sobota, 4 lutego 2012

Ulubione seriale

Fidrygałka zaprosiła mnie do zabawy w Nasze Ulubione Seriale.
Chętnie korzystam, bo seriale lubię i oglądam. Nie tasiemce "o życiu" - tych nie trawię. Gdyby naprawdę życie miało tak wyglądać, to.... wolałabym już żyć w Matrixie;).

ZASADY ZABAWY:
1. Opublikuj u siebie na blogu logo taga.
2. Napisz, kto Cię otagował.
3. Zaproś co najmniej 5 innych blogów.
4. Wymień i opisz kilka swoich ulubionych seriali.

 W serialach lubię przede wszystkim ciekawych, niebanalnych bohaterów i później bardzo się do nich przywiązuję. Bez wysiłku wybaczam potknięcia scenarzystów, nielogiczności, naciągane rozwiązania i słabsze odcinki w kolejnych powstających seriach. Doceniam też poczucie humoru i trzymającą w napięciu akcję. A gdy całość na dodatek okraszona jest kapeńką absurdu, ironii i umowności, to wciągam się w taką historię bez reszty i staje się ona dla mnie nie mniej rzeczywista, niż moje własne życie. No tak już mam i trudno:)

A wszytko zaczęło się od....

1. Niewolnica Isaura.
 Miałam niespełna 12 lat, gdy Telewizja Polska rozpoczęła emisję. Zakochałam się od pierwszego odcinka. W każdy wtorek siadałam razem z babcią (bo mieszkałam wówczas z babcią) przed ekranem czarno-białego telewizora i w ogromnych emocjach śledziłam losy dobrej i mądrej Isaury prześladowanej przez przez złego Leoncia. Prawdę mówiąc, to dziś niewiele pamiętam z akcji, ale samo wrażenie pozostało. Po prostu kochałam ten serial:).
W telewizji emitowany pt. "Robin Hood" w niedziele na Dwójce, w tzw. Kinie Familijnym. Miałam wtedy jakieś 13, czy 14 lat i do dziś nie wiem, czy kochałam serial, czy tylko Michaela Preada - płakałam, gdy zginął, a do Jasona Connery'ego, który go później zastąpił nie mogłam się przyzwyczaić;). Całkiem niedawno miałam okazję znów obejrzeć cały serial.... Sentyment co prawda mi pozostał, ale nie znalazłam tym razem tego, co tak bardzo zauroczyło mnie wówczas... Dziwne, jak wszystko się zmienia... Nawet moim małym bratankom niespecjalnie się podobał - obejrzeli parę odcinków i nie chciało im się kontynuować.


3. Powrót do Edenu.

Stephanie Harper posiada wszystko o czym można marzyć: młodość, bogactwo i kochanego męża. Jednak jej mąż zakochuje się w innej i postanawia podjąć próbę zamordowania żony. Stephanie jednak zostaje uratowana i pod przybranym nazwiskiem wraca by zemścić się na swoim mężu i odebrać wszystko co do niej należało.

Kończyłam wówczas podstawówkę i powoli kształtował się we mnie wizerunek ulubionej bohaterki - dobrej, ale niedocenianej, upokarzanej i lekceważonej, która pod wpływem dramatycznych wydarzeń nabiera hartu ducha, odwagi i pewności siebie, i w końcu dostaje wszystko, na co zasługuje, los wynagradza jej wszystkie krzywdy... Ha, pewnie pierwszy lepszy psycholog wysnułby na tej podstawie jakąś teorię, ale mniejsza z tym. Stephanie Harper szybko została moją idolką, zaraz obok Sary Crewe, Ani Shirley i Laury Shane.

4. Beverly Hills 90210.
Ach, co to był za serial! Kultowy. I nawet pomimo tego, że gdy zagościł w polskiej telewizji, ja od jakiegoś czasu nie byłam już licealistką, to uwielbiałam śledzić przygody kalifornijskich nastolatków. I strasznie zazdrościłam im fajnego, słonecznego życia:).


5. Przystanek Alaska.
Leciał w piątki na Dwójce, coś około dwudziestej drugiej. Wówczas już nie chodziłam do szkoły i nie pracowałam, a jednak cały tydzień czekałam na piątek:). A podczas oglądania nic nie było w stanie oderwać mnie od telewizora. Nawet moja mała córeczka, która na szczęście o tej porze zawsze smacznie sobie spała. Jakiś czas temu Amercom wydał wszystkie odcinki na DVD. Oczywiście kupiłam, obejrzałam i bawiłam się równie dobrze, jak za pierwszym razem. A nawet jeszcze lepiej! To chyba jeden z tych seriali, które można oglądać bez przerwy i czas może sobie upływać, a one nigdy nie tracą na aktualności i nigdy się nie nudzą.

6. Columbo.
Też można oglądać bez przerwy, też nigdy się nie nudzi, i też Amercom wydał wszystkie odcinki na DVD:). Każdy odcinek to po prostu majstersztyk! Porucznika Columbo uwielbiałam do tego stopnia, że naprawdę strasznie było mi przykro, gdy w ub. roku zmarł Peter Falk - aktor, który grał go z przerwami przez 35 lat!
A później nastała era nowoczesnych seriali, które dla mnie otwiera pozycja siódma na mojej liście:

7. Ally McBeal.
Cóż powiedzieć? Ally była po prostu najlepsza na świecie:). Troszkę szalona, troszkę nieszczęśliwa, ale przy tym błyskotliwa, zabawna, bezkompromisowa i z pewnością pełna nadziei, że wszystko, co najlepsze wciąż jeszcze jest przed nią. Co tydzień uczyłam się zachłannie jej osobliwej, pełnej optymizmu, postawy życiowej, zwanej przez nią samą mcbealizmem:).

8. 24 godziny.
Serial, który tak trzymał w napięciu, że serce niemal wyskakiwało mi z klatki piersiowej, a żołądek podchodził do gardła. Zamykałam oczy, odwracałam głowę, wychodziłam z pokoju. Potem pytałam męża: i co? Udało się? Zdążyli? Czasami nie zdążyli. Główni bohaterowie ginęli nagle i bez ostrzeżenia. Jedynie Jack Bauer z każdej opresji wychodził żywy. Najlepszy serial sensacyjny, jaki znam. Obejrzałam wszystkie 8 sezonów, a podczas ostatniego naprawdę niemożliwie bałam się, że w ostatniej minucie, ostatniej sekundzie, zginie nawet Jack...

9. Gotowe na wszystko.
Panie domu z przedmieść ukazane w tak zwariowany i absurdalny sposób, że po prostu nie można ich nie polubić:). I to wszystkich bez wyjątku. Choć po szóstym sezonie jednak się znudziłam.

10. Dexter.
O tym serialu pisałam już tutaj, więc nie będę się powtarzać. Powiem jedynie, że nigdy wcześniej nie myślałam, że mogłabym polubić seryjnego mordercę. Obejrzałam 5 sezonów. Szósty jest na dysku, ale z napisami, stąd wciąż jeszcze przede mną (bo przecież nie da się dziergać oglądając film z napisami:)).

No i nie zmieściłam się w dziesiątce, bo na miejscu jedenastym jest jeszcze jeden tytuł, którego w żadem sposób nie chciałabym pominąć:

Obejrzany całkiem niedawno, opisany  tutaj, zrobił na mnie ogromne wrażenie, bo jest absolutnie fantastyczny. W każdym znaczeniu tego słowa. A przy tym pełen humoru. Obejrzałam cztery sezony i wciąż mam ochotę na więcej Czystej Krwi;).

A do zabawy zapraszam:

Graszynkę - wprawdzie reperując ruderkę i dekorując różne różności niewiele ma czasu na seriale, ale może są takie, które na przykład pamięta z przeszłości i chciałaby się swoimi wspomnieniami podzielić? Mam nadzieję, że zechce:)

Klamoty - wiem, że jest miłośniczką co najmniej jednego z seriali wymienionych przeze mnie, a ciekawa jestem innych ulubionych:)

Magotę - która co prawda jest amatorką książek, ale mam nadzieję, że i z seriali coś jej się uda wybrać:)

Sowę - która delektuje się ostatnio Kuchnią 5 Przemian, w związku z czym nie mam pewności, czy starcza jej czasu na cokolwiek poza tym, ale może jednak?:)

Anię z Eire - która lubi sobie pospacerować w gronie rodzinnym, podziergać i poczytać. A pooglądać?:)



Komentarze
2012/02/04 14:49:26
Ren-ya, bardzo to miłe i dziękuję Ci za zaproszenie, tylko jest problem, że ja nie jestem kompletnie serialowa;)
Oczywiście w dawnych czasach oglądałam, tak jak cała Polska i Dynastię, i Ptaki ciernistych krzewów, i Powrót do Edenu, a wcześniej Bonanzę, Zorro i pewnie wiele innych. W nowszych Klan i dość długo M jak Miłość. Oglądałam, ale nic kompletnie nie jestem w stanie na ten temat napisać! Nie zostawia to we mnie żadnych wrażeń; oglądałam z rozpędu i przyzwyczajenia, a nie dla wyjątkowych walorów tych seriali...
Teraz jedynym serialem, który oglądam są Barwy szczęścia, ale co mam na jego temat powiedzieć, to też nie wiem - oglądamy razem z mężem i chyba tak długo przy nim pozostajemy, bo odcinki są bardzo krótkie, więc się nie zdążą znudzić;)
Odkąd zaczęłam romans z Internetem telewizja dla mnie praktycznie nie istnieje.

Sama więc widzisz jaka ze mnie kompanka do serialowej zabawy;)
Dziękuję jeszcze raz za zaproszenie i pozwolisz, że poprzestanę na tym komentarzu:)
2012/02/04 15:11:44
dziękuję za zaproszenie:) przemyślę swoją przeszłość i teraźniejszość serialową i napiszę.

Widzę, że niektóre seriale u mnie też chyba się pojawią.

Anka
2012/02/05 14:06:53
A widzisz! O Robin Hoodzie zapomniałam! I właśnie ta wersja z Michealem Praed'em najładniejsza (wygooglałam jego zdjęcie ... ale się zmnienił! Nie wszyscy mężczyżni się jednak ładnie starzeją :))
Dexter pojawił się już u zbyt wielu osób, bym przeszła koło niego obojętnie :)
Dzięki za fajną zabawę :)
2012/02/05 21:41:26
Hej, dzięki za zaproszenie do zabawy - chętnie skorzystam i postaram się jutro sklecić coś na ten temat. Kilka z wymienionych przez Ciebie seriali również bardzo lubię, więc pewnie i u mnie się one pojawią :)

Pozdrawiam!
2012/02/06 07:39:06
Oj Kochana Ren-yu to mnie teraz zaskoczyłaś aż mnie dech zaparło. Oczywiście nie odmówię, choć ruderka nam zamarza i każdą chwile poświęcamy na jej odlodzenie, więc chwile to potrwa tym bardziej, że nie oglądam seriali.....ale zaraz zaraz mąłż mnie przymusza np. do Stawki większej niż życie i takie tam i zwrócę uwagę na Twoje wybory choćby dlatego, że to Ty je polecasz, bo nie sądzę żebyś się zajmowała zupełnie bezwartościowymi. Serdecznie dziękuję za zaproszenie do zabawy.
2012/02/06 13:12:56
Sowo, hmmm, no cóż, spodziewałam się, ale dzięki i za to:)

Aniu, bardzo mi miło i widzę, że rzeczywiście mamy wspólny mianownik serialowy;)

Fidrygałko, miałam nad łóżkiem filmowy plakat z Michaele Praed'em podpartym na swoim wielkim łuku... Napatrzeć się nie mogłam:).

Magota, z ciekawością czekam na Twoje typy:)

Kraszynko, Stawka też jest ponadczasowa! Mój mąż czasem ogląda sobie na wyrywki różne odcinki, a ja z nim. I myślę sobie, że nasz J23 na głowę bije 007;)

czwartek, 2 lutego 2012

Na eksport

... czyli dla rodzinki mieszkającej w Irlandii, wydziergałam, a córka osobiście doręczyła, parę drobiazgów:

- dla domu: mój największy hit - firanka:). Szerokość na 20 rozetek. Z obliczeń (na podstawie mojej firanki) miało to dać 140 cm, ale, nie wiedzieć dlaczego, moje wyliczenia, choć poprawne matematycznie, w praktyce dają zupełnie inne wyniki... No nic, najważniejsze, że w oknie podobno się mieści:). Zużyłam równiutkie dwa motki bawełny Maxi.


- dla bratowej: drobna szydełkowa biżuteria:


- dla brata czterometrowy wężowy szalik:


- dla starszych bratanków po 3 metry:



- i dla małego Tymianka ciepły komplecik:


Takie same skarpeteczki/butki, tylko mniejsze, robiłam dla córki kolegi. Skorzystałam z opisu Zdzid, nieco go jedynie zmodyfikowałam, by osiągnąć większy rozmiar.

Ufff, napracowałam się, ale z przyjemnością:).



Komentarze
2012/02/02 19:20:43
Faktycznie się napracowałaś, ale śliczne rzeczy wyszły i na pewno wszyscy zadowoleni!

Anka

P.S. to ty Irlandię trochę znasz:)) a byłaś już tutaj?
A.
2012/02/02 19:32:42
Cudne prezenty:)
2012/02/02 20:26:00
Oh, sugar! Ale masz zacięcie!
Pamietam, że ta firanka mnie zauroczyła jako pierwsza na twoim blogu. A potem wczytalam się w resztę i ... Zagościłam na dobre :)
2012/02/02 21:49:08
Woooow! Respekt Kochana... ale cuda porobiłaś. I w jakiej ilości! Rodzinka musi być zachwycona - ja bym na pewno była :)

Wszystko jest piękne, ale ostatni komplecik dla Malucha totalnie mnie rozczulił. Skojarzyło mi się z pięknymi modelami, które ogldałam ostatnio na stronie Dropsa. Uwielbiam taki styl - prosty, a jednak pełen uroku i elegancji. Podziwiam i zazdroszczę zapału :)

Buziaki!
2012/02/04 12:30:39
Aniu, byłam kilka razy i bardzo mi się podobało. Irlandia ma jakąś taką szczególną atmosferę, że czuję się tam, jakbym grała w filmie - śmieszne to trochę, ale i ciekawe wrażenie:). No i te krajobrazy... i ruiny... i celtyckie nagrobki... Super!

Sowo, dzięki!

Fidrygałko, naprawdę bardzo mi miło:)

Magota, dzięki:) Mnie ten pulowerek też rozczulał w trakcie pracy:). Robiłam zupełnie na oko i cały czas martwiłam się, czy będzie na Tymianka pasował. Ale ponoć pasuje i to cieszy mnie niebywale (choć zdjęć jeszcze nie mam, więc nie wiem, JAK pasuje:)).

niedziela, 29 stycznia 2012

Mężczyzna omotany:)

Z moich styczniowych wpisów można by wysnuć wniosek, że nic tylko czytam, oglądam i pogrążam się w depresji. Pozory jednak mylą, bowiem w tym czasie również dziergałam i to nawet bardziej niż zwykle. Nic dla siebie tym razem. W większości na eksport:) - o tym będzie następnym razem - a ostatnio również dla mojego męża - żeby nie było, że dla wszystkich dziergam, tylko dla niego nigdy nic;).

Dwa zimowe zestawy: jednobarwna czapka z pasiastym wężowym szalikiem:


oraz kolorowa czapka z jednobarwnym golfikiem.


Właściciel jak widać zadowolony, choć dla potrzeb sesji zdjęciowej musiał na mrozie przebierać zestawy:)


Ale mężczyźni twardzi są i mrozy im nie straszne;). Jedyną ofiarą mrozu był mój palec pstrykający, w którym po kilkunastu zdjęciach straciłam czucie, choć był uzbrojony w rękawiczkę.


Pasiasty szalik-wąż, przerabiany ściegiem gładkim (włóczka Elian Klasik, druty nr 4,5), inspirowany jest pracami Ifony. Ma około czterech metrów długości i można nim owinąć szyję cztery do pięciu razy. Golfik to po prostu krótki szaliczek przerabiany ściągaczem 2op/2ol (Elian Klasik, druty nr 4,5), którego końce zszyłam ze sobą.

Czapki robiłam wzorując się trochę na opisach z wydania specjalnego Sabriny, a trochę podpatrzyłam u Antoniny. Brązową przerabiałam podwójną nitką - Elian Klasik i Opus Gucio drutami nr 5. Czapkę w paski: drutami nr 4 i oczywiście Elian Klasik. Jedynie ściągacz wzmocniłam dodając do Klasika nitkę Angel (Bergere de France).

Zużyłam:
3 motki brązowej (+ resztkę czwartego), 1 motek jasnozielonej, 1 motek ciemnozielonej oraz resztki musztardowej, beżowej i ciemnobeżowej.


Komentarze
2012/01/30 07:40:22
Cała rodzina modelowa:)
Jeszcze dla Brendy kubraczek i skarpetki i mrozy Wam niestraszne)
2012/01/30 16:38:44
Niezłe ciacho z tego Twojego męża! :)

Mój niestety anty-szalikowy, a co do czapek bardzo wybredny, więc nie mam jak się wykazać w tej kwestii, buuu...

Twoje prace cudne! Czekam na te "eksportowe" z niecierpliwością.

Pozdrawiam!
2012/01/31 08:13:49
Techniczne rzeczy o których piszesz nic mi nie mówią, ale komplety są piękne w pięknych oliwkowych kolorach a Twój mężczyzna wygląda w nich po prostu zdrowo i rzeczywiście ostatnio tylko czytasz, oglądasz a tacy raczej nie są w depresji, bo za dużo mają do zrobienia i nie mają czasu na depresję.
2012/02/01 08:35:55
Sowo, Brenda, gdy tylko widzi, że bierzemy do ręki smycz, wyrywa się na spacer w pogardzie mając warunki pogodowe:). Na mrozy kompletnie nie zwraca uwagi. Ale przydałyby się jej trepy z kolcami, bo bidula strasznie ślizga się po zamrożonych chodnikach. Aż strach, że sobie łapy połamie...

Magota, mój mąż cały uśmiechnięty był po Twoim komentarzu;) Dziękuję w jego imieniu:)

Kraszynko, a depresja to plącze się bez przerwy wokół mnie, między czasem i przestrzenią, nie pozwala o sobie zapomnieć, choć zabijam ją na wszystkie znane sobie sposoby, to cholera wciąż powraca.... Może to niedobór magnezu... od wczoraj łykam...
2012/02/01 10:59:23
Ładnieś go omotała :)
2012/02/01 13:26:42
Acha, i to kolorowo:) A to prawdziwe wyzwanie, bo często mężczyznom z kolorami jest bardzo nie po drodze...

piątek, 20 stycznia 2012

Jestem odmieńcem :p

Nie podobało mi się Lśnienie Kubricka, nie przebrnęłam przez "Mistrza i Małgorzatę" Bułhakowa, a teraz nie przypadła mi do gustu powszechnie chwalona Gra o tron.

Serial produkcji HBO na podstawie pierwszej części bestsellerowej sagi "Pieśni Lodu i Ognia" George’a R. R. Martina. Bezwzględna walka o władzę, intrygi i zdradzieckie sojusze, walki polityczne i obsesje erotyczne. Przemoc, krew i zasady honoru, których złamanie grozi śmiercią... lub zwycięstwem. Kraina Westeros, w której zimy, podobnie jak doskwierające upały, mogą trwać dziesięciolecia, targana jest wciąż nowymi niepokojami. Koniec jednej wojny rzadko oznacza czas błogiego spokoju. Nieustannie toczy się zażarta walka o Żelazny Tron - wykuty z tysiąca mieczy, symbol panowania nad Siedmioma Królestwami.

Cały sezon - dziesięć odcinków - obejrzałam tylko dlatego, że podczas oglądania dziergałam. Gdyby nie robótki, to prawdopodobnie nie dotrwałabym nawet do połowy. Jak na gatunek fantasy, to elementów fantasy jest jest tu tyle, co kot napłakał. Występowały co prawda smocze jaja, ale same smoki podobno dawno wyginęły, wilkory przypominają zwykłe wilki, albo nawet psy husky, a gdzieś na północy grasują dziwa, w horrorach znane jako zombie. Ale nawet te nieliczne fantastyczne motywy utopione są w bezmiarze politycznych machinacji.

Sympatii nie budzą również bohaterowie - trudno im ufać, bo każdy rozgrywa jakąś swoją intrygę i generalnie nie wiadomo w co oni tak naprawdę grają i komu sprzyjają. Znajomi lojalnie uprzedzali mnie, żebym nie przywiązywała się do bohaterów, bo większość z nich wcześniej czy później ginie. Ostrzeżenia te okazały się jednak zupełnie niepotrzebne - skoro ich nie polubiłam, to nie mogłam przecież przejmować się ich śmiercią, prawda? Zresztą i tak przesadzili, wcale ich tak dużo nie zginęło i do drugiego sezonu przejdzie całkiem spora ekipa. Jak dla mnie zresztą, to znacząca była tylko jedna śmierć... pod sam koniec serialu.

Wszystko razem sprawia wrażenie, jakby scenarzyści największe współczesne chamstwo i demoralizację umieścili po prostu w średniowiecznej scenerii i ustroju polityczno-społecznym, "uatrakcyjniając" obraz wulgarnym, a momentami nawet zdegenerowanym, erotyzmem. Wszelkie relacje międzyludzkie mają w sobie coś plugawego i niestosownego...  Sama już nie wiem, czy to celowy zabieg mający wzbudzić zainteresowanie i uwagę widzów (bo nic się tak dobrze nie sprzedaje, jak seks), czy scenarzyści (wśród których jest również autor książkowego pierwowzoru) po prostu wymyślili sobie taki ohydny alternatywny świat. 

Ja w każdym razie nie chciałabym mieszkać w takim świecie.


Komentarze
 
2012/01/20 20:06:45
Oj tam, oj tam! Może ci się nie podobać. Ja nie oglądałam, więc nie mogę o serialu nic powiedzieć. Jak tak czytam o tym tronie, to przypomina mi się niejaki Szekspir ze swoją tragiczną twórczością czyli Królem Learem Makbetem, albo Sofokles z Królem Edypem. Ale nie wiem czy to nie jest zbyt pochlebne porównanie. Chociaż ja za tymi dziełami nie przepadałam.
 
2012/01/20 20:08:55
A wczorajsza chińska "Cesarzowa" ociekała po prostu krwią.
 
2012/01/20 21:14:17
A ja właśnie za to niesamowicie Cię cenię - nie podążasz za tłumem, piszesz co myślisz i tak trzymać!

Niestety ani nie czytałam książki, ani nie widziałam tego serialu, więc się w tym temacie nie wypowiadam :)

Mocno ściskam!
 
2012/01/20 22:29:47
Ja bym żadnego serialu nie oglądała, gdybym nie dziergała. Bo w czasie dziergania trudno książkę czytać, a oglądanie serialu na sucho, z pustą ręką, jest w moim kodeksie zachowań zbrodnią niebywałą (tak czas marnować!). "Gra o tron" podobała mi się. Podobał mi się jeden bohater, główny, bo jaki inny? Jego żona już mniej. Szkoda, że wątek został tak brutalnie skończony. Podśmiewałam się też z blond księcia, bo taki z niego shrekowy Książę z Bajki w wersji bardziej dla dorosłych. Poza tym przewidziałam wszystkie większe intrygi (kto jest czyim dzieckiem, jak się potoczą losy białowłosej królewny, kto umrze, a kto póki co nie) i rozwikłałam tajemnice jeszcze przed finałowym odcinkiem, ale to taka moja zdolność, nie tylko jeśli chodzi o seriale. Tylko panna Marple mnie zaskakuje, albo coś na dorównującym jej poziomie. Najtrudniej było, moim zdaniem, ogarnąć dzieci Seana Beana i do tej pory nie jestem pewna, czy ogarnęłam je dobrze. Tam jest dwóch takich kontrowersyjnych, których nie mogę dookreślić. Poczekam na drugą serię, może się wyjaśni?
Teraz natomiast koleżanka poleciła mi inny serial, komedię historyczną, zachwalaną jako low budget action adventure story, Yuusha Yoshihiko to Maou no Shiro i myślę, że "Gra o tron" wypadnie przy tym blado.
 
2012/01/21 10:09:29
Oglądałam "Grę...", ( tłumaczenie jest troszkę błędne, jeśli idzie o tytuł:)) i mnie się podobała. Nie dokończyłam jeszcze pierwszej serii, ale neidługo to zrobię. Z tego co wiem od małzonka, książka jest niemalże taka sama, więc i intrygi i seks i pożądanie, wszystko tam jest. Nie chciałabym żyć w takim świecie, ale nie łudze się, że w czasach obecnych jest lepiej:)
Czy jesteś odmieńcem...? W jakiś sposób każdego z nas można tak nazwać, jeśli tylko ma inne zdanie:) ja np. obejrzałam "True blood" ale nie zachwycam się nim tak, jak większość, a gdy porównuję z treścią książek(o czym już wspominałam) to mogę powiedzieć, ze jest beznadziejny. I w tym serialu twórcy ubarwili rzeczywistość seksem w takiej ilości, w jakiej nie ma go w książce. Dla Irlandek to własnie była najlepsza i najwspanialsza część:) - zobaczyć tyłek Billa czy Eryka. Sorry za taką dosłowność, ale tak właśnie się podniecały i przeżywały wciąż na nowo i na nowo pewne sceny.
Co do "Gry..." natomiast opieram się na zdaniu małżonka, który być może ominął opisy erotyczne, bo zazwyczaj tak robi:), ale treść według niego pokrywa się niemalże idealnie z serialem. I zachęcony po objrzeniu serii, jeszcze raz sięgnął po książki. A znając siebie, to chyba sama zacznę niedługo je czytać:)

pozdrawiam

Anka
 
2012/01/23 11:03:29
Markaewo, Szekspira znam z amerykańskich filmów i jak przez mgłę pamiętam ze szkoły, ale w czasach licealnych pogrążona byłam w oparach dekadencji i hedonizmu, i niewiele z tego okresu pamiętam (tym bardziej, że Szekspir nie reprezentował mojej ulubionej epoki literackiej), więc też nie mogę powiedzieć, czy to są te same klimaty;).

Magota, dzięki:). Choć czasami z tłumem raźniej i wygodniej niż wiecznie pod prąd;).

Rebecca.fierce, ha, ha, ha shrekowy Książę z Bajki... dokładnie tak samo mi się skojarzył! Chciałam nawet o tym wspomnieć, ale pomyślałam, że przy wcześniejszych zarzutach byłby to przejaw wyjątkowej małostkowości;).
Jeśli chodzi o fabułę, to też kilka zagadek rozgryzłam przed ich wyjaśnieniem, ale to nie problem. Najbardziej, prócz tego plugawego klimatu, dokuczał mi fakt, że nijak nie mogłam polubić bohaterów. Prócz głównego, jego najmłodszej córki i bękarta oraz może trochę pod sam koniec Daenerys Targaryen, cała reszta nie budzi we mnie najmniejszych emocji lub jedynie negatywne.

Aniu, rzeczywiście w Czystej krwi też było dużo seksu, ale tam mnie to nie raziło. Jakiś inny klimat był wokół tych scen...
I wcale nie wątpię, że książki są lepsze. Film pokazuje zawsze to, co reżyser chce pokazać (albo co producenci chcą, by pokazał), natomiast jak powiedział Carlos Ruiz Zafon: "Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie":).
 
2012/01/24 08:37:59
Niestety nie mam zdania, bo nie oglądam i nie ma co żałować z tego co piszesz. Mam wrażenie, że takie filmy służą wyłącznie do pokazania marności człowieka a co do odmieństwa (chyba nie ma takiego słowa) przez Mistrza i Małgorzatę też nie przebrnęłam i jeszcze we Władcy pierścieni poza efektami specjalnymi nie znalazłam żadnej treści, a efekty specjalne treścią przecież nie są. I jeszcze nie przeczytałam i Pana Tadeusza, choć w nastolęctwie (też nie ma takiego słowa) czytałam ogrom poezji. Różnice indywidualne to się nazywa w psychologii.
 
2012/01/27 21:16:57
Ren-ya, ja też z Mistrzem i Małgorzatą miałam pod górkę, jak zresztą z wieloma innymi przeintelektualizowanymi pozycjami.

A może chciałabyś rozwinąć temat seriali ? :)
 
ren-ya
2012/01/29 16:50:51
Kraszynko, dla mnie sama fabuła w Panu Tadeuszu nie była specjalnie ciekawa, ale to JAK jest napisana zrobiło na mnie ogromne wrażenie. To samo miałam z "Pawiem Królowej" Doroty Masłowskiej. Książka sama w sobie jest denna i kompletnie o niczym, ale nie mogłam się oderwać od czytania:).

Fidrygałko, dziękuję, chętnie:) Tylko muszę się chwilę zastanowić...

A poza tym, to w kwestii Mistrza i Małgorzaty bardzo podniosłyście mnie na duchu:)