Jakiś czas temu pożyczyłam w bibliotece
książkę nieznanego mi autora i o nic mi nie mówiącym tytule. Wybrałam ją
… sama nie wiem dlaczego. W żaden sposób nie wyglądała szczególnie
zajmująco. Ale był to thriller, a ja lubię ten gatunek. Poza tym nie
przyszła żadna z pozycji które zarezerwowałam, a chciałam mieć coś do
czytania w weekend. Była to „Dwunasta karta” autorstwa Jeffery'ego
Deaver'a.
Główny
bohater – wybitny kryminolog – jest sparaliżowany od szyi w dół. Może
poruszać jedynie serdecznym palcem jednej ręki. Jego dom to istne
laboratorium wypełnione najnowocześniejszym sprzętem.
Wtedy
sobie uświadomiłam, że znam już ten wątek. Skądś znam sparaliżowanego
kryminalistyka, który rozwiązuje zagadki i kieruje śledztwem z własnego
łóżka. Ale skąd? …. Po chwili przypomniał mi się film Kolekcjoner kości. To stąd znam Lincolna Rhyme'a. Nawet nie wiedziałam, że ten film
powstał na motywach powieści. Niezwłocznie postanowiłam go sobie
przypomnieć. Podobał mi się tak samo, jak za pierwszym razem. A ponieważ
z mojego doświadczenia wynika, że książka zazwyczaj jest lepsza od
swojej filmowej adaptacji, postanowiłam również przeczytać książkę. W
mojej bibliotece jej nie było, więc zamówiłam przez internet. W ubiegłym
tygodniu ją otrzymałam. I teraz powieść spokojnie sobie leży na
półeczce i czeka na swoją kolej.
Tymczasem
wczoraj skończyłam drugi tom serii, czyli „Tańczącego trumniarza”.
Okazał się jeszcze lepszy od „Dwunastej karty”. Bardziej zaskakujący i
trzymający w napięciu.
Muszę to przyznać: od przedostatniej powieści cyklu o Lincolnie Rhyme'ie, czyli od „Dwunastej karty” stałam się jego fanką.
oj tak, ja też go lubię! w ogóle zauważyłam u siebie tendencje dwie: 1. do kryminałów, 2. do S-F ;-) oba gatunki uwielbiam w formie książki i serialu, film jakoś mnie już nie bawi, bo albo muszę czekać aż puszczą w tivi, albo dołączą do gazety ;-) na kino mnie nie stać [dwojako: po pierwsze emocjonalnie - ja muszę móc wyjść, zapalić, kawkę, herbatkę, siku ;-)a poza tym kto to widział płacić ćwierć stówy za oglądanie filmu wśród ćlamkających popcorn i siorbiących kolę? błeee!), a wypożyczalni jak na lekarstwo (se teraz każdy ściąga :-/)
OdpowiedzUsuńa seriale są dostępne w necie za darmochę bez "ściągania" ;-) o!
Ja do kryminałów mam wręcz stosunek sentymentalny - ledwie doszłam do wprawy w czytaniu, to natychmiast zaczęłam je z maminej półki podbierać:) Czytałam ukradkiem, żeby mama nie widziała i z emocji obgryzałam pazury. I oczywiście chciałam zostać detektywem.... Niestety, okazało się, że nie za dobrze u mnie ze spostrzegawczością, a z dziecięcej naiwności, to i do dziś nie wyrosłam;)
UsuńI też lubię seriale (i grube książki) - im dłużej jestem z ulubionymi bohaterami, tym lepiej - pożegnań nie znoszę;)