niedziela, 15 marca 2009

O moim bieganiu

Dziś mijają dwa tygodnie odkąd postanowiłam biegać. Pierwszy tydzień to była raczej rozgrzewka, taka mała próba sił. W drugim tygodniu biegałam już bardziej profesjonalnie, zgodnie ze znalezionym w sieci planem, który w ciągu 6 tygodni ma mnie przygotować do biegu bez zatrzymywania się przez 30 min. Zobaczymy. Na razie jest dobrze. Oczywiście męczę się okrutnie, ale też odczuwam wielką frajdę. Zauważyłam również pozytywne zmiany w swoim nastroju. Znów jestem pełna radości, energii i optymizmu, choć to akurat może być także zasługą zbliżającej się wiosny. Tak czy inaczej bieganie na pewno mi nie zaszkodziło.

Dla Joanny

Dzięki NK nawiązałam kontakt z koleżanką z liceum, która bardzo dawno temu wyjechała za granicę. Prawdę mówiąc nie widziałyśmy się (jeśli dobrze liczę) 18 lat (!). No, nie myślałam, że to tak długo było. Ciągle mi się wydaje, że całkiem niedawno kończyłam liceum. Ale ja nie o tym. Otóż moja odzyskana koleżanka chciałaby zobaczyć efekty moich ręcznych dłubanek. Problem w tym, że mój blog jest jeszcze świeżutki i niewiele swoich wyrobów tu pokazałam. Poza tym ostatnio moje rękodzieło, niestety, leżało odłogiem z powodu podłego nastroju. Teraz wprawdzie działam pełną parą, ale póki nie skończę - nie fotografuję. Pracuję nad ogromnym przedsięwzięciem. Robię albumy dla moich bratanków, dokumentujące pięć lat ich życia z nami. Ostatnio dostałam szczególnego przyśpieszenia, bo wymyśliłam sobie, że to będzie prezent na Komunię. Starszy bratanek ma Komunię w tym roku, 16 maja. Dla młodszego wprawdzie mogłabym się nie śpieszyć, ale jak robię oba albumy równocześnie, to jest mi łatwiej. Oba albumy to 200 stron do ozdobienia zdjęciami, wierszykami, opisami i innymi dekoracjami. Prawie trzy czwarte pracy mam już za sobą i postanowiłam, że do póki nie skończę, nie biorę się za nic innego.

Dlatego właśnie wklejam trochę starszej twórczości. Oto mój decoupage:








czwartek, 12 marca 2009

Na świętego Grzegorza idzie zima do morza!

Tym budzącym otuchę w sercu przysłowiem rozpoczęłam dzisiejszy dzień. Od teraz może być już tylko lepiej. I cieplej. I słoneczniej. Ale zima nie odpuszcza tak łatwo. Na przekór wszystkiemu pruszyło dziś śniegiem tak, że świata nie było widać. Miło było patrzeć na tę śnieżną zawieruchę ze świadomością, że to już ostatnie podrygi zimy. Zwłaszcza, że patrzyłam oczywiście tylko przez okno. Gdybym w takich warunkach musiała maszerować ulicą, nie byłoby mi wcale do śmiechu.

Na szczęście teraz już się wypogodziło. I dobrze, bo mam dziś bieganie. 

sobota, 7 marca 2009

Trochę magii

Po kilku rozczarowaniach trafiłam wreszcie na świetną lekturę. To powieść fantasy "Miasto w zieleni i błękicie" Anny Kańtoch.


Opowieść o współistnieniu dwóch kultur: prastarej, neahelickiej związanej z magią, która czasy świetności dawno już ma za sobą oraz dominującej okcytoceńskiej, opierającej się na religii chrześcijańskiej i kulcie świętych. Bogowie, demony i święci żyją w tej powieści naprawdę w jakimś równoległym świecie i mają możliwość wpływania na losy ludzi. Dawno temu Okcytańczycy podbili Neahelitów, ale nie zniszczyli do końca kultury i religii podbitego narodu; traktują magię jako egzotyczną ciekawostkę i swego rodzaju modę.


W takim świecie żyła, wychowana według wzorów chrześcijańskich, półkrwi Neahelitka - Melisandra, która pewnego razu wypłynęła łódką w morze i utonęła. Jasnowłosy bóg magii przywrócił jej życie i w zamian zażądał tego życia dla siebie. Jej ojciec postąpił według zasad, które wpojono mu w dzieciństwie, nim przyjął wiarę chrześcijańską. Oddał córkę pod opiekę soutzene - czarowników i czarownic hołdującym prastarym tradycjom. I tak Melisandra, należąc do dwóch światów, nie należała już do żadnego z nich. Dla soutzene była obcą, kaprysem boga, który z niezrozumiałych przyczyn ożywił półkrwi Okcytacenkę. Okcytańczycy natomiast widzieli w niej pogańską czarownicę, której nie można ufać.
Tymczasem popełnione zostaje morderstwo. Potem kolejne. Każda z ofiar ma dokładnie oczyszczone wspomnienia. Tylko neaheliccy magowie mają takie umiejętności. Rozpoczyna się więc polowanie na czarowników.
"Miasto w zieleni i błękicie" to naprawdę świetna powieść fantasy z intrygująco zbudowanym wątkiem kryminalnym. To również powieść o uprzedzeniach, nietolerancji i strachu przed innością.