niedziela, 16 lutego 2025

Patchworkowe szarości

... wyobrażałam sobie sfotografowane wśród śniegu, ale w tym sezonie już się go chyba nie doczekam. To przedostatnia sobota lutego, sezon na zimowe swetry dobiega końca, więc nie wybrzydzam i biorę co jest - cienka biała posypka też zrobiła ładne tło:-). 







Trochę się zafiksowałam na przerabianiu szarych resztek. Wczoraj skończyłam kolejny sweter z końcówek motków. Robiło się świetnie, to było dla mnie bardzo twórcze doświadczenie, ale teraz czeka mnie chowanie nitek - nie jest to przyjemny etap pracy dziewiarskiej, a w tym wypadku jest ich naprawdę mnóstwo do chowania. Muszę sobie znaleźć jakiś fajny film, żeby sobie tę pracę umilić:-) A potem zacznę pewnie obiecany sweterek dla Milki...

Spokojnej niedzieli i do następnego!

niedziela, 9 lutego 2025

Zimno

... dzisiaj było straszne! A to tylko 0 stopni. Człowiek już tak odwykł od mrozu, że zamarza przy zwykłym zerze... Znaczy, sweter super, cieplutki, gęsty i mięsisty, spisał się na medal. Ale cienkie spodnie, szczególnie, że bez rajstop pod spodem, to był dziś baaaaardzo zły wybór. Pod wiatr było źle, bo zamarzał mi nos i policzki (mimo, że nasmarowane tłustym kremem), ale z wiatrem było jeszcze gorzej - pośladki z zimna aż piekły, bo na domiar złego wzięłam krótką kurtkę. Stara a głupia...






Ale za to zdjęcia super😜 ... No nic, po spacerze była gorąca herbata i dzierganie pod kocykiem. A dziergam resztki w odcieniach szarości. W ciągu ostatniego tygodnia zrobiłam karczek i rękawy, teraz jadę z korpusem. Dzierga mi się bardzo dobrze, niesamowicie mnie wciągnęło komponowanie  nitek w tej pracy, ale obawiam się, że wszystkich resztek i tak nie zużyję, więc w tle mój umysł pracuje nad kolejnym projektem. Na pewno nie czapka, bo tych mam już dość, ale może kolejny sweterek dla Milki?... Już dawno jej nic nie zrobiłam...

Miłego wieczoru i do następnego😊

niedziela, 2 lutego 2025

Dokończyłam

... ubiegłorocznego UFO-ka oraz książkę "Traumaland". Na tyle tylko starczyło mi stycznia. Pozostałe plany (o których pisałam TUTAJ), przechodzą zatem na luty...

Z nieplanowanych zaś rzeczy: wczoraj zrobiłam sobie czapkę:-). Sprułam jedną, której nie nosiłam, żeby nie zwiększać już stanu czapek, bo i tak ledwo mi się mieszczą w szufladzie.

Czapka powstała z grubej, fantazyjnej włóczki odzyskanej już dawno, po spruciu TEJ sukienki. To ta sama włóczka, z której zrobiłam tę spódnicę - nadal ją mam i zakładam od czasu do czasu, ciesząc się, że wciąż pasuje. Na tym właśnie polega wyższość rzeczy dzianinowych nad szytymi: dzianina dopasowuje się do sylwetki. W dzianinie nigdy nie jest mi ciasno:-)






Skończonego UFO-ka, czyli sweter w biało-szarościach wyobrażam sobie w śnieżnych klimatach więc ze zdjęciami poczekam na śnieg. Może się jeszcze doczekam... O przeczytanej książce może też opowiem innym razem, bo to była dobra lektura. Mimo początkowych trudności emocjonalnych, jakie we mnie wywoływała, kończy się zaskakująco optymistycznie:-). A tymczasem zastanawiam się, co teraz wziąć na druty. Pomysły mam trzy:

1. Czarny sweter, coś w tym stylu (zdjęcie z Pinteresta, nie ma do niego strony źródłowej):

... bo mam dwie czarne koszule w białe kropki i przydałby mi się do nich taki krótki czarny sweter.

2. Sweter z odzyskanej włóczki z tych (TU i TU) bezrękawników. Jeszcze ich nie sprułam, ale od jakiegoś czasu bardzo intensywnie mi to siedzi w głowie.


...bo bezrękawników nie noszę, a to jest najmilsza wełna jaką w życiu dotykałam i marzy mi się z niej coś blisko ciała, z lejącym dekoltem i może z rozszerzanymi rękawami... Przerabiałabym zmieniając włóczkę co dwa rzędy, bo z obu mam tylko po 200 g - żeby zrobić sweter muszę je połączyć. Jak myślicie będą dobrze wyglądać razem?

3. Iść za ciosem z szarymi resztkami, bo jeszcze mi ich trochę zostało. Może z okrągłym karczkiem?

To tyle na dziś, dobrego nowego tygodnia:-)

poniedziałek, 27 stycznia 2025

Nie wpasował się

… ten sweter w moją szafę… Jak słowo daję - do niczego mi nie pasuje. Jedynie do tych spodni jako tako.  






Sprułam poprzednią wersję, bo się w niej nie widziałam, ale teraz, zdaje się, nie będzie lepiej. Prawdę mówiąc nie wiem dlaczego, bo to przecież zwykły sweter, bez żadnych udziwnień. Powinien pasować do byle czego. Eh, brakuje mi moich starych ubrań. Spodni zwłaszcza. Przez tę czystkę, którą zrobiłam gdy zmienił mi się rozmiar, nie potrafię się ubrać. Nie ogarniam się w nowym rozmiarze.