mam już nic do dodania:-)
      Dziękuję za tę rozmowę:-)

      Usuń
    6. Ja również dziękuję, przesyłam ciepłe myśli.:)Pozdrawiam,

      Usuń
  10. Zarówno w domu, jak i w blogosferze zetknęłam się z krytyką. W związku z tym, że nie znam osobiście osób z drugiej strony komputera, a uznałam wówczas, " że lepiej ode mnie się znają na rzeczy", przyjęłam to z pokorą i jako lekcję na przyszłość. W domu krytyki wybaczyć nie umiem. Moja znajoma patrząc na moją najprostszą lampę z sieciówki "I", powiedział mi, ze własnie kupiła piękny żyrandol za 500 zł. Zobaczyłam go później i uznałam, ze jest totalnie nie w moim guście, jakby nie z tej epoki, no babciny. Jednak kultura i poczucie taktu, nie pozwoliło mi na skrytykowanie tej rzeczy. Usłyszałam także, że mam kurz na toaletce, albo napier........w kuchni na blacie.
    Z komplementami jest u mnie na odwrót. Bardziej ufam tym, którzy widzą rzecz na żywo, nie dlatego, że ja jestem w komentarzach nieszczera, ale jakoś tak mam i przyjmuję je z radością, ciesząc się z jakiegoś osiągnięcia.
    Kiedy nie do końca podoba mi się rzecz innych, staram się i tak skomentować, bo każdy z nas wie, ile pracy jest ze zrobieniem rzeczy, wypraniem, sfotografowaniem i napisaniem tekstu na blogu. a w końcu jesteśmy jak rodzina, uczymy się od siebie, robimy podobne rzeczy, mamy podobne pasje. Nawet nie wiesz, ile zawiści spotkałam na blogach np kulinarnych i modowych. Przypadkiem przeczytałam jakieś forum i buzia mi się otworzyła z wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że krytyka nie może być twórcza? I skreśla włożoną pracę, albo osoba pisząca/ głosząca ją nie widzi tego?
      Pozdrawiam,

      Usuń
    2. No właśnie to miałam na myśli, że w blogosferze krytykę uznałam za odkrywczą, w realu? zależy kto krytykuje. Jeśli osoba mi nie imponuje intelektualnie lub w jakiś inny sposób, mam go za niespełnionego w życiu, upierdliwego człowieka, który żyje z dogadywania. Tak mam selekcjonuję ludzi, gdyż lubię się uczyć.

      Usuń
    3. A dobrze, że dojaśniłaś, bo niezgodnie z Twoją intencją zrozumiałam komentarz.
      W moim odczuciu, możesz oczywiście sądzić, ale z tego co piszesz, wnioskuję, że jesteśmy tego samego zdania- że wszystko zależy od tego jak krytykujemy, i czy krytyka jest merytoryczna (i tutaj może pochodzić od znawczyni/znawcy jak również od laiczki/laika), a osoba wiarygodna.
      Jeśli, ktoś atakuje ad personam to pora nie karmić trola/trolówki. Tyle. Myślę, że prawienia i przyjmowania zarówno komplementów jak i krytyki trzeba się uczyć, a wiedza nie jest dana raz- na zawsze. Pozdrawiam, dziękuję za wymianę zdań. Dobrego dnia!:)

      Usuń
    4. Również pozdrawiam.

      Usuń
    5. Ano właśnie, wszystko rozbija się o to, kto i w jaki sposób krytykuje...
      Mnie również nie zawsze i nie wszystko podoba się w domach znajomych, ale nie widzę powodu, by im to wypominać;-) Tak samo jak nie życzyłabym sobie, żeby ktoś krytykował mój wystrój. Mój dom i moje sprzęty, to moja sprawa i mają nam (domownikom) się podobać i służyć, a nie gościom, choćby nawet byli ekspertami od wystroju wnętrz. Inaczej wyglądałaby sprawa, gdybym ich, jako ekspertów, spytała o zdanie i poprosiła o pomoc w urządzeniu mieszkania...
      Kiedyś uczestniczyłam w jednym forum... Faktycznie bywało ostro... Ale forum, to trochę inne miejsce, inna specyfika.

      Usuń
  11. Nie widzę siebie w roli Wielkiego Korektora, który każdemu łaskawie objaśni na czym polegają jego błędy. Poza tym ludzie o wiele lepiej reagują, kiedy zauważa się ich dobre strony. Komplementy motywują.

    Niektóre komentarze mnie drażnią. Czasami myślę, że poeta nie miał na myśli tego, co napisał, że to wymuszone. Że zawiera jakąś sztuczną poprawność, ma za zadanie kreować autora, a nie przekazywać komunikat, który mogłabym odnieść do tego, co zostało skomentowane. Ale nie jestem też detektywem, który za cel obiera sobie doszukiwanie się ukrytych znaczeń lub całkowitego braku choćby jednego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano ja siebie też w takiej roli nie widzę, choć zdarzyło mi się parę razy zamieścić w komentarzu krytykę, wydawało mi się konstruktywną i taktowną, albo żartobliwą, a i tak czułam się fatalnie... O pozytywach przyjemniej się pisze, nawet jeśli się troszkę przes(ła)adza;-)
      Rola detektywa również mi nie odpowiada, prawdę mówiąc nigdy nie byłam przesadnie podejrzliwa, a teraz to już w ogóle szkoda mi czasu i energii na doszukiwanie się jakichkolwiek zawoalowanych treści, wszystkie komentarze przyjmuję za dobrę monetę.

      Usuń
  12. Mogę się podpisać pod tym co napisałaś:))Mam podobne odczucia.A co do nieumiejętności odbierania pochwał to ja uważam,że po prostu wynikają one z małej wiary w swoje możliwości i jeśli się uwierzy w siebie to nauczy się i odbierania komplementów.A czasem wystarczy zwyczajne -dziękuję-jeśli ktoś nas komplementuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak pewności siebie na pewno ma na to wpływ. Tylko skąd ten powszechny (a już szczególnie u kobiet) brak pewności siebie? Wychowanie? Kultura?
      Na szczęście to można zmienić. Najważniejsze to zacząć, tak jak piszesz, od zwykłego dziękuję, bez tłumaczenia się, a potem z każdym następnym komplementem będzie łatwiej:-)

      Usuń
  13. Heh, o płci kulturowej w kontekście biologii mam w planach napisać :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa Twojego ujęcia tematu:-)

      Usuń
  14. Uważam że jeśli niema się do powiedzenia czegoś miłego to lepiej nie mówić wcale ... To i słodzić można na wszelaki sposób ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem tego zdania:-)

      Usuń
  15. Witam :) Nie jestem (nie byłam) żadnym Twoim stałym bywalcem , kilka razy zdarzyło mi się do Ciebie zajrzeć i tyle, ale jako że jestem bezpośrednia pozwolę sobie wejść z butami i powiedzieć co myślę o tego typu komentarzach :) Komplementy na blogach to tak jak dla Twojego męża - kółko wzajemnej adoracji gdzie czasem "rzygam tęczą" jak je czytam...Nie rozumiem odwdzięczania się komentarzem i to koniecznie pozytywnym. Jestem Świeżakiem w blogowaniu, ale często proszę o SZCZERE komentarze bo takie mi więcej dają niż takie "śliczne", "piękne" bo takie nie powiedzą mi co powinnam poprawić w pracach. Sama zauważyłaś że gdy zorganizowałaś rozdanie to niektórzy nawet za darmo nic od Ciebie nie chcą.. wydaję mi się że podświadomie zrobiło Ci się przykro. A ciekawa jestem ile osób z tego blogowego świata chciało coś kupić? Jaki to procent Twoich stałych obserwatorów? Ile osób na blogach są chwaleni a gdy relacjonują uczestnictwo w kiermaszach to piszą że nikt nic nie kupił, nie było zainteresowania, mało ludzi? Dlatego ja wolę najgorszą prawdę niż takie..."pitu pitu". Tyle o de mnie, sprzątam po swoim "wejściu w butach" na Twój blog i zaczynam obserwować :) Pozdrawiam Mariola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Twój punkt widzenia, ale...

      1. Czy zakładasz, że miłe komentarze nie mogą być jednocześnie SZCZERE? Byłam na Twoim blogu (na razie tak na szybko i nie zdążyłam zostawić śladu) i naprawdę nie wiem jakich komentarzy spodziewasz się na temat swoich doskonałych prac???? Na dodatek w tak piękny sposób zaprezentowanych. SZCZERZE Ci powiem, że ktoś, kto tak tworzy nie powinien oczekiwać wytykania niedociągnięć, a przynajmniej nie przez amatorów, jakimi w większości są blogerzy. To, że Ty widzisz jakieś swoje słabe punkty nie znaczy, że inni też je dostrzegają. Poza tym pewna doza niezadowolenia ze swojej twórczości jest rzeczą całkowicie naturalną i niekoniecznie musi znaleźć odbicie w opinii otoczenia. Więc jeśli ktoś chwali, a Ty czujesz, że nie zasłużyłaś, to jeszcze nie znaczy, że ten ktoś chwali NIESZCZERZE;-)

      2. Czytelnik bloga nie musi znać się na rzeczach, które ogląda. Patrzy, odbiera wrażenia i czuje, czy mu się podoba, czy nie. Ale niekoniecznie musi być ekspertem, by zauważać i wytykać błędy. Zresztą, tak jak już pisałam w rozmowie z 5000lib - w sztuce trudno zarzucić komuś błąd, no bo co? Że niewłaściwie dobrał kolory? Albo nieodpowiednio porozmieszczał motywy na dekupażowanym przedmiocie. W rękodziele wszystko jest dopuszczalne:-).

      3.Jeśli zależy Ci na pełniejszych niż "Ale śliczne!" opiniach, zapytaj czytelników o konkret, np. "co myślicie o takich kolorach?", albo czy lubicie wiklinowe ozdoby świąteczne?" Gwarantuję, że otrzymasz pełniejszą i bardziej osobistą odpowiedź.

      4. Owszem zrobiło mi się przykro, ale też nie traktuję tego personalnie. Nie wszystko co robię musi się każdemu podobać. A jeśli się podoba, a mimo to nie chcą - to też można całkiem zwyczajnie wyjaśnić. Bo na przykład nie jest w ich stylu, albo nie pasuje im do wystroju, albo nie mają pojęcia jak daną rzecz zagospodarować. To nadal nie jest dla mnie dowodem nieszczerości. Tak samo jak brak chętnych do zakupów - tu decydują głównie możliwości finansowe. Zrobiłam całkiem sporo rzeczy na zamówienie i choć sama wiem jak bardzo rękodzieło jest pracochłonne (i przez to drogie), to za każdym razem i tak dziwię się, gdy ktoś chce mi zapłacić tyle pieniędzy za firankę. Co nie znaczy, że uważam, że moja praca nie jest tyle warta.

      5. Piękno jest w oku patrzącego, a to znaczy, że wszelkie opinie są subiektywne i nie tyle mówią o przedmiocie, na który się patrzy, ile o samym patrzącym.

      6. Cieszę się, że zabrałaś głos w sprawie. Nie mam poczucia, że "weszłaś z butami" - sama otworzyłam swoje blogowe drzwi i zaprosiłam do dyskusji. Miło mi jest za każdym razem, gdy ktoś ją podejmuje. I zapraszam częściej:-).

      Usuń
    2. Na wstępie dziękuję za pozytywny odzew mojego młodego bloga :) ale mogę Cię zapewnić że mój też jest amatorski, z tym że od kilku miesięcy jestem obserwatorem również blogów wnętrzarskich które motywują mnie do postarania się o w miarę dobre zdjęcia. Ja te fotki telefonem robię ;) Zdjęcia pomagają w odbiorze pracy dlatego mogą wydawać Ci się "doskonałe (szok!!!!). Oczywiście umiem docenić jeśli mnie chwalą i nie twierdzę że kłamią...ach te moje skróty myślowe :) Nikt nie musi być ekspertem ale mnie właśnie interesuje zdanie osób niekoniecznie znających się na mojej dziedzinie rękodzieła - chodzi o to czy się podoba - oczywiście biorąc pod uwagę że praca może być w innym stylu niż jego preferencje. O pytaniach konkretnych też wiem i raz prosiłam o opinie i dostałam - nie wszystkie były to "ochy i achy" tylko inne pomysły z czego byłam zadowolona :) subiektywne opinie dla mnie też są ważne dla mnie :) Temat cen rękodzieła i docenienie dlaczego taka cena to temat na osobny post ;) ale te przykłady o których mówię myślę że nie chodzi o ceny tylko styl, nie każdemu się może taki czy taki podobać. To samo w rozdaniach - może trzeba wtedy robić bardziej uniwersalne nagrody? wtedy więcej osób weźmie w nich udział? Takie moje przemyślenia bo wydaje mi się że nieraz jest tak że niektórzy obserwują się bo doceniają kunszt i wykonanie w danej technice ale niekoniecznie są w tej osoby stylu. Nie wiem czy wszystko napisałam co chciałam ale kończę i idę zwiedzać Twojego bloga :)

      Usuń
    3. Musisz mieć niezłą komórkę, że takie fajne zdjęcia robi:-) Dobrze, że przywiązujesz wagę do takich rzeczy, bo to w pierwszej kolejności wpływa na odbior pracy (choć znam też bardzo popularne blogi, gdzie strona graficzna mocno kuleje, no ale... nie każdy musi się na tym znać).
      Mnie osobiście Twoje prace się podobają:-) A jestem właśnie taką osobą, która nie zna się na Twojej dziedzinie rękodzieła. Zwłaszcza wszelkie dekoracje świąteczne są mi zupełnie obce. Nie robię takich rzeczy i nawet choinki nie ubieram, ale nie przeszkadza mi to ich podziwiać u kogoś innego.
      A jeśli o rozdania chodzi - chciałam obdarować swoich stałych czytelników - osoby, które są ze mną na co dzień w blogowym światku, motywują, wspierają... To im chciałam podziękować, dlatego nie miałam presji na ilość zgłoszeń, choć to zawsze przyjemność, gdy jest ich więcej. Ale robię to, co mi fantazja dyktuje, a nie pod publiczkę więc raczej w przyszłości nie mam szans na więcej chętnych na swoje rozdawajki;-).
      Mam nadzieję, że przyjemnie spędziłaś u mnie czas. Ja u Ciebie bardzo, choć co chwilę muszę się odrywać od zwiedzania...

      Usuń
    4. No co do telefonu to nieskromnie powiem że jest o największej ilości Mpx na rynku telefonów i może konkurować z aparatami :) choć wiem że to nie jest najważniejsze, ale na moje amatorskie potrzeby wystarczy :)
      Rękodzieło jest tak szeroką dziedziną że naprawdę nie wszyscy muszą np dekoracji świątecznych robić:) Ja np zazdroszczę Ci Twoich zdolności których ja nie mam :)
      Co do rozdania to bardzo mnie natchnęłaś i jak kiedyś.. kiedyś będę organizowała to też na takiej zasadzie zrobię czyli bez banera i dla stałych bywalców bez sztucznego szukania chętnych ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  16. Wiem, że zaglądasz regularnie, wiem, żeby jednak stało się zadość podrzucam sznurek: zrealizowane: http://wp.me/p59KuC-HK Pocieszenie (marne, ale zawsze): co się wy lub[od]-wlecze to nie uciecze.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niecierpliwość gna mnie od razu do czytania, ale wypowiedzieć się pewnie dziś nie zdążę...
      Dzięki, że podjęłaś wyzwanie!

      Usuń
    2. Mnie jest miło, że mnie zaprosiłaś, i że wymyśliłaś takie tematy, na trzy miałam napisać notkę w grudniu zeszłego roku, ale zaniechałam. I oniemiałam jak przeczytałam tutaj.
      Jak (już) wiesz, potrzebowałam wolnego dnia by spokojnie nad tym usiąść. Przepraszam, że zajęło mi to ponad dwa miesiące. Będzie mi miło jeśli się do tego odniesiesz, oczywiście nie jest to obligatoryjne.
      Daję znać, ponieważ tak się chyba zwykło robić takich sytuacjach (?) Może ktoś/ktosia chciałby/ chciała też zajrzeć? Nie wiem, wątpię, ale zapraszam.

      Usuń
    3. Myślę, że jak Ci się pozostałe tematy same z siebie w głowie plątały, to wcześniej czy później i na nie pojawi się wpis. Chętnie bym poczytała:)

      Usuń
    4. Kusisz...? No nie same, nie same...

      Usuń