poniedziałek, 2 października 2023

Siedem

… tyle dzianin powstało w czasie, gdy nie blogowałam, akurat tyle, ile słupków na światełka wokół ogniska, więc dziś sesja wieszakowa na słupkach:-)



1. Bawełna z bambusem, uwielbiałam wiosną, nosi się świetnie, bardzo udany;-)



2. Len, bawełna, akryl. Gdy go skończyłam, zrobiło się już za ciepło. Mierzyłam, więc wiem, że na człowieku wygląda lepiej jak na wieszaku, ale jeszcze nie było okazji ponosić.



3. Bawełna, wiskoza, len, czyli Bella z Dropsa - ufok zaczęty chyba 3 lata temu, uff, wreszcie powstał. Co więcej - noszony z przyjemnością i satysfakcją:-)



4. Bawełna, len, akryl - podobny fason jak powyżej i podobnie mógłby zostać ufokiem, bo dał mi w kość. Robiłam, prułam, zmieniałam kolory i koncepcje. Ostatecznie jest, jak jest, jestem zadowolona, choć irytuje mnie, że się skręca. Pomarańczowa włóczka, głównie len, myślałam, że przerabiana w rzędach będzie ok, ale nie - nadal się skręca



5. Bambus. Wyrób spontaniczny. Ani raz nie noszony. Dziwny. Oczekiwałam, że będzie lejący, ale jest chyba za bardzo… Nie wiem czy przetrwa.



6. Akryl, len, bawełna. Z opisu z Dropsa. Ładny, podoba mi się fason, ale gryzie, szczególnie pod szyją. Jeszcze nienoszony, więc nie wiem, czy tak zostanie, czy znajdę sposób na zmianę problematycznego dekoltu. 



7. Akryl, dralon, wiskoza. Cudownie miękki i milusi, zrobiłam go w tydzień, na drutach 6,5 mm i nie mogę się doczekać, by ochłodziło się na tyle, bym mogła zacząć go nosić:-)



A w ramach podsumowania zapraszam na krótki filmik😁



poniedziałek, 28 sierpnia 2023

Taka tradycja

 … że latem nie bloguję🤪 Gdy robi się ciepło, nie jestem w stanie usiedzieć w domu. A już zwłaszcza na poddaszu, gdzie mam komputer, a w letnie dni temperatura oscyluje wokół 30 stopni. No nie, poddasze latem to nie jest miejsce do życia. Dacie wiarę, że kiedyś mieliśmy tam sypialnię???? Sama ledwie w to wierzę, ale tak było, tak było….

Gdy robi się ciepło, zaczyna się sezon ogrodowy. Są prace ogrodnicze, zbiory i przetwory, ogrodowe leżakowanie i plenery filmowe, ciepłe wieczory na tarasie, z książką albo z drutami, przy dźwiękach muzyki, albo w towarzystwie ciekawego podkastu, albo bez niczego i w ciszy, rozkoszując się chwilą błogiego nicnierobienia😌



Ponieważ sezon ogrodowy wciąż jest w toku, poddasze z komputerem wciąż nieużytkowe, ten wpis powstaje testowo z telefonu, jeśli blogowanie telefoniczne się powiedzie, to z letnimi udziergami wrócę jeszcze przed jesienią🤪

niedziela, 23 kwietnia 2023

Wiosna nareszcie!

I mój pierwszy w tym sezonie wiosenny sweterek. Bambusowo-bawełniany, przerabiany od góry ściegiem francuskim. Projekt własny. Od dawna mi się marzyły rozcięte boki i tu wreszcie wyszły tak jak chciałam:-)









Mogę już też pokazać swój drugi obraz malowany po numerach - imieninowy prezent dla Przyjaciółki - pasjonatki pole dance. Zeszło mi z nim nieco ponad dwa miesiące, ale to jest kawał obrazu - 80x80 cm, było co malować:-)



To był pierwszy weekend z poranną kawą na tarasie. Ależ mi tego brakowało. Słońca, ciepła, powietrza... Jeszcze nie do końca miałam czas korzystać z dobrodziejstw pogody, bo remontujemy kuchnię, więc roboty w domu po korek, ale i tak to był bardzo miły weekend:-). Szczególnie, że na jutro wzięliśmy urlop - musimy dokończyć szykowanie kuchni na wejście ekipy remontowej. Od tygodnia ją opróżnialiśmy z zawartości szafek, samych szafek, a nawet z kafelków. Obecnie zostały już tylko gołe ściany i meble, których nie dało się nigdzie wynieść, trzeba zabezpieczyć, kupić farby... Oby jeszcze ten tydzień przetrwać! Życie bez kuchni to koszmar. Ale mam nadzieję, że na majówkę będziemy się już mogli rozgościć w zupełnie nowej, lepszej kuchni:-)

Dobrego tygodnia!

poniedziałek, 10 kwietnia 2023

Piękny dwudziestoletni

... a nawet starszy - nie mam pojęcia ile może mieć lat - ze mną jest od ponad dwudziestu, a kupiłam go na szmateksie. Stosunek do tego swetra wiele mówi o moim stosunku do rzeczy w ogóle - przywiązuję się. Ale są rzeczy, do których przywiązuję się szczególnie, jak ten sweter właśnie. Od pierwszego spojrzenia czułam, że jest mój - idealny fason, kolor, wzór... Przy tym zupełnie nie zniszczony. Gryzł, to była jego jedyna wada, ale ponieważ był dość obszerny, zawsze dawało się go nosić na coś pod spodem.

Był czas, gdy już go porzuciłam, przekazałam mężowi do noszenia "po domu", potem wzięła go córka. Przy okazji którychś porządków znów trafił do mnie. Nie nosiłam go, ale wyrzucić nie potrafiłam, po każdej szafowej czystce wracał na swoją półkę.

Odkryłam go na nowo ubiegłego lata - potrzebowałam czegoś ciepłego i wygodnego na nasze wieczory kinowe w plenerze (bo letnie wieczory w ubiegłym roku były wyjątkowo chłodne) i właśnie ten sweter okazał się idealny. Jest ciepły, jest lekki, no i obszerny. Jest jak kocyk:-). Sprawdził się też zimą "po domu". Właściwie to nosiłam go na okrągło, z krótkimi przerwami na pranie. I wiecie co? Ten sweter jest totalnie niezniszczalny! Ślady użytkowania widać tylko po zmechaceniach, poza tym żadnych przetarć, rozpruć, zaciągnięć. Strasznie mnie ta jego odporność na eksploatację rozczuliła. Ostatnio spędziłam ponad godzinę i dokładnie go ogoliłam ze wszystkich zmechaceń i tak się teraz zastanawiam... może by mu zmienić status z "domowego", na "wyjściowy"?...









Też macie takie swoje ulubione i odporne na upływ czasu rzeczy?

Dobrego poświątecznego tygodnia życzę wszystkim!